Trwa ładowanie...

Po 80 latach Polacy odwdzięczyli się za czyn "Dobrego Maharadży"

Nie jesteście już sierotami. Ja jestem Bapu. Ojciec wszystkich i wasz też - powiedział polskim dzieciom Jam Shri Sir Digvijaysinhji Ranjitsinhji Sahib Bahadur, znany w naszym kraju jako "Dobry Maharadża". Ponad 80 lat później Polacy, chociaż w części mogli się odwdzięczyć obywatelom Indii za ich szczodrą opiekę, której w czasie II wojny światowej doświadczyły tysiące polskich dzieci.

Share
Jam Shri Sir Digvijaysinhji Ranjitsinhji Sahib BahadurJam Shri Sir Digvijaysinhji Ranjitsinhji Sahib BahadurŹródło: Wikimedia Commons, fot: Bassano Ltd
d24cyxx

W wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę kilka tysięcy studentów z Indii znalazło się w śmiertelnej pułapce. Ambasador RP w Indiach Adam Burakowski błyskawicznie poinformował, że wszyscy obywatele Indii uciekający przed wojną z Ukrainy będą mogli przekroczyć granicę bez wizy. Ponad 400 studentów zdołało się przedostać do Polski, a rząd w Delhi uruchomił "Operację Ganga", mającą na celu sprowadzenie ich do Indii.

W pomoc uchodźcom włączyli się wolontariusze, a dyplomatyczna współpraca doprowadziła do szczęśliwego finału. "Wyrażamy wdzięczność polskiemu rządowi, prezydentowi Andrzejowi Dudzie i premierowi Mateuszowi Morawieckiemu za pomoc w ewakuacji naszych studentów" - napisał na Twitterze członek rządu Indii generał Vijay Kumar Singh. Na początku marca studenci wrócili bezpiecznie do domów. Zarówno studenci z Indii, jak i pomagający im Polacy przy okazji przypomnieli wzruszającą historię, która połączyła oba kraje 80 lat wcześniej.

1942 rok. Kilka miesięcy wcześniej na mocy układu Sikorski-Majski doszło do sformowania Armii Andersa. W końcu Polacy uzyskali możliwość wydostania się z nieprzyjaznej radzieckiej ziemi. Nie tylko żołnierze, ale również 38 tysięcy cywilów. W sierpniu 1942 roku ich drogi się rozeszły, armia Andersa przedostała się do Iranu, a później na front, gdzie brała między innymi udział w bitwie pod Monte Cassino. Cywile, wśród których było 15 tysięcy dzieci, podążyli w różnych kierunkach. Maharadża Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja nie wahał się ani chwili. Kilka tysięcy kobiet i dzieci trafiło pod jego opiekę.

d24cyxx

Ignacy Paderewski sąsiadem młodego księcia

Digvijaysinhji był zafascynowany polską kulturą. Dwadzieścia lat wcześniej młody książę mieszkał w Szwajcarii, a jego sąsiadem był Ignacy Paderewski, z którym toczył rozmowy o Polsce. Z jednego z wyjazdów do Londynu przywiózł przetłumaczone na język angielski wydanie "Chłopów" Reymonta, którą to książkę zaliczał do swoich ulubionych. Podobały mu się również polskie tańce i stroje ludowe. W chwili próby dziejowej wiedział, że powinien wyciągnąć pomocną dłoń. Przekonał Izbę Książąt Indyjskich do wsparcia finansowego polskich uchodźców, a sam zaangażował się w budowę ośrodka w jego prywatnej rezydencji Balachadi w Kathiwar.

Małe miasteczko przypominało obóz harcerski. Poza dziećmi przebywały w nim kobiety, które były jednocześnie nauczycielkami. Rano dzieci uczestniczyły w apelu, w czasie którego zawsze były zwrócone w stronę Polski. Ośrodek Balachadi był wówczas jednym z niewielu miejsc na świecie, gdzie powiewała polska flaga. Jam Sahib nie tylko wspomagał uchodźców finansowo, ale czynnie uczestniczył w ich życiu, często odwiedzał ośrodek, brał udział w przygotowywanych przedstawieniach, między innymi jasełkach. Wielokrotnie dziękował, gdy jego synowi podarowano na piąte urodziny strój krakowski. Dzięki maharadży dzieci okrutnie doświadczone przez historię mogły zapomnieć o wojennej zawierusze, mogły grać w piłkę, uczestniczyć w zajęciach sportowych i się uczyć. Często zapraszał dzieci z opiekunami do swojego pałacu i obdarowywał łakociami.

"Głęboko wzruszony i przejęty cierpieniami polskiego narodu, a szczególnie losem tych, których dzieciństwo upływa w tragicznych warunkach najokrutniejszej z wojen, pragnąłem w jakiś sposób przyczynić się do polepszenia ich losu. Zaoferowałem im gościnę na ziemiach położonych z dala od zawieruchy wojennej. Może tam, w pięknych górach nad brzegami morza, dzieci będą mogły powrócić do zdrowia, może uda się im zapomnieć o wszystkim, co przeżyły i nabrać sił do przyszłej pracy, jako obywatele wolnego już kraju" - przyznał w rozmowie z generałem Władysławem Sikorskim.

d24cyxx

Dzieci po latach wspominały go jako wysokiego, zawsze uśmiechniętego człowieka. Na przywitanie drugiej grupy polskich dzieci powiedział: "Nie jesteście już sierotami. Ja jestem Bapu. Ojciec wszystkich i wasz też". Z kolei w czasie uroczystości poświęcenia harcerskiego sztandaru zapewniał, że zawsze będzie wierny i lojalny Polsce. "Duch Polski, który jest znany w całym świecie, jak długo pozostanie takim, jakim jest teraz, wywalczy wolność kraju. Ochraniajcie ten sztandar nawet życiem własnym, ponieważ natchnieni takim duchem zawsze pokonacie wszelkie przeciwności" - powiedział wówczas.

Trudny powrót do kraju

Rozstanie było niezwykle trudne i wzruszające, a wracający do kraju Polacy przytulali na pożegnanie dobrego maharadżę. Obie strony nie kryły łez, jakby świadome, że prawdopodobnie nie będzie im dane się więcej spotkać. Pod koniec wojny w ośrodku zostało 200 dzieci. Ci, którzy nie mieli nikogo w Polsce, kto mógłby się nimi zaopiekować, zostały w Indiach. Część z nich została zaadoptowana przez komendanta osiedla Franciszka Plutę, ppłk. Geoffreya Clarka, a także przez samego maharadżę.

Zobacz też: Tak polscy uczniowie przyjmują ukraińskich rówieśników. Dyrektorka zachwycona

Zapytany przez generała Sikorskiego jak Polacy mogą się odwdzięczyć za tak hojną pomoc udzieloną tysiącom polskich uchodźców, z których większość stanowiły dzieci, maharadża odparł: "Jak Polska znowu będzie wolnym krajem, możecie nazwać szkołę moim imieniem". Od czerwca 1999 imię Jam Saheba Digvijay Sinhji nosi Zespół Społecznych Szkół Ogólnokształcących "Bednarska" w Warszawie. W 2012 roku jeden z warszawskich skwerów został nazwany imieniem Dobrego Maharadży, a dwa lata później odsłonięto tam również pomnik. W 2016 roku polski Sejm jednogłośnie przyjął uchwałę w sprawie uczczenia jego pamięci. "Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przypominając postać Jama Saheba Shri Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja, Maharadży Księstwa Nawanagar, w 50. rocznicę jego śmierci, czci pamięć o nim i oddaje mu hołd za jego ogromne zasługi oraz wielką bezinteresowność, jaką wykazał się, ratując od głodu i cierpienia ponad tysiąc polskich dzieci" - napisano w tekście uchwały.

d24cyxx

Jam Shri Sir Digvijaysinhji Ranjitsinhji Sahib Bahadur, "Dobry Maharadża", 23 grudnia 2011 został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d24cyxx
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

WP Wiadomości na:

d24cyxx
d24cyxx
Więcej tematów