Meksyk w ogniu po śmierci El Mencho. Bojówki karteli jak armie
Bojówki meksykańskich karteli narkotykowych wyglądają jak małe armie. Posiadają nawet automatyczne granatniki i ciężkie karabiny maszynowe. Broń zdobywają przede wszystkim dzięki zakupom i przemytowi z terytorium Stanów Zjednoczonych, gdzie rynek cywilny jest ogromny, a przepisy są bardzo łagodne.
W Meksyku trwają starcia pomiędzy bojówkami Kartelu Nowej Generacji Jalisco CJNG a meksykańskimi służbami. Wojna wybuchła po likwidacji barona narkotykowego Nemesio Oseguera Cervantes, znanego jako El Mencho, który był jego przywódcą. W ośmiu stanach wybuchły zamieszki i podpalone zostały budynki użyteczności publicznej. W Guadalajarze doszło do walk ulicznych, blokad dróg, a CJNG zaatakowało bazę Gwardii Narodowej Meksyku.
Na pierwszy rzut oka bojówki karteli trudno odróżnić od regularniej armii. Elitarna Grupa Sił Specjalnych, czyli Fuerzas Especiales Grupo de Élite, która jest siłą uderzeniową CJNG, jest wyposażona niczym elitarne oddziały wielu zachodnich państw.
Co ciekawe, jak informowały władze Meksyku, jej członkowie zostali wyszkoleni przez zagranicznych weteranów sił specjalnych. W tym amerykańskich. Ze Stanów Zjednoczonych pochodzi również niemal całe wyposażenie, jakie posiadają.
Najczęściej w ręce meksykańskich przestępców trafiają półautomatyczne karabinki szturmowe typu AR-15, M4, M16 albo ich klony. Bardzo popularne są też karabinki konstrukcji Kałasznikowa, znane z trwałości i niezawodności w trudnych warunkach. Oprócz tego kartele starają się zdobywać broń cięższą lub specjalistyczną. Na filmach można zauważyć wielkokalibrowe karabiny wyborowe Barretta M82, kalibru 12,7 mm, których pociski są w stanie przebić pancerz lekkiego pojazdu.
Ponadto w arsenale karteli pojawiały się granatniki zarówno montowane pod lufą standardowych karabinków, jak i granatniki automatyczne Mk 19, które mają teoretyczną szybkostrzelność do 375 granatów na minutę i mogą razić cele w odległości ponad 2 km.
Niektóre z ciężkich systemów trafiają do Meksyku innymi kanałami niż standardowy przemyt z USA, na przykład poprzez rynek broni z innych regionów świata lub kradzieże z magazynów wojskowych. Audyt przeprowadzony przez amerykańską armię wykazał, że w ciągu dekady zaginęły 32 takie granatniki.
Przemyt z USA
Kartele zdobywają broń na różne sposoby, ale jednym z najważniejszych źródeł pozostają zakupy dokonywane w Stanach Zjednoczonych. W wielu stanach, zwłaszcza w Teksasie, Arizonie i Nowym Meksyku, przepisy dotyczące zakupu broni są stosunkowo łagodne, co pozwala osobom fizycznym legalnie nabywać duże ilości broni palnej, którą później przemyca się do Meksyku.
Przestępcy wykorzystują możliwość legalnego zakupu broni przez zatrudnianie osób bez przeszłości kryminalnej. Następnie legalnie kupiona broń przekazywana jest kurierom, którzy przerzucają ją przez granicę. Broń jest ukrywana w pojazdach, ciężarówkach czy kontenerach i przewożona przez przejścia graniczne lub mniej nadzorowane odcinki granicy.
Sieci przemytnicze są bardzo rozległe, bo przepływ broni wiąże się z tymi samymi trasami logistycznymi, co przemyt narkotyków - głównie przez porty przejść granicznych w Teksasie, Arizonie i Kalifornii, a następnie w głąb Meksyku do stanów takich jak Chihuahua, Sonora, Sinaloa czy Jalisco, które są silnie kontrolowane przez wszechwładne organizacje przestępcze.
Dokładna liczba broni, jaka jest przemycana z USA, nie jest znana, ale różne szacunki wskazują, że może to być nawet między 135 tys. a 250 tys. lub nawet więcej sztuk rocznie. W 2025 r. meksykańskie siły zbrojne zgłosiły przejęcie ponad 10,6 tys. sztuk broni palnej, w tym wiele karabinów dużego kalibru, co stanowi mniej niż jedną dziesiątą szacowanego całkowitego przepływu. Ze strony amerykańskiej dane z początków 2026 r. wskazują, że Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej i Materiałów Wybuchowych (ATF) przechwyciło już ponad 36 tys. nielegalnych broni i ponad 2,3 mln sztuk amunicji, z których ponad 4,3 tys. sztuk miało trafić do Meksyku, co pokazuje, że pomimo wysiłków służb problem przemytu broni pozostaje znaczący.
Walka z wiatrakami
Jedną z kluczowych inicjatyw amerykańskich organów ścigania, mających na celu ograniczenie przepływu broni, jest Project Gunrunner realizowany przez ATF. Program został uruchomiony dwie dekady temu. Jego główne działania opierają się na śledzeniu, analizie i próbach powstrzymania zakupów przed podstawione osoby oraz wzmocnieniu systemu śledzenia broni, który pozwalał organom obu krajów identyfikować źródła i kanały przepływu. W pierwszych latach projekt doprowadził do postawienia przed sądem kilku tysięcy podejrzanych w setkach spraw oraz do zajęcia tysięcy sztuk broni i amunicji.
Innym przykładem współpracy obu krajów w walce z przemytem jest Mérida Initiative, program uruchomiony w 2007 r., którego celem jest szersze wsparcie Meksyku w walce z kartelami narkotykowymi i różnymi aspektami związanymi z przestępczością zorganizowaną. W jego ramach Stany Zjednoczone przekazują środki finansowe, sprzęt i technologie, prowadzą szkolenia meksykańskich sił bezpieczeństwa i współpracują w ramach wspólnych zadań dotyczących zwalczania przemytu broni, narkotyków, pieniędzy czy korupcji.
Znaczna część tych środków jest przeznaczana na rozwój zdolności organów ścigania, w tym sprzętu technicznego, systemów informatycznych do śledzenia broni i szkoleń taktycznych. Ocena skuteczności takiej współpracy jest mieszana. Z jednej strony współpraca przyczyniła się do zwiększenia liczby wspólnych operacji i aresztowań, a z drugiej jednak problem przemytu broni i narkotyków nie zniknął i ilość broni dostępnej kartelom nadal jest bardzo wysoka.
W 2023 r. w Laredo w Meksyku aresztowano kilkanaście osób, które służyły jako słupy podczas zakupu broni. W DeLand na Florydzie w zeszłym roku aresztowano sześć osób, które kupowały broń w podobny sposób. W obu przypadkach chodziło o ponad 200 sztuk karabinków automatycznych.
W zasadzie obie strony jednak walczą z wiatrakami i póki Amerykanie nie uszczelnią systemu sprzedaży broni, historie takie, jak zakup kilkudziesięciu sztuk karabinków szturmowych przez bezdomnego będą się powtarzały.
Dla Wirtualnej Polski Sławek Zagórski