Nocne polowanie zakończone dramatem. Łowczy mówi, kim była ofiara
Prokuratura wciąż ustala, jak doszło do tragedii podczas nocnego polowania w miejscowości Graniczna Wieś na Pomorzu. Wirtualna Polska dowiedziała się, że zmarły uczestnik polowania jeszcze nie był myśliwym, a dopiero się szkolił, żeby nim zostać. - On był bez broni. Uczestniczył w polowaniu jako kandydat na myśliwego - przekazał WP łowczy koła "Jeleń" w Gdańsku Karol Kozak.
Jak ujawniła w poniedziałek Wirtualna Polska, do tragedii doszło w sobotę późnym wieczorem w okolicach miejscowości Graniczna Wieś w powiecie gdańskim. Policjanci zostali zaalarmowani po godz. 23. Zgłaszającym był mężczyzna, który wraz z kolegą brał udział w polowaniu i oddał śmiertelny strzał. Został zatrzymany. Trwa ustalanie okoliczności, w jakich doszło do fatalnego zdarzenia.
- Policjanci pracowali na miejscu pod nadzorem prokuratora, zabezpieczali ślady - relacjonował WP asp. Karol Kościuk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim.
- W poniedziałek z zatrzymanym mężczyzną trwały czynności procesowe - przekazała z kolei prokurator Wioleta Noch z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Do godzin popołudniowych wciąż nie było decyzji prokuratora z Pruszcza Gdańskiego o postawieniu zarzutów.
Mieszkanka wsi: koła łowieckie były tu bardzo aktywne
Graniczna Wieś to miejscowość otoczona lasami. Jak przyznają okoliczni mieszkańcy, to przyciągało wielu myśliwych.
- W naszej okolicy koła łowieckie działają bardzo aktywnie. Polowania odbywały się często, ale nie mieliśmy żadnych obaw, bo organizowano je w szczerym polu albo gdzieś pod lasami. Zawsze to było wcześniej zgłaszane - relacjonuje w rozmowie z WP mieszkanka Granicznej Wsi.
Kobieta przyznaje, że społeczność wsi jest zszokowana tym, co się wydarzyło. Zwłaszcza że zatrzymany przez policję mężczyzna pochodził z tych okolic.
- To byli przyjaciele, znali się od wielu lat. Ten myśliwy jest bardzo dobrym człowiekiem, zawsze był bardzo pomocny - dodaje kobieta.
Łowczy koła: zginął kandydat na myśliwego
Łowczy Koła Łowieckiego "Jeleń" w Gdańsku przyznaje, że w tragicznym polowaniu brał udział jeden z myśliwych z tego koła.
- To doświadczony myśliwy, poluje już z 10 lat, jak nie lepiej. Nie było u niego nigdy wcześniej żadnych problemów - mówi w rozmowie z WP łowczy Karol Kozak.
Jak dodaje, mężczyzna, który doznał śmiertelnych obrażeń podczas polowania, nie był jeszcze członkiem tego koła, a jedynie kandydatem na myśliwego.
- On był bez broni. Uczestniczył w polowaniu jako kandydat na myśliwego, był na stażu łowieckim. Taka osoba ma obowiązek uczestniczyć w takich polowaniach, żeby się nauczyć - mówi nam Kozak.
Zatrzymany mężczyzna to miejscowy rolnik, przez całe życie zajmował się uprawą ziemi.
- To dla nas ogromna tragedia dwóch rodzin. Współczujemy i martwimy się o obie. Dziś nie jestem nawet w stanie dobrać słów na to, co się wydarzyło - mówi WP mieszkanka Granicznej Wsi.
Myśliwy przypuszcza, że to nieszczęśliwy wypadek
Kobieta dodaje, że wśród okolicznych mieszkańców dominuje wersja wydarzeń, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.
- Ale nie wiem dokładnie, co się wydarzyło, bo to będzie w stanie powiedzieć teraz już tylko ten myśliwy. Nie chcę dopisywać żadnych scenariuszy. Myślę, że po prostu broń wypaliła - dodaje kobieta.
Podobną wersję przedstawia łowczy koła "Jeleń". Jak wskazuje, podczas nocnych polowań zazwyczaj strzela się do dzików.
- Musiał to być jakiś nieszczęśliwy wypadek, nie widzę innej możliwości. Wiem tyle, że polowanie było zgłoszone, zostało wpisane do książki - zapewnia Kozak.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl