WP
Białystok,

Miało być Muzeum Żydów, a będzie parking. Mieszkańcy mówią: Trzeba iść z postępem

Drewniany dom wygląda, jakby stał tu przypadkiem. Choć przetrwał wojnę, getto i krwawe powstanie. Była nawet melina, a wódkę kupowało się na kieliszki. Ostatnio mieszkańców wzburzyło jednak co innego: Muzeum Żydów, które miałoby w nim powstać.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Drewniany dom stoi przy skwerze, na którym dawniej był żydowski cmentarz
Drewniany dom stoi przy skwerze, na którym dawniej był żydowski cmentarz (WP.PL, Fot: Piotr Barejka)
WP

Jedno z osiedli w Białymstoku. Drewniany budynek wciśnięty jest pomiędzy murowane bloki. Stoi tu od czasów, gdy wokół było getto. Wtedy okna wychodziły na żydowski cmentarz.

- Spory ten cmentarz był… - wspomina staruszka - Tutaj brama stała… tam dalej domy - pokazuje rzędy ławek, trawnik i chodniki pomiędzy drzewami.

Dom przetrwał wojnę i getto. Krwawe powstanie i budowę nowego osiedla. Tyle że parę dekad po wojnie stał się meliną. Ponoć wódkę na kieliszki dało się kupić. Popadał w coraz większą ruinę.

WP

- Tyle pijaków było, że przejść się nie dało - kręci głową staruszka.

Ślady historii znikały. Lokatorów w końcu wyrzucili, a sąsiedzi odetchnęli z ulgą. Na chwilę, bo padła propozycja: zrobimy tu żydowskie muzeum. I znów zawrzało.

Parking, a nie muzeum

Okna na parterze zabite są deskami. Na piętrze wiszą jeszcze firanki. Całość przykrywa blaszany dach. Drewniane ściany umorusane są białą farbą. Zmurszałe deski wiszą nad drzwiami.

WP

- Po co tutaj jakaś rudera? Tyle już lat stoi to straszydło - prycha mężczyzna, który przechadza się z psem. - Niech zabierają.

WP.PL
Podziel się

Rudera to jednak powojenny ostaniec, jakich w okolicy mało. Na dodatek stoi w symbolicznym miejscu. Gmina Żydowska zaproponowała więc, że dom odkupi. Wyremontuje, a w wnętrze zamieni w muzeum.

- Wiem, że on był przed tymi blokami - reflektuje się mężczyzna. - Ale trzeba iść z postępem czasu.

WP

Pomysł zelektryzował mieszkańców. Po klatkach schodowych chodzili z petycją. Żądali wyburzenia domu. Główny postulat: chcemy parkingu. Postęp sprawił, że osiedle tonie w samochodach. Nie ma gdzie ich parkować.

- Jeszcze jakby autokary przyjechały... - cmoka jedna ze staruszek - Ale dla mnie to wie pan… Bez różnicy. Ja to już na tym świecie gość - dodaje zachrypniętym głosem.

Niektórzy walczyli jednak zaciekle. Sąsiadów przekonywali, że dom musi zniknąć. Pojawiły się nawet pogłoski, że mogliby go... spalić.

- Nikt nie myślał o spaleniu - uspokaja kobieta, która mieszka tuż obok. - Bo by się blok obok zapalił.
- Rozbierany będzie i koniec, kropka. Mieszkańcy go nie chcą. Nie ma tutaj żadnej dyskusji - fuka jej syn. Mija nas z siatkami w rękach.
- I tylko o parking chodzi?
- Jakby kółko chrześcijańskie chciało założyć klub też byśmy protestowali - wyjaśnia kobieta.

WP
WP.PL
Podziel się

Spoglądamy na dom. Wygląda tak, jakby ktoś wrzucił go tu przypadkiem. Brązowe ściany nie pasują do tych jaskrawych obok. Jest od reszty bloków i niższy, i węższy, i jeszcze obrócony w inną stronę.

- Na skwerku spotyka się młodzież, a tam zrobili publiczną toaletę - kobieta pokazuje na rzędy blaszanych bud. - Przy murze cmentarza. To powinno być upamiętnione, a nie zastawione garażami.

Bo po cmentarzu zostało te parę metrów muru. I zbiorowa mogiła.

WP

Ptaszki karmię

Skwer niczym się od innych w mieście nie różni. Na pierwszy rzut oka. Pomiędzy drzewami przecinają się chodniki. Wzdłuż krawężników stoją rzędy ławek. Wokół rośnie trawa.

- Ja tam nic nie wiem. Przyszłam ptakom trochę rzucić - staruszek pokazuje plastikowy worek z ziarenkami.
- Ale wie pan, co tu było kiedyś?
- Tutaj to było przedszkole.

Zapada cisza. Mąci ją szczekanie psów, które ganiają się wokół drzew. Właściciele stoją kawałek dalej, rozmawiają.

- Aaaa! - orientuje się staruszek. - Tutaj getto było.

I cmentarz. Cały skwer to był żydowski cmentarz.

WP.PL
Podziel się

Ręcznie robione było

Zniknął, bo tak w 1971 roku nakazały władze. Mieszkańcy protestowali, ale groby musieli kopać własnymi rękoma. Jedną mogiłę po drugiej.

- Bożnica była bardzo zniszczona. O, gdzieś tam - spacerująca kobieta pokazuje przestrzeń w oddali - Cmentarz był spory. Tutaj stała brama… Dalej domy - wodzi palcem po PRL-owskich blokach.

Zniszczono wszystkie macewy. Prowizoryczne, bo stawiane podczas wojny. Zniknął pomnik i mauzoleum. Rozebrano też ogrodzenie. Została pustka.

- Mój mąż uczył się w zawodówce. Przychodzili, żeby wziąć uczniów do czynu społecznego. I oni to wszystko porządkowali - mówi, po czym milknie. - Rozwalali - precyzuje.

Szczątki wrzucono do zbiorowego grobu. Zasypano. I tak powstał skwer z ławkami.

- Różnie było ze szczątkami… Byli tacy, co czegoś szukali. Słyszałam kiedyś…Różnie mogło być - urywa opowieść staruszka. - Przez mur nie widziałam za bardzo.

Dzisiaj na skwerze jest plac, a przy nim stoi pomnik. Otacza go niskie ogrodzenie. Wciąż spoczywają tam szczątki ponad 3 tys. Żydów.

WP.PL
Podziel się

- Każdy cmentarz powinien mieć szacunek - oznajmia staruszka. - Ja bym nie chciała, żeby ktoś po mnie chodził, bo może i część pod chodnikiem została…
- Pani też chodzi.
- Jest droga, to idę. Co zrobić? Na tablicę czasem spojrzę.

Ponoć po wojnie mieszkała jeszcze żydowska rodzina niedaleko skweru. Ale o innych nikt nie słyszał. Bo choć w Białymstoku przed wojną żyło nawet ok. 60 tys. Żydów, to po wojnie wróciło niewiele ponad 1 tys.

Tak blisko, a szok kulturowy

Nad skwerem zawisła delikatna mgła. Wzdłuż drewnianych ścian idzie młoda dziewczyna. Żwawym krokiem mija zmurszałe deski.

- Przeżyłam szok kulturowy - zerka spod zimowej czapki. - A przeprowadziłam się tylko o kilkadziesiąt kilometrów.

Pochodzi z Suchowoli, miasteczka nieopodal. Do Białegostoku przyjechała na studia. Zamieszkała w bloku tuż obok drewnianego domu.

- U siebie mam Centrum Trzech Kultur. Inaczej się te różnice postrzega - stwierdza. - Tutaj ludzie nie chcą niczego nowego. Po prostu jest im dobrze tak, jak jest. Jakby byli przeciwni innej kulturze - narzeka na swoich nowych sąsiadów.

Choć nie brakowało tych, którzy mówili, że muzeum to dobry pomysł. Byli jednak w mniejszości. Zdecydowanej.

- Byli zadowoleni, że to coś nowego. Ale większość… - wzdycha dziewczyna. - W ogóle na młodych dziwnie tu patrzą. Jak na dziwolągów.

Dziewczyna chwyta siatki z zakupami i znika za drzwiami swojej klatki.

WP.PL
Podziel się

Park też jest potrzebny

Przecinający skwer chodnik przemierza mężczyzna z psem. Wolnym krokiem mija pomnik.- Jakby wszystkie cmentarze były zachowane, to by nie było gdzie mieszkać - oznajmia spokojnym głosem

Jego pies merda ogonem i wskakuje na trawnik.

- Tu jest mały, wydzielony fragment. To całkowicie wystarcza. Park też jest potrzebny, a miejsc parkingowych nigdzie nie ma - kwituje.

Pamięć odżywa na skwerze raz w roku. Wtedy, gdy obchodzi się rocznicę powstania w getcie. A tak jest zwyczajnym środkiem sennego osiedla. Zaś dom, który pamięta całą historię, najprawdopodobniej zniknie. Choć upominają się o niego jeszcze obrońcy zabytków, to jednak Gmina Żydowska zrezygnowała ze swojego pomysłu. Po części przez sprzeciw mieszkańców, a po części przez stan budynku.

Polub WP Wiadomości
WP
WP