"Merz w pułapce Trumpa". Berlin milczy ws. Wenezueli
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz unika krytyki działań USA w Wenezueli, chcąc zabezpieczyć europejskie interesy w negocjacjach z Rosją o Ukrainie. Dobre relacje z Donaldem Trumpem mogą wpłynąć na procesy dyplomatyczne.
Najważniejsze informacje:
- Friedrich Merz nie krytykuje USA, aby utrzymać relacje z Trumpem, kluczowe w negocjacjach z Rosją.
- Niemieckie media analizują dylemat Merza w kontekście prawa międzynarodowego.
- Opozycja i eksperci krytykują brak jasnego stanowiska Niemiec wobec interwencji w Wenezueli.
Kanclerz Friedrich Merz mierzy się z politycznym dylematem opisanym przez wiodące tytuły w Niemczech. Komentatorzy zwracają uwagę, że jego powściągliwość wobec interwencji USA w Wenezueli ma związek z próbą zachowania kanałów wpływu na Biały Dom w kontekście Ukrainy. Według doniesień o spotkaniu w Berlinie z udziałem wysłanników USA Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera, Merz zabiega o to, by europejski głos był słyszalny przy rozmowach dotyczących zakończenia wojny.
"Merz tkwi w pułapce Trumpa" – pisze "Sueddeutsche Zeitung". "Kanclerz stoi przed dylematem: krytykując akcję USA przeciwko (dotychczasowemu przywódcy Wenezueli Nicolasowi ) Maduro, może narazić na szwank swoje dobre kontakty z Donaldem Trumpem, ale otwarta bojaźliwość zostanie odebrana jako oznaka politycznej słabości" – pisze komentator dziennika.
Czytaj także: Skandaliczne słowa z Moskwy. Niemcy odpowiadają
Dziennik podkreśla, że dla Merza stawka jest szczególnie wysoka. Według "SZ" niedawne działania kanclerza mają wzmocnić jego rolę w Europie i zapobiec marginalizacji Ukrainy oraz europejskich partnerów w rozmowach USA–Rosja. "Merzowi chodzi o to, by Europa i Ukraina nie zostały pominięte w negocjacjach pomiędzy Rosją i USA. Atutem kanclerza jest jego pozycja u Trumpa" – czytamy w "SZ".
W komentarzach pojawia się też wątek ocen prawnych. Eksperci uznają, że problematyczna jest nie tyle kwalifikacja działań wobec Wenezueli, ile polityczny wybór kanclerza. W tym kontekście "Sueddeutsche Zeitung" zauważa, że brak ostrej krytyki może wystawiać Merza na zarzuty słabości, zwłaszcza jeśli amerykański prezydent będzie ignorował europejskie stanowiska lub eskalował roszczenia wobec Grenlandii.
"Dlaczego rząd Merza położył uszy po sobie?" – pyta "Frankfurter Allgemeine Zeitung". "Ukraina jest dla Friedricha Merza ważniejsza niż Wenezuela. Jednak forsowane przez Trumpa prawo silniejszego stanowi zagrożenie także dla Europy" – ocenia dziennik.
"Świat reaguje na akcję Trumpa w dwojaki sposób: jedni wiwatują, inni potępiają. Rząd Merza kurczowo próbuje nie robić ani jednego, ani drugiego" – pisze "FAZ", zwracając uwagę na wypowiedzi kanclerza i szefa MSZ Johanna Wadephula, że prawna kwalifikacja akcji jest "złożona". Zdaniem gazety, z punktu widzenia prawa międzynarodowego sprawa jest jasna i stanowi "jasnym naruszeniem zakazu użycia siły i terytorialnej integralności Wenezueli, niezależnie od tego, czy Maduro jest baronem narkotykowym, czy nie".
"Merz i Wadephul są prawnikami. Są jednak przede wszystkim politykami ponoszącymi polityczną odpowiedzialność za Niemcy i właśnie to przeszkadza im w uznaniu postępowania Trumpa za naruszenie prawa międzynarodowego" – czytamy w "FAZ".
Komentatorzy łączą wstrzemięźliwość rządu z nadzieją, że USA skłonią Władimira Putina do rozejmu w Ukrainie. W tym ujęciu znaczenie ma osobista relacja Merza z prezydentem USA, która – zdaniem cytowanych publicystów – może ułatwić przekonywanie Białego Domu do europejnych argumentów i hamować wpływy Kremla. Gazeta przestrzega jednocześnie, że ewentualne wysłanie wojsk na Grenlandię byłoby sytuacją, której nie da się usprawiedliwić frazą o złożoności.
Wątpliwości co do postawy kanclerza opisuje także "Tagesspiegel". "Przed kolejną turą rozmów o Ukrainie trzeba utrzymać Amerykanów po stronie Europy, gdyż bez Ameryki Europa jest za słaba" – podkreśla. Dziennik zaznacza, że przedłużająca się cisza wokół oceny interwencji w Wenezueli może być odczytywana jako aprobata dla determinacji USA.
"Cel nie uświęca środków" – podkreśla "Tagesspiegel". Według gazety zasada poszanowania suwerenności państw dotyczy zarówno Rosji, jak i USA. W końcowej konkluzji dziennik apeluje, by Berlin jasno nazwał naruszenia prawa, bo przez dekady RFN budowała ład oparty na regułach.