Przerażające świadectwo byłej żony Jacka Jaworka. Oskarża państwo
Była żona Jacka Jaworka, sprawcy potrójnego zabójstwa w Borowcach, w rozmowie z "Faktem" opowiedziała, jak od lat walczy nie tylko z traumą, ale i bezradnością instytucji państwa. - Zbywano nas. Mówiono, że nie wnosimy istotnych informacji - stwierdziła.
Jak powiedziała 52-latka, "były sygnały, były informacje ode mnie, od Justyny, że ten człowiek jest niebezpieczny, że ma broń". - Zbywano nas. Mówiono, że nie wnosimy istotnych informacji. Przesłuchania na policji trwały po kwadransie, byliśmy jak intruzi - stwierdziła w rozmowie z "Faktem".
Kobieta opisała też lata przemocy psychicznej ze strony byłego męża, jego groźby i obsesję po rozwodzie. - Ja i dzieci mieliśmy zginąć. Byliśmy jego jedynym celem. On szykował broń nie na Janusza i Justynę, tylko na nas. Przyjechał do kraju, żeby się zemścić, bo nie dostał nic przy podziale majątku. Nie pandemia, a majątek i pieniądze sprowadziły go do Polski - powiedziała.
Przerażające świadectwo byłej żony Jacka Jaworka
Po powrocie Jaworka w 2020 r. sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu. - Pił, zburzył uporządkowane życie Justyny i Janusza oraz ich dzieci. Nie potrafił znieść porażki, urażonej dumy, że żona go zostawiła. Ja się postawiłam, córka się postawiła, byłyśmy najgorsze - mówiła była żona.
Kobieta wielokrotnie zgłaszała policji zagrożenie. - Powiedziałam funkcjonariuszom, że ma wiatrówkę. Odpowiedzieli: ‘To tylko wiatrówka’. Wiatrówką, gdy przystawi się do głowy, można zabić człowieka - stwierdziła.
Ostrzegała też przed powrotem Jaworka. - Mówiłam, że ma ostrą broń. Powiedziałam, by natychmiast zgłosili to policji, w przeciwnym razie zrobię to ja, ze względu na bezpieczeństwo moje i moich dzieci - poinformowała.
Po tragedii w Borowcach kobieta żyła w strachu i musiała zmienić nazwisko i miejsce zamieszkania. Jak stwierdziła, "instytucje chroniły bardziej kata niż jego ofiary".
Jacek Jaworek w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku zamordował swojego brata, bratową i bratanka. Przez trzy lata ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Odnaleziono go dopiero 19 lipca 2024 roku, kiedy popełnił samobójstwo.
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach prowadzi śledztwo dotyczące działań policji i prokuratury od lipca 2018 r. do 22 lipca 2024 r., ale nikomu nie postawiono zarzutów.
Źródło: "Fakt"