Miarka się przebrała? "Możliwe dołączenie Arabii Saudyjskiej do wojny"
Arabia Saudyjska zaostrza postawę wobec Iranu. Minister spraw zagranicznych tego kraju zapowiedział w czwartek, że jego kraj zastrzega sobie możliwość podjęcia działań militarnych. - Możliwe dołączenie Arabii Saudyjskiej oznacza, że cały region Zatoki Perskiej może być częścią tej wojny. A w konsekwencji ten konflikt trwałby bardzo długo – mówi WP Paweł Rakowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
W pierwszym komunikacie Ministerstwo Obrony Arabii Saudyjskiej poinformowało o przechwyceniu i zniszczeniu dwóch rakiet balistycznych oraz dwóch dronów. Po kilkudziesięciu minutach pojawił się kolejny komunikat. Tym razem podano, że przechwycone i zniszczone zostały cztery rakiety balistyczne. Odłamki pocisków miały spaść na różne obszary stolicy.
Irańska agencja Tasnim twierdzi, że celem był skład paliwa dla amerykańskich myśliwców. Saudyjskie władze podają, że jeden ze szczątków spadł na obszar mieszkalny. Cztery osoby zostały ranne.
Wieczorem w czwartek pojawiły się doniesienia o kolejnych irańskich atakach. Tym razem władze Arabii Saudyjskiej poinformowały, że zniszczyły pięć dronów we wschodniej części kraju, które kierowały się w stronę obiektu infrastruktury energetycznej.
W odpowiedzi szef MSZ, książę Faisal bin Farhan Al-Saud, oświadczył, że jego kraj zastrzega sobie prawo do podjęcia działań militarnych przeciwko Iranowi, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dodał, że Iran "nie wierzy w rozmowy z sąsiadami", a zamiast tego "próbuje wywierać na nich presję". Książę Faisal bin Farhan Al-Saud stwierdził, że takie podejście nie przyniesie rezultatów i "obróci się przeciwko Teheranowi politycznie i moralnie".
Arabia Saudyjska i Iran wznowiły stosunki dyplomatyczne w 2023 r. Rijad deklaruje, że wciąż stawia na rozmowy dyplomatyczne, ale nie wyklucza siłowej odpowiedzi. - Jeśli Iran nie zaprzestanie działań, prawie nic nie będzie w stanie odbudować zaufania - oświadczył saudyjski szef MSZ.
- Na chwilę obecną Arabia Saudyjska sygnalizuje, że nie wyklucza, iż może bezpośrednio zaangażować się w wojnę. To ważny komunikat. Obecnie mamy bowiem wojnę amerykańsko-izraelsko-irańską. Wejście Arabii Saudyjskiej do wojny oznacza, że inne kraje regionu też najprawdopodobniej by się zaangażowały. Także Pakistan, sojusznik rodziny królewskiej Al Saud – ocenia Paweł Rakowski.
Przypomnijmy, we wrześniu w Rijadzie następca saudyjskiego tronu książę Muhammad ibn Salman i premier Pakistanu Shehbaz Sharif podpisali Strategiczne Wzajemne Porozumienie Obronne między Arabią Saudyjską a Pakistanem. Zgodnie z paktem atak na jeden z tych krajów będzie traktowany jako agresja także wobec drugiego.
Co tak rozwścieczyło Saudów? Reakcję Arabii Saudyjskiej spowodowały ataki Iranu na dwie rafinerie w stolicy kraju, Rijadzie. Doszło do wielu głośnych eksplozji. Mieszkańcy otrzymali alerty ostrzegające przed zagrożeniem. Do sieci trafiły nagrania z miasta. Po około dwóch godzinach pojawiły się informacje o drugiej fali eksplozji.
"Jeszcze większa frustracja wśród Saudów"
Paweł Rakowski zwraca uwagę, że irański atak miał miejsce w trakcie posiedzenia krajów arabskich i muzułmańskich właśnie w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej. Uczestniczyli w nim ministrowie spraw zagranicznych z kilku państw regionu, m.in. Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Jordanii, Kataru i Syrii. Rakiety przechwytywano w pobliżu hotelu, gdzie obradowali dyplomaci.
- To wywołało jeszcze większą frustrację wśród Saudów – zauważa ekspert. Irytacji irańskim atakiem nie krył też szef tureckiego MSZ Hakan Fidan, który przyleciał do Rijadu na posiedzenie. - Wściekły zadzwonił do irańskiego szefa MSZ Abbasa Aragcziego z pretensjami – mówi Paweł Rakowski.
W ocenie eksperta, "zapowiedzi Arabii Saudyjskiej trzeba traktować bardzo poważnie".
- Nie wiadomo, czy takie zaognienie sytuacji nie stworzyłoby podwalin pod operację lądową z udziałem wojsk państw Zatoki Perskiej w Iranie. Mam wrażenie, że Amerykanie wciąż szukają kandydatów, żeby zaangażować się bezpośrednio w ten konflikt, w jakąś obecność militarną w Iranie – ocenia rozmówca Wirtualnej Polski.
"Kwestia reputacji rodziny królewskiej"
Zdaniem Rakowskiego, jeżeli Arabowie wejdą do tej wojny, to z przekonaniem, że irański reżim upada. - Oni wtedy ten reżim dobiją. Jeśli jednak przetrwa, zrobią wszystko, by uregulować go pod siebie – twierdzi Rakowski.
Jego zdaniem, przy potencjalnej odpowiedzi dochodzi też jeszcze kwestia reputacji rodziny królewskiej, która rządzi Arabią Saudyjską.
- Jak do kraju wpadają rakiety i drony, to ten autorytet spada. Z kolei zaangażowanie w wojnę mogłoby skutkować zagrożeniem stabilności władzy. Akurat Arabowie muszą uważać, żeby nie zostać wmanewrowani w wojnę. Nie powinni być elementem potencjalnego kontyngentu międzynarodowego, który miałby przeprowadzić operację lądową w Iranie. Jednak kolejny irański atak może ich sprowokować do ostrzejszej odpowiedzi i uderzenia rakietowego, np. w infrastrukturę paliwową lub gazową na terenie Iranu – ocenia Paweł Rakowski.
Atak w środę, atak w czwartek
Iran ostrzelał także w czwartek rafinerię SAMREF w porcie Janbu na wybrzeżu Morza Czerwonego w Arabii Saudyjskiej. Wcześniej ministerstwo obrony Saudów poinformowało, że został przechwycony pocisk balistyczny wymierzony w port. Zaatakowana rafineria należy do saudyjskiego giganta naftowego Saudi Aramco i Mobil Yanbu Refining Company Inc., spółki zależnej ExxonMobil. Zakład znajduje się około 200 km na zachód od Medyny.
Z kolei w środę resort obrony Arabii Saudyjskiej informował o zestrzeleniu nad wschodnią częścią królestwa łącznie ośmiu wrogich bezzałogowców.
W ostatnim czasie Arabia Saudyjska regularnie staje się celem irańskich ataków rakietowych i dronowych, wymierzonych w saudyjskie instalacje energetyczne i dzielnicę dyplomatyczną stolicy. Nasiliły się one po ataku USA i Izraela na irańskie instalacje naftowe.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski