Rysują się dwa możliwe scenariusze wydarzeń. Pierwszy polega na tym, że drogę do ustąpienia rządu toruje sam premier, składając rezygnację na ręce prezydenta RP. Gdyby prezydent dymisję przyjął, a uczynić tego nie musi, powstaje możliwość desygnowania przez głowę państwa innej osoby na stanowisko szefa Rady Ministrów. Jeśli osoba ta zdoła w ciągu czternastu dni skompletować skład rządu, przedstawia go prezydentowi, a prezydent powołuje ją na stanowisko prezesa Rady Ministrów - podaje "Rzeczpospolita"
Drugi scenariusz polega na wyrażeniu przez Sejm urzędującej Radzie Ministrów wotum nieufności, a zarazem na wybraniu na wniosek posłów składających projekt uchwały w tej sprawie nowego premiera. Wotum nieufności zwane konstruktywnym uznaje się uznaje się za przyjęte, jeśli opowie się za nim większość ustawowej liczby posłów, to jest co najmniej 231 - analizuje prof. Winczorek.
Polityczne komplikacje związane z usunięciem dotychczasowego rządu i powołaniem nowego polegają przede wszystkim na konieczności uzyskania w Sejmie dla tego przedsięwzięcia znacznego poparcia poselskiego - czytamy w "Rzeczpospolitej".
Obecne uregulowanie konstytucyjne raczej odstręczają, niż zachęcają do usuwania urzędującego premiera (a wraz z nim rządu) i stwarzają liczne przeszkody na drodze prowadzącej do powołania nowego. Ma to też w założeniu służyć umocnieniu ustrojowej pozycji Rady Ministrów i jej szefa. Niekiedy jednak prowadzi do zakonserwowania stanu rzeczy, którego pilna zmiana wydaje się niezbędna - pisze prof. Winczorek w "Rzeczpospolitej". (PAP)