Nie sądzi on, by w efekcie stanowiska polskiego rządu w Brukseli, doszło do dramatycznego spięcia między naszymi krajami. - Węgry nie są takie pamiętliwe - mówi socjolog Węgierskiej Akademii Nauk w Budapeszcie. - Zresztą nie o Polskę w całej tej sprawie chodzi, tylko o Niemcy, bo to Angela Merkel odrzuciła nasz plan. Nie mieliśmy zresztą większych nadziei na to, że się powiedzie. Premier Ferenc Gyurcsany po prostu testował kraje Zachodu - wyjaśnia socjolog.
Ale na pytanie czy w przyszłości można sobie wyobrazić montowane przez Polskę sojusze europejskie, w których znajdą się Węgry, rozmówca "Gazety Wyborczej" odpowiada, że nie jest to takie jednoznaczne.
- Nie sądzę, aby była zagrożona współpraca w przyszłości w strategicznych sprawach. Ale nie spodziewajcie się, że węgierska opinia publiczna albo klasa polityczna poprze jakąś antyrosyjską inicjatywę zgłaszaną w UE przez Polskę - mówi Tamas. - Nasz stosunek do Rosji jest dużo bardziej neutralny niż wasz. Nie postrzegamy Moskwy jako strategicznego wroga, niedźwiedzia czy wschodniego autokraty. Nie mamy w tym względzie polskiego kompleksu.