Narkotyki, kryptowaluty i 1,4 miliarda złotych. Główny świadek wycofuje zeznania
To może być zwrot w jednej z większych spraw, jakie trafiły na wokandę warszawskiego sądu karnego. Postępowanie to efekt międzynarodowego śledztwa obejmującego kilka kontynentów, dotyczącego handlu narkotykami i kryptowalutami. Jak ustaliła Wirtualna Polska, jeden z głównych świadków Dan B. już kilka razy wycofał się z wcześniejszych oskarżeń wypowiedzianych w rozmowie z agentami DEA. Po raz kolejny na ostatniej rozprawie.
Czerwiec 2019 r. Ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro informuje podczas konferencji prasowej, że polska prokuratura i policja z udziałem amerykańskich służb odniosła "ogromny sukces w postaci zabezpieczenia wielkich pieniędzy należących do kartelu narkotykowego".
- Zabezpieczyliśmy kwotę 1 mld 400 mln zł należących głównie do karteli narkotykowych w związku z handlem kokainą i narkotykami na skalę międzynarodową oraz w związku z praniem brudnych pieniędzy - mówi Zbigniew Ziobro. Śledztwo w tej sprawie od sierpnia 2017 r. prowadził Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu
Według śledczych grupa przestępcza kierowana przez Shaloma Liora A., obywatela Izraela, mieszkającego w Panamie, przemycała nawet 100 kilogramów kokainy miesięcznie, ukrywając ją w generatorach prądu. Wartość procederu miała przekraczać 3 mld zł.
Pieniądze z handlu miały być "czyszczone" przy pomocy kryptowalut i sieci spółek pośredników, którymi zarządzał Ivan M.- L., pochodzący z Panamy.
Figurował on jako prezes spółki zarejestrowanej w Michałowicach na Mazowszu, należącej do podobnej spółki zarejestrowanej w Panamie. Kapitał zakładowy jego firmy wynosił zaledwie 5 tysięcy złotych. Firma ta prowadziła w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach rachunki depozytowe jednej z największych giełd kryptowalut na świecie.
Shalom Lior A. wpadł w Holandii, Ivan M. - w Grecji. Obydwaj trafili do Polski, a potem do aresztu. Dziś są na wolności. Musieli zapłacić kaucję i zakazano im opuszczania Polski. Obaj twierdzą, że są niewinni.
Akt oskarżenia trafił do sądu 6 lutego 2023 r. Liczy ponad 130 tomów, a zgromadzone materiały opisują przepływy finansowe między kilkudziesięcioma krajami - od Polski, przez Stany Zjednoczone, Kolumbię, Panamę, Rosję, Izrael i Indie, po Japonię, Maroko i Wybrzeże Kości Słoniowej.
Shalom Lior A. jest oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępcza, udział w obrocie kokainą wartą przeszło 3 mld zł i wypranie 1,4 mld zł. Według śledczych, pieniądze w większości pochodziły z handlu narkotykami, a także w pewnej części z oszustw internetowych.
Ivan M.- L., a także dwie Polki: Agnieszka B.- K. i Adrianna D.K., które miały pomagać Panamczykowi w prowadzeniu polskich spółek, są oskarżeni o udział w grupie przestępczej i pranie pieniędzy.
Grozi im do 15 lat więzienia i przepadek na rzecz Skarbu Państwa pieniędzy zabezpieczonych na rachunkach dwóch polskich firm kierowanych przez Ivana M.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, jednym z kluczowych świadków oskarżenia jest Dan B., obywatel Izraela, biznesmen robiący interesy w Argentynie. Jak wynika z akt sprawy, do której dotarliśmy w 2010 r. poznał się on z Shalomem Liorem A. w Kolumbii. W późniejszych latach spotykał się z nim jeszcze wielokrotnie towarzysko i zawodowo, zainwestował też 600 tys. dolarów we wspólne projekty akcyjne z oskarżonym.
W listopadzie 2017 r. w kolumbijskiej Bogocie spotkał się z dwoma agentami Amerykańskiej Agencji Antynarkotykowej DEA, amerykańskiej federalnej agencji rządowej ds. zwalczania narkotyków oraz dwoma agentami izraelskiej policji. Według Dana B. spotkanie było nieoficjalne, a rozmowy prowadzone w języku hebrajskim.
Właśnie ten "protokół zeznań świadka" trafił później z DEA do polskiej prokuratury. Dan B. opowiada w nim, że Ivan M.-L. to "słup", czyli fasadowy właściciel spółek. Za nim mają stać kokainowe kartele z Ameryki Łacińskiej.
Świadek wycofuje się z zeznań
Świadek twierdził również, że ważną rolę w całej aferze odgrywa Shalom Lior A., który przemycał narkotyki i pieniądze. M.in. w latach 2012-2013 pomagał przewozić gotówkę z handlu narkotykowego. "Pieniądze krążyły pomiędzy Hondurasem a Panamą i Boliwią. Zleceniodawcą tych transakcji miał być baron narkotykowy z Kolumbii" - czytamy w aktach.
Według świadka, Shalom Lior A. miał przewozić narkotyki ukryte w generatorach prądu.
- To absurd. Nie mam nic wspólnego z tymi zarzutami, nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, nigdy wcześniej nie byłem w Polsce. To nie są moje pieniądze. Nie ma żadnego dowodu, że nawet jeden dolar do mnie należy - mówił Polsatowi Shalom Lior A. gdy sąd wypuścił go z aresztu.
Kilka lat później, Dan B. w trakcie sprawy kilkukrotnie odwoływał swoje słowa.
W grudniu 2020 r. w nagraniu przesłanym dziennikarzom "Superwizjera" TVN i "Gazety Wyborczej" oświadczył, że "zeznania, które złożył, kiedy był przesłuchiwany przez amerykańskie DEA, gdy powiedział, że Shalom Lior A. był bezpośrednio lub pośrednio zaangażowany w transakcje narkotykowe, były nieprawdziwe".
W kwietniu 2022 r. przysłał e-mail do Prokuratury Krajowej, w którym napisał: "Wszystko, co powiedziałem agentom DEA na temat Shaloma Liora A., jest absolutnym kłamstwem. Bardzo mi przykro, że w celu ratowania swojej skóry dopuściłem się tak okropnej rzeczy, wciągając niewinnego człowieka w działalność przestępczą".
W lutym 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie dostał z Argentyny poświadczone notarialnie oświadczenie, że Dan B. wycofuje się ze swoich zeznań.
""W listopadzie 2017 r. odbyłem w Bogocie poufne spotkanie z agentami DEA oraz dwoma agentami izraelskiej policji. Dostałem od nich informację, że spotkanie, które trwało, jeśli dobrze pamiętam, przez dwa kolejne dni, było całkowicie poufne. Przedstawiciele DEA wyrazili, że moje oświadczenia nie będą wykorzystywane do oficjalnych celów" - oświadcza w nim świadek.
I jak dodaje, "nie składał zeznań pod przysięgą"
"Była to jedynie nieoficjalna rozmowa. Nie było to przesłuchanie ani nie zostałem przesłuchany w charakterze świadka. Nie przedstawiono mi żadnych oficjalnych wytycznych, ani nie zostałem poinformowany o prawach i obowiązkach wynikających z faktu występowania w roli świadka" - czytamy dalej w aktach sprawy. I jak zapewnia, nigdy nie oświadczył, że Shalom Lior A. jest zaangażowany w działalność przestępczą.
Po jego oświadczeniu do akt sprawy wpływa ze strony obrońców Shaloma Liora A. karnoprawna opinia biegłego prawnika prof. dr hab. Roberta Zawłockiego z 1 kwietnia 2025 r., z której wynika, że dokumenty przedstawione polskim organom ściągania przez DEA, stanowiące rzekome "protokoły z zeznań świadka Dana B.", nie mogą być uznawane za protokoły z przesłuchania świadka.
Według biegłego powyższe dokumenty stanowią wyłącznie protokoły oświadczeń agentów specjalnych rekonstruujących zeznania.
"Amerykański "protokół zeznań" Dana B. to tylko notatka, zawierająca domniemane streszczenie słów świadka, sporządzone przez agentów DEA. Streszczenie, którego Dan Baron nie podpisał" - twierdzą z kolei obrońcy oskarżonego.
Prokuratura broni swoich dowodów
Jak ustaliła Wirtualna Polska, na początku grudnia 2025 r. Dan B. zeznawał jako świadek przed Sądem Okręgowym w Warszawie w ramach wideokonferencji. A dokładniej w sądzie w Buenos Aires w obecności swojego pełnomocnika, z którym warszawski sąd się łączył.
Potwierdził swoje słowa we wcześniejszych oświadczeniach. Wskazywał o braku wiedzy o jakimkolwiek rzekomym praniu pieniędzy lub handlu narkotykami przez oskarżonego.
"W trakcie rozprawy w dniu 3 grudnia 2025 r. przewodnicząca składu sędziowskiego odczytała fragment oświadczenia, które złożył Dan B. przed notariuszem w lutym 2025 r. Świadek potwierdził i podtrzymał jego treść" - czytamy w aktach sprawy.
Pytana przez Wirtualną Polskę o wycofanie się ze słów przed agentami DEA przez Dana B. Prokuratura Krajowa jest spokojna o dalszy przebieg sprawy.
- Na podstawie stanowiska uzyskanego z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego wskazuję, że dotychczas przeprowadzone przed sądem dowody pozwalają w całej rozciągłości podtrzymywać tezy zawarte w akcie oskarżenia. Nadto stanowisko odnoszące się do oceny zeznań Dana B. zostanie zaprezentowane przez oskarżyciela przed sądem podczas kolejnych terminów rozpraw - informuje Wirtualną Polskę Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej.
Nieoficjalnie, izraelskie służby miały tropić Shaloma Liora A. już dwa lata przed jego zatrzymaniem i rok przed aresztowaniem Ivana M.-L.
"Izraelscy śledczy odkryli gang, która zamierzał przerzucić 300 kg kokainy z Kolumbii do Izraela. W tej sprawie śledczy już wcześniej współdziałali z kolumbijskimi służbami, które zaczęły podsłuchiwać rozmowy członków gangu. Jeden z podsłuchiwanych gangsterów był wylewny. Miał opowiadać, że "Dan B. był aktywnym uczestnikiem narkotykowych transakcji", a Shalom Lior A. "był uczestnikiem finansowych aspektów przestępstw narkotykowych" - czytamy w artykule na portalu goniec.pl.
Dan B. nigdy nie był przesłuchiwany przez żadnego polskiego prokuratora ani policjanta. Śledczy nadal uważają, że protokoły z Bogoty sporządzone przez agentów DEA mogą być dowodem w polskim procesie karnym. Obrona z pewnością nadal będzie przekonywać, że tych protokołów wykorzystać w sprawie nie można, bo prawo na to nie pozwala - niezależnie od oceny wiarygodności Danego B. Kolejna rozprawa wyznaczona jest na 20 lutego.
Giełdy kryptowalut uważają, że to ich pieniądze
Jak ujawniła dziennikarka Money.pl Karolina Wysota, po 1,4 mld zł - zabezpieczonych jako pochodzących z handlu narkotykami i oszustw internetowych - zgłaszają się giełdy kryptowalut.
Przykład? Spółka iFinex, właściciel giełdy Bitfinex, dziś z siedzibą na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Według przedstawionej przez firmę ekspertyzy księgowo-śledczej co najmniej 768,6 mln zł (185 mln dol. i 25 mln euro) to legalne depozyty użytkowników. Z kolei brytyjska giełda CEX.IO Ltd. domaga się zwrotu z tych środków ok. 135 mln zł.
"Jak dotąd uwzględniono jedno roszczenie - potwierdzone prawomocnym wyrokiem innego sądu. Pozostałe zostały oddalone jako przedwczesne. Z każdą kolejną rozprawą rośnie jednak ryzyko, że to państwo - a nie przestępcy - zapłaci rachunek za rekordowe zabezpieczenie" - czytamy w money.pl.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski