Prawica w antyeuropejskiej pułapce [OPINIA]
Polska prawica pogrąża się w antyeuropejskiej pułapce. Zamiast zabiegać z europejskimi sojusznikami o budowanie prawicowej eurosalonki, PiS wybiera marginalizację i oferuje Polakom bilet trzeciej klasy. Pozbywanie się silnych kart to oddawanie pola tym, którzy chcą widzieć Polskę samotną poza Unią - pisze dla Wirtualnej Polski prof. Sławomir Sowiński.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Ton twardej politycznej awantury wokół programu SAFE dobrze pokazuje, jak bardzo polska prawica pogrąża się dziś w antyeuropejskiej pułapce. A weto prezydenta w tej sprawie, przejście od antyunijnej retoryki do antyunijnej polityki, może okazać się w tym dryfie istotnym i kosztownym Rubikonem.
Unia potrzebuje krytyki i korekty
Długa jest lista błędów europejskich elit i powodów obiektywnych, dla których Unia Europejska potrzebuje dziś krytyki i solidnej korekty swego kursu.
W nowej geopolitycznej rzeczywistości, zmierzającej co najmniej od 2015 r. w kierunku gigantycznych napięć migracyjnych, nadciągającego koncertu mocarstw, z Chinami i Rosją w rolach głównych, coraz mniej atlantyckiej postawy USA, słabnięcia konkurencyjności europejskich gospodarek i powrotu suwerennościowego języka państw narodowych, europejskie i brukselskie elity traciły kolejne lata na forsowanie kolejnych ofensyw ekologicznych i kolejnych pomysłów na coraz większą eurobiurokację. Brexit i rozkwit ruchów antyeuropejskich w całej Unii stały się tego wymowną, choć ciągle nie do końca chyba przepracowaną, konsekwencją.
Na tym tle trudno nie przyznać dziś racji wielu politykom polskiej i europejskiej prawicy, którzy od lat na te deficyty wskazywali, postulując wzmocnienie Unii poprzez przekierowanie jej zainteresowań, ze snu o "bezemisyjnej" przyszłości wielokulturowego europejskiego społeczeństwa socjalnego, na twardy grunt politycznego, ekonomicznego i społecznego "tu i teraz" państw Unii.
Trudno też nie przyznać, że swoje szczególne argumenty w krytyce polityki Brukseli ma polska prawica, która w kontekście zamrożonych przed rokiem 2024 polskich miliardów z KPO, odebrała dość gorzką lekcję tego, czym może być w praktyce europejska warunkowość transferów do poszczególnych państw narodowych. Trudno wreszcie dziwić się, że w tak wielu krajach Unii eurosceptyczna prawica dziś rządzi, bądź odgrywa istotną rolę.
Powtórzmy, sensowna krytyka Unii Europejskiej ze strony polskiej, włoskiej czy hiszpańskiej prawicy wydaje się racjonalna. I dla prawicy i dla samej Unii.
Bilet do wagonu trzeciej klasy
Tyle tylko, że twardy, momentami histeryczny, polityczny ton, jaki Prawo i Sprawiedliwość narzuciło w awanturze o europejskie SAFE, cały ten horyzont politycznej racjonalności, zdaje się porzucać lub gubić.
Wchodząc bowiem w zakończoną prezydenckim wetem, ostrą awanturę o europejski kredyt na polską obronność, PiS i prezydent Nawrocki antyunijną dotąd retorykę zastąpili realną, antyunijną polityką.
A mówiąc precyzyjniej, poważnie ograniczyli pole zręcznej politycznej gry sprzed roku 2024 - Unię krytykujemy, ale pozycję Polski w Unii staramy się wzmacniać. Kierując się tym samym w stronę niekontrolowanego antyeuropejskiego dryfu.
Od tego momentu widać bowiem jasno, że choć polska prawica odżegnuje się od formalnego wyjścia z Unii Europejskiej, to w istocie oferuje Polsce i Polakom bilet w europejskim wagonie trzeciej klasy, zamiast zabiegać razem z z Giorgią Meloni czy Friedrichem Merzem, o budowanie w UE prawicowej eurosalonki. I im bardziej to polityczne deprecjonowanie przez PiS polskich szans i polskich możliwości w UE będzie się nasilać, tym silniejsze będą po prawej stronie antyunijne nastroje, za którymi – chcąc nie chcąc - PiS będzie musiał nadążać, ścigając się z obiema Konfederacjami.
Groźne dla Polski, ryzykowne dla samej prawicy
Taki antyeuropejski dryf wygląda bardzo groźnie przede wszystkim w kontekście możliwego powrotu PiS do władzy. W sytuacji śmiertelnego zagrożenia Polski ze strony Rosji, nieprzewidywalności USA pod rządami Donalda Trumpa i MAGA, wojny w Iranie, czy nieskrywanej ekspansji Chin, silne europejskie karty są niezbędne w trudnej grze o polską suwerenność, bezpieczeństwo i interesy. W rękach każdego, kto Polską rządzi i będzie rządził.
Pozbywanie się zaś tych kart, czy deprecjonowanie ich wartości, to z kolei oddawanie pola tym, którzy chcą Polski samotnej poza Unią, lub na peryferiach Unii. A tych zapewne, i w Moskwie, i w Pekinie, i w Waszyngtonie, i w wielu stolicach Europy, nie brakuje.
Ale zwrot, o którym tu mówimy, zaszkodzić może także samej prawicy. Stojąca za nim polityczna retoryka, o Unii Europejskiej jako największym zagrożeniu Polski, i USA jako przewidywalnym gwarancie naszych interesów, rozmija się dziś bowiem z rzeczywistością w sposób czytelny, już nie tylko dla ekspertów, ale także dla coraz szerszej grupy zwykłych wyborców. Co więcej, gdy w kampanii wyborczej roku 2027 istotną kwestią stać się może pytanie, która z politycznych sił zapewni dalsze efektywne wykorzystanie obecności Polski w UE, oferta europejskiego biletu trzeciej klasy, którą PiS zdaje się dziś kłaść na politycznym stole, może okazać się mało atrakcyjna. I mało przekonująca dla milionów polskich studentów, rolników, przedsiębiorców, czy turystów.
Czas nowej prawicy?
Zwrot, na który zwracamy tu uwagę, rodzi też oczywiste pytanie, czy możliwa jest w Polsce inna prawica, pokazująca także polskie szanse w Unii, a nie tylko płynące z niej zagrożenia? A w każdym razie próbująca gry o polskie interesy europejską kartą?
W sposób naturalny do misji takiej predestynowany wydaje się Mateusz Morawiecki i jego środowisko wewnątrz i wokół PiS. Pierwsze jednak, po wecie prezydenta Nawrockiego, jego reakcje sugerują, że grę o taki bardziej europejski zwrot na polskiej prawicy uważa on chyba za przedwczesną. A to z kolei otwiera - już dziś - jakąś przestrzeń przed ludowcami i drużyną wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. I kto wie, czy oferta racjonalnej, narodowej i zarazem europejskiej prawicy, nie stanie się ich wyborczym sztandarem.
Dla Wirtualnej Polski prof. Sławomir Sowiński
Dr hab. Sławomir Sowiński, prof. UKSW - politolog związany z Instytutem Nauk o Polityce i Administracji UKSW. W swoich badaniach specjalizuje się w relacjach między polityką a religią oraz współczesnymi procesami politycznymi. Jest autorem książki "Boskie, cesarskie, publiczne. Debata o legitymizacji Kościoła katolickiego w Polsce w sferze publicznej w latach 1989-2010". Aktywny uczestnik debaty publicznej. Na stałe współpracuje z Wirtualną Polską, gdzie regularnie komentuje i analizuje bieżące wydarzenia polityczne.