Prawda na wakacjach

Aby mieć prawdziwe wakacje nie wystarczy samemu wyjechać gdzieś daleko. Nie wystarczy dać wolne telefonowi, skrzynce mailowej, telewizji i prasie. Aby mieć prawdziwe wakacje, na urlop muszą się udać zdrowy rozsądek, poczucie odpowiedzialności, oszczędne gospodarowanie... Ale wakacje trzeba też czasem zrobić prawdzie.

Obraz
Źródło zdjęć: © AFP

Uśpieni długą zimą i ponurą wiosną marzymy o palmach, hawajskich kobietach lub marokańskich mężczyznach, baśniach 1001 nocy, karawanach płynących po bezbrzeżnej pustyni oświetlanej dziwnie przekręconym rogalikiem Księżyca. I dlatego, gdy niespodziewanie szef da nam pod koniec sierpnia dwa tygodnie urlopu, na złamanie karku pędzimy do tych wszystkich beduińskich targów, herbacianych ceremonii, hinduskich świętych mężów i seldżuckich wirujących derwiszów. Płacimy za tę Prawdę grube euro naszemu przewodnikowi i guzik nas obchodzi, że Beduini dotarli na targ starym renault, oryginalna herbata została wyprodukowana przez Liptona, święci mężowie swój pustelniczy żywot pędzą na co dzień w knajpie za rogiem, a wirujący derwisze poza sezonem tańcza w stambulskim balecie "Jezioro Łabędzie".

Oczywiście "prawdziwi" globtroterzy (należy używać takiego słowa, bo obrażają się oni, gdy nazwie się ich turystami) z pobłażaniem patrzą na ten masowy przemysł i nad zgromadzenie nomadów przedkładają turecką wersję warszawskiego Stadionu X-lecia, gdzie wprawdzie nic ciekawego nie ma, ale przynajmniej człowiek nie czuje się "chodzącym portfelem", tylko święcie wierzy w to, że dotknął właśnie "prawdziwego" życia tubylców.

Prawda jest jednak zdecydowanie bardziej skomplikowana. Otóż po tych "prawdziwych" (czytaj nieturystycznych) doświadczeniach w istambulskich spelunkach postanowiliśmy ruszyć nad morze. Wiadomo - morze w turystycznej Turcji jest okupowane przez blade lub różowe ciała turystów z północy, wszędzie tłok, hałas, tandeta i dwudziestopiętrowe hotele. Absolutnie nie wierzyliśmy w długie, puste plaże z turkusowym morzem, ocieniane przez zielone liście palm. Na takie cuda mogą nabrać się masowi turyści, a my - sorry - nas, globtroterów, to nie interesuje.

I tu - wpadka. Gdzieś w połowie drogi między Marmarisem i nigdzie, na kampingu, o którego nazwie milczą przewodniki, wylądowaliśmy na plaży z katalogu. Błękitne niebo, lazurowe morze, drobne kamyczki na plaży, hamaki między grubymi pniami palm, dookoła skały i... całkowicie pusto. W taką prawdę trudno jest uwierzyć. Myślę, że już za kilka miesięcy zdjęcia z tego raju będę traktował jako zdjęcia plakatów z biura podróży. Co za przyjemność z odpoczynku w miejscu, w które się nie wierzy?

Dlatego z wielką ulgą przyjąłem szybką ewakuację z tego niemożliwego kampingu. Moja ulga była jeszcze większa, gdy dotarliśmy do Kapadocji, a tam widok niezwykłych formacji skalnych i kutych w kamieniu kosciołów sprzed tysiąca kilkuset lat został łaskawie zrównoważony przez zdecydowanie mazowiecką przyrodę.

Otóż w dolinie Ihlara można prawie nie zauważyć głównej atrakcji turystycznej - skalnych pustelni kapadockich eremitow. Zasłaniają je wysokie topole. Nad krętą rzeczką (podobną choćby do Liwca w jego wczesnym biegu) rosną wierzby, zieleni się trawka. Tu przeleci sójka, tam zaśpiewa skowronek. W miejscu, gdzie drzewa się przerzedzają i rzeczka nieco rozlewa się, szukają żab bociany (niestety czarne, co w sumie w Polsce jest rzadkoscią, ale mniejsza o szczegóły). Jednym słowem można sobie wyobrazić, że właśnie tu przychodził latem ze swojego rodzinnego dworku w Żelazowej Woli kilkuletni Frycek Chopin, siadywał na tym kamieniu i słuchając ptasich treli układał w głowie swoje pierwsze mazurki. Zachwyceni tym widokiem święci mężowie schodzili z gór, stawali obok Frycka, kładli na jego głowie swoje kościste ręce umorusane ochrą (którą ozdabiali podziemne świątynie) i śpiewali po grecku hymny w trzecim modusie plagialnym.

Ten obraz - połączenie zupełnej swojskości z zupełną egzotyką - pozwala mi tu jakoś znieść tę niezwykłą Turcję. W czasach, w których przy pomocy najnowszych technologii i odpowiednich środków można wyprodukować dowolną prawdę i powielić w masowej skali dowolną oryginalność, trzeba uciekać się do dość skomplikowanych metod, by móc uwierzyć w to, co się widzi. I choć po powrocie do domu nie znajdę na pewno żadnego chopinowskiego poloneza skomponowanego na zurnę i ud, surrelistyczna kapadocko-mazowiecka dolina Ihlara jest moją prawdą. Zreszta prawda... "cóż to jest prawda" - jak zapytał już dwa tysiące lat temu pewien Piłat, który urodził się ledwo dwa rzuty tuniką stąd.

Krzysztof Cibor, Wirtualna Kapadocja

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Katastrofa śmigłowca w Peru. 15 osób nie żyje
Katastrofa śmigłowca w Peru. 15 osób nie żyje
Kim przygotowuje córkę do sukcesji. Mianował ją "dyrektorem ds. rakiet"
Kim przygotowuje córkę do sukcesji. Mianował ją "dyrektorem ds. rakiet"
Akcja aktywistów w Luwrze. Powiesili zdjęcie byłego księcia Andrzeja
Akcja aktywistów w Luwrze. Powiesili zdjęcie byłego księcia Andrzeja
USA i Chiny będę rozmawiać w Genewie. Wiadomo, jaki jest powód
USA i Chiny będę rozmawiać w Genewie. Wiadomo, jaki jest powód