Nasze MiG-29 oddane Ukrainie? Ekspert wyjaśnia, o ile maszyn chodzi i stawia warunek
Były inspektor Sił Powietrznych gen. Tomasz Drewniak komentuje dla WP możliwe przekazanie Ukrainie samolotów MiG-29 przez Polskę. Jak zaznacza, sam jest zwolennikiem takiego rozwiązania, ale pod warunkiem, że do służby w tym samym czasie wejdą nowe maszyny, które pozwolą utrzymać Polsce zdolności bojowe.
– Musi być ciągłość. Jeżeli chcemy przekazać samoloty, to trzeba mieć plan: co w zamian? – mówi generał. – Jeżeli przekazujemy część floty, musimy jednocześnie zadbać o to, by nasz potencjał (baza, personel techniczny i piloci) mógł funkcjonować bez przerwy. Bez samolotów po prostu nie da się działać.
Zdaniem gen. pil. Drewniaka, przekazanie MiG-29 jest naturalnym krokiem, bo maszyny i tak zbliżają się do końca "resursu" - czyli zaplanowanego czasu użytkowania. – Jestem zwolennikiem przekazania Ukrainie naszych samolotów. Jeśli te maszyny mogą im realnie pomóc, to dlaczego mielibyśmy tego nie zrobić? Zresztą były doniesienia, że już im pomogły - podkreśla.
- Ukraińcy bardzo chwalili nasze MiG-i: za stan techniczny, za modernizacje wykonane w Polsce i za to, jak dobrze sprawdziły się w intensywnej eksploatacji. One mogą im się jeszcze przydać. Natomiast u nas musi nastąpić płynne przejście do nowych maszyn. Nie może powstać próżnia - zaznacza gen. Drewniak.
Generał przypomina jednocześnie, że proces wymiany maszyn miał już miejsce w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. MiG-i zostały zastąpione samolotami FA-50 (lekki, naddźwiękowy samolot bojowy produkowany przez Koreę Południową). Sama baza stała się głównym hubem operacyjnym, technicznym i szkoleniowym dla tych tego typu maszyn. Piloci doskonalą tu swoje umiejętności w Ośrodku Szkolenia Symulatorowego, a baza jest rozwijana pod kątem ich obsługi i włączenia do dyżurów bojowych.
– Możemy mieć różne zdania o FA-50, ale faktem jest, że ten samolot pozwolił utrzymać potencjał bazy i personelu. Bez niego dziś baza mogłaby być zamknięta. Tak samo powinno być teraz: jedną zdolność przekazujemy Ukrainie, ale u nas ta zdolność nie może zniknąć – podsumowuje rozmówca WP.
Trwają rozmowy o przekazaniu samolotów Ukrainie
We wtorek Sztab Generalny poinformował, że trwają rozmowy z Ukrainą na temat przekazania samolotów MiG-29. W komunikacie podkreślono, że polskie MiG-i osiągają (wspomniane już) docelowe resursy eksploatacyjne i nie mają już perspektyw dalszej modernizacji. "Finalna decyzja jeszcze nie zapadła" - podkreślił SG.
Wojsko zapowiedziało, że zadania wycofywanych maszyn przejmą samoloty F-16 oraz FA-50. Jednocześnie Polska prowadzi ze stroną ukraińską rozmowy dotyczące udostępnienia wybranych technologii dronowych i rakietowych. - Celem jest nie tylko rekompensata sprzętowa, ale także pozyskanie i wspólne rozwijanie nowych kompetencji obronnych i przemysłowych - tłumaczą wojskowi.
Sztab Generalny nie podał w komunikacie, ilu samolotów dotyczą rozmowy. Pytany o tę kwestię gen. Drewniak, odparł, że dokładna liczba zależy od stanu technicznego maszyn i kilku innych czynników. - Sądzę, że mogą to być wszystkie samoloty stacjonujące teraz w Malborku. Myślę, że można mówić o liczbie między 12 a 16 maszyn - ocenił.
Generał Drewniak podkreśla, że polskie MiG-29 – mimo wieku – pozostają maszynami zdolnymi do lotu i realnych działań bojowych. - Ktoś kiedyś wyliczył, że konstrukcja ma służyć około 40 lat i faktycznie ten limit im się kończy. Czy naprawdę wierzymy, że jeśli dziś mija ostatni dzień dopuszczalnego okresu użytkowania, to jutro konstrukcja nagle się rozpadnie? Oczywiście, że nie - mówi gen. Drewniak.
Zwraca też uwagę, że z perspektywy ukraińskich sił powietrznych są to pełnosprawne, bojowe samoloty, "które mogą zrobić dużo dobrego". Ukraina ma wyjątkowe warunki, by MiG-29 wykorzystać natychmiast i w pełni.
- Mają własne zakłady remontowe, wyszkolonych pilotów, mechaników i zaplecze techniczne. To dla nich naturalne: dziś samolot ląduje, jutro pilot może wsiąść i lecieć. Dlatego MiG-29 może być dla Ukraińców od razu realnym wzmocnieniem - podkreśla.
Rok temu Polska odmówiła przekazania MiG-ów. Szef MON zmienił zdanie?
Pod koniec sierpnia 2024 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski apelował do polskich władz o przekazanie Ukrainie samolotów będących na wyposażeniu Sił Powietrznych RP. - Potrzebujemy waszych MiG-ów - powiedział wprost. W finale tamtej publicznej dyskusji Polska odmówiła. Szef Ministerstwa Obrony Narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz, argumentował wtedy, że granicą przekazywania sprzętu jest bezpieczeństwo kraju.
"Polska przekazała Ukrainie tak wiele sprzętu wojskowego, jak tylko było to możliwe. Jeśli chodzi o MiG-29 – patrolują polskie niebo, służą polskim pilotom do podnoszenia kwalifikacji i przygotowania do obrony ojczyzny. Nie mogę zgodzić się na przekazanie samolotów, które są potrzebne do obrony Polski" – mówił minister.
Dziś wypowiedź ministra jest przytaczana przez przeciwników przekazania samolotów. Co właściwie wpłynęło na zmianę stanowiska, poza tym, że maszyny są już o rok starsze? Wiceszef MON nie wyjaśnił zmiany stanowiska. W rozmowie z Polskim Radiem "Trójka" ujął to tak:
"MiG-om kończą się możliwości eksploatacyjne, czyli będą stopniowo wycofywane ze służby w Polsce. Rozmawiamy jednocześnie ze stroną ukraińską o ich przekazaniu, ale też o transferze technologii – na przykład dronowych i rakietowych – z Ukrainy do Polski. To nieco inny sposób podejścia niż wcześniej. Jesteśmy za wsparciem Ukrainy i będziemy ją wspierać" - podkreślił Kosiniak-Kamysz. Wypowiedź z 10. grudnia.
Jak może wyglądać przekazanie samolotów? "Wsiada i odlatuje"
Według gen. Drewniaka samo przekazanie MiG-29 Ukrainie jest logistycznie proste, bo samolot jest przystosowany zarówno do lotu, jak i do transportu lądowego. – Są dwa warianty. Pierwszy to po prostu formalne skreślenie maszyny z polskiego rejestru i przekazanie jej na lotnisku. Ukraińcy nanoszą swoje oznaczenia, pilot wsiada i odlatuje. Technicznie to najłatwiejsze, choć czasem politycznie trudniejsze - wyjaśnia.
Druga metoda polega na rozmontowaniu samolotu: - Zdejmuje się skrzydła, całość ładuje na niskopodwoziową przyczepę i przewozi. To jeden dzień pracy. Na miejscu montuje się go ponownie i jest gotowy do lotu. Jak dodaje, oba sposoby stosowała wcześniej Słowacja - część jej MiG-ów po prostu odleciała, a część pojechała na lawetach. Generał podkreśla, że to "żaden logistyczny wyczyn", a wybór zależy wyłącznie od decyzji politycznej.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski