"Najpierw huk, potem chmurki". Polka relacjonuje z Dubaju

Nagle rozdzwoniły się nasze telefony. Pojawiły się napisy w języku arabskim i angielskim, że natychmiast mamy się ewakuować - relacjonuje Małgorzata z Lublina, która spędza urlop w Dubaju. Dodaje, że nie oczekuje specjalnych lotów z Polski i jest świadoma, że ich nie będzie. - Dobrze wiemy, że nikt się po nas nie wybiera, tego jesteśmy świadomi - komentuje.

Taki widok zobaczyli polscy turyści w sobotę po południuTaki widok zobaczyli w Dubaju polscy turyści w sobotę po południu
Źródło zdjęć: © Nadesłane | Małgorzata
Paweł Buczkowski

Po zaatakowaniu Iranu przez Izrael i USA oraz atakach odwetowych na cele m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, zamknięto tamtejsze lotniska, a wielu turystów z Polski mierzy się z problemem powrotu do kraju. Pani Małgorzata z Lublina do Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyleciała zaledwie w czwartek, w ośmioosobowej grupie przyjaciół.

- To miały być wakacje życia, planowane od ponad pół roku. Zdążyliśmy tylko przylecieć, zobaczyć tylko ułamek tego pięknego miejsca, a teraz musimy siedzieć w hotelu - relacjonuje w rozmowie z WP.

Chaos na międzynarodowym lotnisku. Utknęła tu ponad setka Polaków

Polacy, podobnie jak turyści z całego świata, zostali zaskoczeni atakiem odwetowym Iranu w kraje, które posiadają na swoim terenie amerykańskie bazy wojskowe. Pani Małgorzata jeszcze w sobotę rano razem ze swoją ekipą zwiedzała kolejną atrakcję, położony na 50-piętrze wieżowca, basen Sky Pool.

- Dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się, że coś się dzieje w Iranie. A w sobotę po południu zobaczyliśmy na własne oczy, że zaatakowany Iran zaczął "oddawać". Spacerowaliśmy wzdłuż promenady, kiedy usłyszeliśmy huk na niebie, ale że obok wieżowiec się budował, myśleliśmy, że to na budowie. Za chwilę był drugi i trzeci huk, spojrzeliśmy w błękitne niebo, na którym pojawiły się takie chmurki świadczące o zestrzeliwaniu obiektów - relacjonuje młoda Polka w rozmowie z WP.

Grupa przyjaciół wróciła wtedy do hotelu, ale już wieczorem musieli w pośpiechu opuszczać swoje pokoje.

- Nagle rozdzwoniły się nasze telefony. Pojawiły się napisy w języku arabskim i angielskim, że natychmiast mamy się ewakuować. Załoga hotelu również się pojawiła i szybko wszystkich zabrała na sam dół. Schron w naszym hotelu to po prostu parkingi podziemne, które są budowane tak, żeby sprawować również funkcję schronu. Po kilku godzinach pozwolono nam wrócić do pokoju - relacjonuje Małgorzata.

W niedzielę przed południem Polacy usłyszeli kolejne wybuchy, świadczące o zestrzeliwaniu obiektów na niebie.

- Noc z niedzieli na poniedziałek była już spokojna. Teraz jesteśmy w hotelu. Staramy się stosować do zaleceń, żeby nie wychodzić, ale są osoby, które mają to naprawdę w nosie i gdzieś jadą dalej, próbują zwiedzać, mimo że część atrakcji zostało zawieszonych już w sobotę po południu. My dostaliśmy informację, że nasze bilety na te atrakcje są ważne o tydzień do przodu, możemy je przebookować, ale jeżeli to się mija z naszym terminem wylotu, mamy zwrot pieniędzy - wskazuje kobieta.

Polka: Byliśmy świadomi, gdzie lecimy

Pani Małgosia i jej przyjaciele od początku mieli zaplanowany lot powrotny do Polski na czwartek. W jej przypadku nic się nie zmieniło, wylot nie został odwołany, mimo że wiele połączeń zostało anulowanych na kilka dni do przodu. Moja rozmówczyni liczy, że do 5 marca lotniska w Emiratach, w tym w Szardży, skąd lecą, będą już normalnie działać.

- Jesteśmy tu na własną rękę, przylecieliśmy liniami Air Arabia. Biorąc pod uwagę, że jest tu multum Polaków, którzy przylecieli z biurem podróży, a teraz nie mają żadnego kontaktu czy informacji od nich, to podejrzewam, że my możemy wrócić szybciej niż oni - mówi Małgorzata.

Kobieta podkreśla, że ona i jej przyjaciele wiedzieli gdzie, lecą i w tej chwili nie narzekają na obecną sytuację.

- Nie żałuję tego wyjazdu. Oczywiście żałuję, że przepadają mi atrakcje. Po pierwsze wydane pieniądze, po drugie trochę stracony urlop. Miało być pięknie, a jest różnie. Ale nie tracimy humoru, nie wpadamy w nerwicę, jak niektórzy. Nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Ale też bomby tutaj nie spadają, życie toczy się w miarę normalnie. Ja bym nie była za tym, żeby tu nagle leciały samoloty z Polski z misją ewakuacyjną dla turystów. Polecieliśmy, wiedzieliśmy jak jest, mamy pełną świadomość, w jaki rejon świata polecieliśmy. Jeśli ktoś jest teraz zaskoczony, to nauczka dla niego, że powinien się zainteresować na przyszłość tym, gdzie leci i z czym ewentualnie będą się mierzyć - komentuje pani Małgorzata.

Polka i jej przyjaciele zgłosili swój pobyt w systemie Odyseusz.

- Na brak kontaktu ze strony MSZ nie możemy narzekać. Dostajemy informacje, że lotniska zostały zamknięte, cały czas wysyłają wiadomości na temat obecnej sytuacji, numery telefonów do ambasady, konsulatu. Ale my dobrze wiemy z tych komunikatów, że nikt się po nas nie wybiera, tego jesteśmy świadomi - mówi Małgorzata. - Oczywiście, gdyby sytuacja się zaogniła i rzeczywiście zaczęły tu bomby latać, to tak, mam nadzieję, że wtedy Polska swoich ludzi nie zostawi. Ale myślę, że wylecimy planowo, albo z jakimś opóźnieniem, ale nic się nie stanie - dodaje.

Siły zbrojne USA na Bliskim Wschodzie
Siły zbrojne USA na Bliskim Wschodzie © WP

Małgorzata dodaje, że bardzo pozytywnie zaskoczyła ją informacja od rządu Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

- Każdy z nas dostał SMS, że będą nam zwracać pieniądze za ewentualne przedłużenie pobytu. Hotele nie mogą nas wykwaterować, mają nam zapewnić nocleg i wyżywienie, jeśli termin pobytu się będzie przedłużał. Jest to prawdą, bo rozmawialiśmy już z naszym hotelem. Nie planują ani rezerwować naszych pokoi po nas, gdybyśmy w skrajnej sytuacji musieli zostać na miejscu. Mamy oczywiście zapłacić, ale dają nam faktury, a my potem wysyłamy do konkretnego departamentu rządowego w Abu Zabi i później mamy dostać zwrot pieniędzy. To było dla nas pozytywnym zaskoczeniem - komentuje pani Małgorzata.

Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
CBA zatrzymało troje notariuszy. Chodzi o przejęcie niemal 50 mln zł
CBA zatrzymało troje notariuszy. Chodzi o przejęcie niemal 50 mln zł
Czarne chmury nad Braunem. Parlament Europejski zdecydował
Czarne chmury nad Braunem. Parlament Europejski zdecydował
Uzależniła się od social mediów. Wygrała w sądzie z Metą i YouTube
Uzależniła się od social mediów. Wygrała w sądzie z Metą i YouTube
Surowsze kary. Minister zapowiada dokręcenie śruby pijanym kierowcom i dezinformatorom
Surowsze kary. Minister zapowiada dokręcenie śruby pijanym kierowcom i dezinformatorom
Komitet Noblowski pokaże listę prezentów. To pokłosie afery Epsteina
Komitet Noblowski pokaże listę prezentów. To pokłosie afery Epsteina
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Śmieciowy przewrót w stolicy. Plomby na pojemnikach
Śmieciowy przewrót w stolicy. Plomby na pojemnikach
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw