Nie może być żartów z KSeF. Dostał zarzut za fakturę na NIP Kancelarii Premiera
Miała być prowokacja pokazująca domniemane słabości nowego systemu fakturowania KSeF. Skończyło się zarzutami karno-skarbowymi. Tomasz Sidorczuk z Bielska-Białej usłyszał w Śląskim Urzędzie Celno-Skarbowym w Katowicach zarzut podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury. Chodzi o nagranie, w którym kupuje prezerwatywy i prosi o wystawienie faktury w systemie KSeF na NIP Kancelarii Premiera.
Wideo opublikowane na TikToku w niespełna dobę zostało odtworzone ponad milion razy. Zasięgi zwiększyły udostępnienia na Facebooku i innych portalach społecznościowych. Materiał miał ośmieszyć dopiero co wprowadzany w życie Krajowy System e-Faktur (KSeF), ale przede wszystkim pokazać potencjalną podatność systemu na nadużycia. Tomasz Sidorczuk, społecznik i aktywista poszedł do apteki, zamówił prezerwatywy i poprosił o wystawienie faktury. Przy transakcji podał numer identyfikacji podatkowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
W czwartek sprawa miała ciąg dalszy. Urzędnicy skarbowi potraktowali incydent z całą powagą i surowością. – Dziś zostałem przesłuchany w śląskim urzędzie celno-skarbowym w Katowicach. Zostały mi przedstawione zarzuty podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury. Przesłuchanie przebiegło profesjonalnie i spokojnie – relacjonuje Sidorczuk.
Nie przyznaje się do winy. – Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy, bo tyle dokładnie wynosił podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. Zamiast zająć się problemem, który pokazałem, władza ściga mnie – mówi.
Dodaje, że postawienie zarzutów nie musi oznaczać aktu oskarżenia, ale jeśli sprawa trafi do sądu, zamierza walczyć o uniewinnienie.
Intencją nagrania – jak wcześniej tłumaczył – było zwrócenie uwagi na praktyczny skutek działania systemu. W KSeF faktura automatycznie trafia do systemu nabywcy, a po stronie jego księgowości pojawia się obowiązek weryfikacji dokumentów. Oznacza to, księgowi KPRM mogli zobaczyć na koncie KSeF fakturę za prezerwatywy. Decydowanie, którą fakturę odrzucić, a którą przyjąć w koszty - to właśnie "robota głupiego", którą chciał skrytykować Sidorczuk.
– Przy niewielkiej liczbie faktur nie stanowi to wyzwania. Jednak w firmach obsługujących tysiące dokumentów miesięcznie bardzo łatwo przeoczyć fakturę wystawioną omyłkowo lub bez podstawy – argumentuje autor prowokacji. Jego zdaniem w skrajnym przypadku może to rodzić problemy organizacyjne i podatkowe.
Ekspert ostrzegał, że żartów nie będzie
Innego zdania jest Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy InFakt. W rozmowie z Wirtualną Polską przyznał już, że nagranie go rozbawiło, ale nie widział w nim dowodu na systemową lukę. – Twierdzenie, że KSeF "umożliwia" wystawianie fikcyjnych faktur, jest nieporozumieniem. Dokładnie to samo można było zrobić wcześniej, prosząc o papierową fakturę na dowolny NIP i podając cudze dane – podkreśla.
Juszczyk ostrzegał jednak przed powielaniem podobnych "żartów". – Faktury nie są zabawkami. Wystawianie dokumentów "dla żartu" lub na dane znanych instytucji nie jest neutralne prawnie. Jeśli ktoś świadomie wprowadza w błąd osobę wystawiającą fakturę co do danych nabywcy i doprowadza do sporządzenia dokumentu poświadczającego nieprawdę, naraża się na odpowiedzialność karną – mówił.
1 lutego uruchomiono KSeF - system, który ma uszczelnić obrót fakturami i zwiększyć transparentność rozliczeń. Stał się przedmiotem publicznej debaty. Organizacje przedsiębiorców oraz część ekspertów ostrzegały wcześniej, że KSeF jest niedopracowany i jego wdrożenie powinno zostać opóźnione. Zarzuty i pytania dotyczą kwestii zachowania tajemnicy poufnych danych, gdy urzędnicy będą mogli podglądać faktury krążące w firmach. Ministerstwo Finansów odbijało piłeczkę, że wszystko jest prawidłowo, dane zabezpieczone, system gotowy, a uwagi przedsiębiorstw są uwzględnione.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski