Niepokój w Czerwonym Borze. Mamy potwierdzenie, co się wydarzyło
Rośnie napięcie w ośrodku dla cudzoziemców w Czerwonym Borze w województwie podlaskim. W niedzielę po południu tłum ludzi pojawił się w okolicach ośrodka. Policjanci informują, że nie doszło do ataków, ale aktywiści ostrzegają przed eskalacją.
W niedzielę po południu informacja o ataku na ośrodek pojawiła się w mediach społecznościowych, na profilu Obywateli RP. Szybko jednak dodano, że na widok policji planowany atak na ośrodek "przerodził się w protest".
Policjanci wyjaśniają, że w okolicach ośrodka w Czerwonym Borze odbyło się coś, co nazwano "spacerem obywatelskim". - Byliśmy tam, zabezpieczaliśmy to zdarzenie cały czas - mówi WP mł. insp. Tomasz Krupa, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku.
Policjanci informują, że cała sytuacja przebiegła spokojnie. Nie doszło do żadnych ekscesów.
- Policjanci na miejscu ustalili tożsamość osób, które tam były. To była grupa około 50 osób - dodaje mł. ins. Tomasz Krupa.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Rosyjski cyber atak na biuro PO. "Działania, które można nazwać wojną"
Rośnie niepokój w Czerwonym Borze
Ale jak alarmują pomagający migrantom, w okolicach ośrodka w Czerwonym Borze, sytuacja robi się coraz bardziej napięta.
Aktywistka Małgorzata Rycharska z organizacji Hope and Humanity Poland, nawiązując do niedzielnych wydarzeń w Czerwonym Borze poinformowała, że strach mieszkańców ośrodka jest uzasadniony.
"Dziś pod ośrodkiem w Czerwonym Borze odbył się 'spacer obywatelski' - przyszło około 150 osób, mieszkańców pobliskich miejscowości przeciwnych uchodźcom. Niektórzy przyszli całymi rodzinami" - relacjonuje w mediach społecznościowych.
Dodała, że po reakcji służb, zgromadzeni oddalili się spod budynków ośrodka. "Wiadomo jednak, że część uczestników nadal przebywa w pobliżu - najprawdopodobniej czekając, aż policja odjedzie" - przypuszcza.
Według jej relacji, w ośrodku przebywa nadal ponad sto osób, to Czeczeni, Tadżykowie, Afgańczycy i przedstawiciele innych narodowości. "Są tam mężczyźni, kobiety i dzieci. Te osoby, mimo że nie mają aż tak ciemnej karnacji, także bardzo się boją" - podaje.
Jak relacjonuje aktywistka, w czwartek pięciu podopiecznych ośrodka zostało napadniętych przez kilku mężczyzn z bejsbolami. Afrykanie zaczęli uciekać. Po tym incydencie zostali przeniesieni do innego ośrodka.
"Ta sytuacja nie wzięła się znikąd. Nieustanne szczucie na uchodźców i migrantów, prowadzone przez lata przez poprzedni rząd i podtrzymywane z zaskakującą siłą przez nową władzę, daje przestrzeń nie tylko do mowy nienawiści i pogłębiania się ksenofobicznych postaw" - ostrzega Małgorzata Rycharska.