Pandemonium w Sobolewie. Nocna ewakuacja psów zakończyła się aferą
Ewakuacja zwierząt ze schroniska "Happy Dog" w Sobolewie miała przebiegać pod nadzorem służb i organizacji prozwierzęcych, ale - jak wynika z relacji uczestników - na miejscu zapanował chaos. Część osób prywatnych zabierała psy bez formalnej ewidencji, a w mediach społecznościowych ruszyły ich poszukiwania. Zwierzęta wywożono również w nocy.
Decyzję o zamknięciu schroniska podjął w sobotę Powiatowy Lekarz Weterynarii. Stało się to chwilę po godz. 15, po tym, gdy pod placówką zgromadzili się protestujący. Rozpoczęła się ewakuacja: część zwierząt przewożono do innych schronisk, a część wydawano osobom chętnym do adopcji.
Akcja trwała także do późnych godzin nocnych. OTOZ Animals Inspektorat Warszawa opisywał nad ranem w niedzielę, że ratownicy wciąż "walczą" i są w klinice z psami odebranymi z Sobolewa, a "zmęczenie nie ma znaczenia", bo najważniejsze jest bezpieczeństwo zwierząt.
Największe emocje budzi wątek psów zabieranych przez osoby prywatne "na własną rękę" – bez danych z systemu ewidencji. Osoby, które tak zrobiły dopiero u weterynarzy dowiedzą się, iż niektóre zwierzęta są zaczipowane.
Prawowici właściciele zwierząt
W sieci już podejmowane są próby samodzielnego szukania prawowitych właścicieli. Sprawa schroniska "Happy Dog" od lat budzi kontrowersje: wobec właściciela już osiem lat temu postawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami, ale do dziś – jak podano – nie zapadł prawomocny wyrok.
Głos w sprawie wydarzeń w schronisku zabrała Małgorzata Rozenek-Majdan, która była na miejscu i pomagała w uwalnianiu zwierząt, wskazując, że to organizacje prozwierzęce prowadziły nocną ewidencję ratowanych czworonogów i "wzięły na siebie ciężar rozbrajania tego schroniska", a policja i "służby państwowe" miały nie udzielić im pomocy.
Organizacje te zgłaszają też zastrzeżenia wobec działań policji. W sieci pojawiły się również wpisy o blokowaniu wynoszenia części zwierząt oraz apele o dodatkowe oświetlenie, z racji tego, że część ewakuacji odbyła się nocą.
Dlaczego zamknięto schronisko w Sobolewie?
Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie wskazał w decyzji o zamknięciu schroniska na "brak wykazu zwierząt przebywających w schronisku, prowadzonego w postaci elektronicznej". Dokument, do którego dotarła dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra, opisuje, że mimo upomnienia po kontroli w ubiegłym roku, prowadzący obiekt Marian Drewnik nie wdrożył elektronicznego rejestru.
"W toku kontroli ustalono, że podmiot prowadzący schronisko nadal nie posiada wykazu zwierząt przebywających w schronisku, prowadzonego w postaci elektronicznej z możliwością sporządzenia wydruku" - czytamy w piśmie podpisanym przez weterynarz Dominikę Siedlczyńską.
Źródła: Onet, Polsat News