Podła, bo biedna

W poniedziałek wczesnym popołudniem starszy mężczyzna przechodzący ul. Nowy Świat w centrum Gliwic usłyszał dziwne odgłosy dobiegające z pobliskich krzaków. Podszedł bliżej i zobaczył noworodka w beciku, porzuconego na trawie. Wezwał pogotowie. Chłopczyk trafił najbliższego szpitala z oddziałem położniczym i noworodkowym — niedaleko, ledwie 200 metrów od miejsca, gdzie został znaleziony. Lekarze zaniemówili: kilkadziesiąt minut wcześniej wypisali dziecko i jego matkę do domu! Dziecko jest zdrowe; jego organizm nie zdążył się wyziębić.

Obraz

W ciągu godziny policji udało się namierzyć matkę. Trzy dni wcześniej 24-letnia Anna S. z osiedla Zubrzyckiego urodziła w gliwickiej porodówce zdrowego chłopczyka. Po porodzie zachowywała się normalnie. Karmiła dziecko piersią i nic nie wskazywało na to, że ma złe zamiary. W poniedziałek, już z wypisem w ręku, sama wyszła ze szpitala. Uszła kawałek, cisnęła dziecko w krzaki i pojechała do domu.

Anna S. ma jeszcze dwóch synków, cztero- i dwuipółletniego. Policjantom powiedziała, że zrobiła to z powodu biedy, a ciążę musiała ukrywać przed teściami, u których mieszka. Twierdzi, że o porzuceniu dziecka zdecydowała wraz z mężem — mieli ustalić, że wróci do domu sama. Sąsiedzi nie mają o niej najlepszej opinii. Mówią, że lubi wypić, swoje dzieci traktuje źle i zachowuje się ordynarnie. Wczoraj prokuratura postawiła Annie S. zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi jej od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Już zgłaszają się osoby, które chciałyby przygarnąć chłopczyka. Nie jest bezimienny — pielęgniarki mówią o nim: Filipek.

- Nie ma dla tej kobiety żadnego usprawiedliwienia. Że jej nie stać? Czemu nie zostawiła go tu, w szpitalu? Ludzie się modlą o dzieci i ich nie mają, a taka... — Marii Kozak brakuje z oburzenia słów. Towarzyszy w szpitalu ciężarnej córce. Pani Justyna zgadza się z matką: — Nie ma słów na określenie tego postępku. Wieść o porzuconym dziecku rozeszła się po szpitalu lotem błyskawicy. Do porzuconego przez matkę Filipka przychodzą ciężarne kobiety. Nie kryją wzruszenia, ale i najgorszych określeń pod adresem jego matki.

Opiekująca się Filipkiem pielęgniarka mówi, że chłopiec nie sprawia najmniejszych problemów. — Jest zdrowy, spokojny. Tylko tak bardzo brakuje mu mamy — wzdycha Beata Grabczyk, jedna z pielęgniarek opiekująca się chłopcem w oddziale Patologii Noworodka gliwickiego Szpitala Wielospecjalistycznego. — Oj, nie będziesz ty miał, nasz Filipku, łatwego życia.

Żadna z opiekujących się matką chłopca osób nie wiedziała, że 24-latka nie chce swojego synka. Tymczasem kobieta po prostu przeszła kilkaset metrów i zostawiła maleństwo w krzakach. Potem spokojnie poszła do domu.

Rodzina Anny S. mieszka w czteropiętrowym bloku przy ul. Młodych Patriotów na gliwickim osiedlu Zubrzyckiego. Anna S. jest bezrobotna. Jej mąż zajmuje się dorywczo montażem okien. O mężu i jego rodzicach ludzie mają jak najlepsze zdanie. Inaczej mówią o Annie S.

- Wulgarna, z wiecznie wiszącym w ustach petem. Darła się na te dzieci tak, że całe osiedle ją słyszało — mówi jeden z sąsiadów.

24-latka twierdzi, że razem z mężem ukrywali jej trzecią ciążę przed rodziną. Mają już dwójkę dzieci — 2,5-latka i 4-latka. Nieobecność w domu wytłumaczyła ponoć koniecznością przejścia operacji ginekologicznej w gliwickiej placówce.

Dr Wojciech Kuszkowski, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego gliwickiego Szpitala Wielospecjalistycznego pracuje w zawodzie kilkadziesiąt lat, ale jak mówi takie przypadki powalają go z nóg.

- Przecież nie byłoby żadnych przeszkód, aby zostawiła go w szpitalu — podkreśla. — Na pewno uzyskałaby wszelką pomoc. Wystarczyło powiedzieć.

Jak się dowiedzieliśmy, kobieta tłumaczyła tuż po zatrzymaniu policji, że położyła na skwerku synka i miała nadzieję, że „znajdą go dobrzy ludzie”. Zostawiła przy nim zestaw z pieluszkami i środkami pielęgnacyjnymi, które dostała w szpitalu. Nadkom. Magdalena Zielińska podkreśla, że błyskawiczne namierzenie matki było możliwe dzięki współpracy z pracownikami szpitala, którzy szybko przekazali niezbędne informacje policji. Podczas gdy porzucone maleństwo spało w gliwickim szpitalu, jego matka trafiła do policyjnej izby zatrzymań. — Nie wyglądała, jakby miała wyrzuty sumienia — powiedział nam jeden z policjantów. — Nawet chyba sprawiała wrażenie, jakby się dla niej cała sprawa skończyła. O dalszych losach kobiety zadecyduje sąd.

Tragiczna statystyka W zeszłym roku w policyjnych statystykach odnotowano w województwie śląskim 9 przypadków porzucenia noworodków. Jak nas poinformował mł. asp. Piotr Gralak z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, sześcioro maleństw straciło życie, trójkę udało się uratować. W tym roku takich przypadków odnotowano trzy. Uratował się tylko Filipek z Gliwic. W większości przypadków matek dzieci nie udało się odnaleźć.

Można oddać dziecko bez przeszkód W szpitalu po porodzie należy zgłosić chęć oddania dziecka do adopcji lekarzowi prowadzącemu. Można także zgłosić się przed porodem do ośrodka adopcyjno-opiekuńczego i wyrazić swoją wolę oddania dziecka do adopcji. Wszelkich czynności dokonuje obydwoje rodziców, chyba że ojciec jest nieznany lub został pozbawiony praw rodzicielskich. Trzeba pamiętać, że pozostawienie noworodka w szpitalu bez jakiejkolwiek współpracy ze strony rodziców z personelem szpitala i ośrodkiem opiekuńczym stanowi poważną przeszkodę prawną dla późniejszej adopcji dziecka.

Maria Ptasiewicz, psycholog: - Nie wolno potępiać kobiet, które noszą się z zamiarem oddania swojego nowonarodzonego dziecka. Oprócz pełnej patologii, nie przypuszczam, żeby matka pozostawiała swoje dziecko i nie cierpiała. Nie jest to decyzja łatwa. Kobiety często podejmują dramatyczne decyzje o porzuceniu gdziekolwiek dziecka ze strachu. Na pewno składają się na to także szok poporodowy i skomplikowane sytuacje rodzinne. A tymczasem warto je przekonać, żeby pomyślały w tej sytuacji przede wszystkim o dziecku i zapewnieniu mu przyszłości. Najlepiej już na długo przed porodem poszukać pomocy i przygotować się. To pozwoli uniknąć dramatów.

Marlena Polok-Kin

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto