Nagle misja stała się prawdziwa. Alarm "Alfa" nad Litwą
Mroźny styczniowy poranek w litewskich Szawlach. Hiszpańscy piloci EF-18M Hornet czekają na zgodę na start. Nie wiedzą, że to, co jeszcze jest ćwiczeniami, przerodzi się zaraz w prawdziwą akcję - pisze reporter Wirtualnej Polski Tomasz Waleński.
Z Szawli na Litwie Tomasz Waleński
W bazie rozbrzmiewa alarm. Pełniący dyżur piloci natychmiast wybiegają z pokoju, ubierają się, łapią za hełmy i wypadają z budynku. Wskakują do vanów, które zabierają ich do oddalonych o kilkaset metrów hangarów.
Na miejscu są już technicy, którzy przygotowują do startu dwa w pełni uzbrojone EF-18M. Huk jest niesamowity. Piloci wchodzą do maszyn. Osłony kabiny zamknięte. Kilka gestów w stronę techników i zaczynają kołować.
Mija raptem kilka minut, a maszyny są już w powietrzu. - Tak wygląda nasza codzienność - mówi Wirtualnej Polsce major Natalia Sanjuan Cortes, oficer prasowy hiszpańskiego kontyngentu stacjonującego w Szawlach na Litwie. To właśnie żołnierze z Półwyspu Iberyjskiego odpowiadają teraz za przestrzeń powietrzną krajów bałtyckich, pełniąc na Litwie misję NATO Air Policing.
Kolejny dzień w biurze
Temperatura na zewnątrz dochodzi do -20 st. C. Pod butami skrzypi śnieg. Pod bramą bazy w Szawlach - położonej ok. 3,5 godziny jazdy od granicy polsko-litewskiej - stawiam się z samego rana. - Proszę otworzyć bagażnik - poleca wartownik. Po przeglądzie Litwin instruuje: - Proszę zaparkować i czekać. Major Sanjuan niebawem po pana przyjdzie.
Po kilku minutach oczekiwania zjawia się major. - Witam w ten mroźny poranek. Proszę jechać za mną. Wewnątrz będzie jeszcze jedna kontrola bezpieczeństwa. Jedziemy teraz do naszej kwatery głównej - mówi i wsiada do samochodu.
Kilka chwil później jesteśmy na miejscu. W bazie jest niezwykle głośno. Od rana na niebie operują hiszpańskie EF-18M. Słychać jae było nawet nad sąsiadującym z bazą miastem, kiedy zatrzymałem się po kawę. - Jaki jest powód tak wczesnego operowania w powietrzu? - pytam. - Mieliśmy alarm - wyjaśnia Hiszpanka i zaprasza do środka budynku stojącego pośród drzew i schronów.
- Proszę się tutaj podpisać - to instrukcja od kolejnego żołnierza. Wreszcie po wypełnieniu wszelkich formalności, siedzę w gabinecie dowódcy misji ppłk. Fernando "Mono" Allena.
Ponownie pytam o huk, który słychać było wcześniej nad miastem. - Poderwaliśmy maszyny w związku ze zgłoszeniem. W powietrzu znalazła się para naszych EF-18M. Potrzebne było także wsparcie A-400M, który służy jako latająca cysterna. Samolot miał się skierować w stronę Polski - mówi "Mono". Więcej szczegółów nie może zdradzać.
- Obecnie w bazie mamy zadysponowane 11 myśliwców EF-18M. To zmodernizowana wersja amerykańskich F/A-18 Hornet, których używamy tylko my i jeden AM-400 - mówi. - Na Litwie jesteśmy w ramach misji NATO Air Policing i zapewniamy bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich. Jeśli trzeba operujemy także we współpracy z lotnictwem NATO stacjonującym w Polsce - podkreśla podpułkownik, który w Szawlach ma ponad 200 podwładnych.
"Brak wzoru"
Hiszpanie przebywają na Litwie w ramach czteromiesięcznej rotacji, która rozpoczęła się z początkiem grudnia 2025 r. "Mono" mówi, że początek misji był bardzo intensywny. Hiszpańskie 15. Skrzydło funkcjonuje także w ramach misji Eastern Sentry, która jest odpowiedzią Sojuszu na naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony we wrześniu 2025 r.
- W grudniu było dość gorąco. Lotów było sporo - mówi WP "Mono". Dowódca przyznaje, że początek 2026 upłynął nieco spokojniej. Sytuacja jednak znowu się zmieniła. Oficer wskazuje przy tym, że nie ma zasady, jak operują Rosjanie. Allen zdradza, że Hiszpanie próbowali odszukać wzór lub schemat w zachowaniu Rosjan, który pozwoliłby im wiedzieć, z czym mają do czynienia, gdy otrzymują rozkaz wykonania misji alarmowego poderwania maszyn. Dotychczas się to nie udało. - Jednego tygodnia może być pięć alarmów, a kolejnego dwa. Nie ma zasady – opisuje Hiszpan.
Sytuacja nie ma jednak wpływu na podstawowe zadanie 15. Skrzydła, czyli pozostawania w gotowości. Hiszpańskie samoloty są uzbrojone w pociski powietrze-powietrze i przystosowane również do lotów nocnych. Różnica jest taka, że wtedy piloci korzystają z gogli noktowizyjnych. Pora dnia nie ma więc znaczenia dla misji.
Nigdy nie wiadomo, kiedy rozlegnie się alarm. Piloci mogą w tym czasie spać, jeść, odpoczywać, czytać. Gotowość trwa 24/7. - Nie czekamy na to. Jesteśmy w pogotowiu - mówi Wirtualnej Polsce, jeden z pilotów EF-18 (ze względów bezpieczeństwa nie możemy podać imienia i nazwiska - przyp. red.).
Nie ma czasu myśleć o tym, co się dzieje. Myśli się tylko o tym, żeby się ubrać i pobiec do samolotu - podkreśla.
Zgodnie z obowiązującą procedurą od czasu ogłoszenia alarmu do momentu, w którym maszyna znajdzie się w powietrzu, nie może minąć więcej niż 15 min. - To jest rutyna, na której się skupiam. Nie myślę wtedy o niczym innym - wtóruje drugi z pilotów w stopniu porucznika.
Nowe wyzwania przed NATO
Hiszpanie stacjonujący w Szawlach są także częścią natowskiej misji Eastern Sentry. Wydarzenia z nocy z 9 na 10 września 2025 r., kiedy nad Polskę wleciało 19 rosyjskich dronów, jeszcze dobitniej pokazały, że bezzałogowce stanowią poważne zagrożenie dla sojuszniczej infrastruktury. Ppłk Allen potwierdził, że NATO rzeczywiście szuka sposobów na to nowe wyzwanie.
Od tamtych wydarzeń Hiszpanie w większym stopniu stawiają na szkolenia związane ze zwalczaniem dronów. - Wdrażamy nowe procedury i taktyki - przyznaje dowódca kontyngentu.
Hiszpańscy wojskowi cały czas poszukują optymalnego rozwiązania do skutecznego odparcia bezzałogowców. Niekoniecznie wiąże się to z wykorzystaniem samolotów EF-18. - Myślimy nie tylko o myśliwcach, ale również o innych systemach – wskazuje major Sanjuan.
Hiszpanie prócz samolotów dysponują na Litwie także systemem Crow. Zestaw opracowany przez hiszpański koncern zbrojeniowy Indra składa się m.in. z radarów, które pozwalają na wczesne wykrycie dronów. System ma pomóc w zabezpieczeniu infrastruktury krytycznej i znajdującego się na ziemi sprzętu. Jego zasięg pozwala także na zabezpieczenie samego miasta.
EF-18 to najlepsza maszyna jaką kiedykolwiek stworzono – uważa hiszpański dowódca. Każdy myśliwiec, nawet ten najlepszy, podatny jest na zagrożenie, kiedy znajduje się na ziemi. Udowodniła to chociażby ukraińska operacja Pajęczyna, kiedy zniszczono kilkadziesiąt rosyjskich samolotów stojących na lotniskach.
Strącanie dronów przy użyciu kosztownych rakiet po prostu może nie być optymalnym rozwiązaniem. EF-18 ma jednak sporą zaletę, którą nie dysponują inne maszyny.
- Możemy przenosić wiele rodzajów broni powietrze-powietrze i powietrze-ziemia - mówi dowódca i wskazuje na inny aspekt. - Możemy nim latać bardzo, bardzo wolno – zdradza w rozmowie z Wirtualną Polską. - Przechwytywanie różnego typu dronów i małych samolotów nie jest łatwe, ale jest łatwiejsze niż w przypadku jakiegokolwiek innego samolotu.
Alarm "Alfa" w Szawlach
Musimy przerwać rozmowę i przygotować się na ćwiczenia. Te są stałym elementem służby na Litwie. - Zobaczysz alarm "Tango", czyli ćwiczebny. Tak uczymy się zachowania na wypadek "Alfy". Sekwencja jest dokładanie taka sama. Najpierw sygnał dźwiękowy, szybkie przygotowanie do startu i sam start.
"Tango" przebiegło właśnie według tego scenariusza. Zmieniła się jednak tylko jedna rzecz - w czasie ćwiczeń alarm zmienił się w "Alfę". Alarmy dotyczyć mogą wszelakiego zagrożenia związanego z potencjalnym naruszeniem sojuszniczej przestrzeni powietrznej.
Mogą to być drony, balony oraz samoloty, które nie przestrzegają międzynarodowego prawa lotniczego i latają blisko (nad wodami międzynarodowymi) lub w przestrzeni powietrznej NATO, czy też nie mają włączonego systemu identyfikacji. Wtedy podrywamy maszyny - mówi major Sanjuan.
- Tym razem nie był to dron. Tyle mogę powiedzieć - zdradził jedynie "Mono".
Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski