Lubię tę melodię

Miał być muzykiem, ale został weterynarzem. Nie wiedział, czy powinien grać Chopina czy rock, więc wybrał piłkę nożną. Widzowie polubili go za takt i sposób, w jaki prowadzi jeden z najpopularniejszych teleturniejów "Jaka to melodia?"

Obraz

Pan się boi latać? – Tak, od dziecka. A dlaczego pani pyta?

- Bo ten motyw ciągle pojawia się w Pana wierszach i piosenkach. Najnowsza płyta też nosi tytuł „Skrzydła”. – To prawda, ale nie wiązałbym tego z moją fobią. Raczej z unoszeniem się nad ziemią. Nie przepadam za tym stanem, jednocześnie coś mnie w nim pociąga. Wtedy bywa się artystą. Muszę jednak przyznać, że chętnie wracam stamtąd do ciepłego miejsca, jakim jest normalny dom.

To kiedy przyleci Pan do nas na „Skrzydłach”?

– Chciałem, żeby płyta ukazała się 22 marca, w dniu moich 44. urodzin, ale nie zdążę. Prawdopodobnie „Skrzydła” trafią do sklepów jesienią, razem z tomikiem moich wierszy o tym samym tytule. To będą łagodne utwory o aniołach, na głos i fortepian, bez wyszukanych aranżacji. To lubię najbardziej.

A jaka melodia najbardziej Pana kręci?

– Uwielbiam piosenkę francuską. Od momentu, kiedy wygrałem casting na główną rolę w musicalu „Notre Dame de Paris”, w którym furorę zrobił Garou. Francuzi mają niesamowite głosy. Ale lubię też posłuchać sobie lekkiego jazzu. Na pewno nie popu, bo tego mam pod dostatkiem w pracy.

Od siedmiu lat prowadzi Pan program „Jaka to melodia?”. Nie znudziło się Panu jeszcze?

– Praca w teleturnieju w żaden sposób mi nie uwłacza. Nasz program jest na luzie, bez agresji. Mogę być w nim sobą, nie muszę udawać plastikowego showmana, żeby skoczyła nam oglądalność. I za to ludzie nas kochają.

Poza tym rozdaje Pan pieniądze...

– (Śmiech) Najchętniej nie swoje. Chociaż prywatnie też mam dziurawą kieszeń, co ciężko znosi moja żona.

Powiedział Pan kiedyś, że to ze względu na pieniądze gra Pan w drugiej lidze. Seriale to taki przykry obowiązek?

– Muszę to robić, bo inaczej nie utrzymałbym rodziny. Z teatru nie da się wyżyć, a polska rzeczywistość jest taka, że wszyscy grają w serialach, nawet ci najlepsi. Niestety, nie daje to ani takiej popularności, jakiej bym chciał, ani pieniędzy. Na szczęście moja rola w serialu „Na Wspólnej” jest ciekawa. Gram tam szemranego cwaniaczka, zupełnie wbrew mojemu charakterowi. Przynajmniej się nie nudzę. W „Na dobre i na złe” grał Pan dla odmiany homoseksualistę.

– Odszedłem z tego serialu, bo scenarzyści nie mieli ciekawych pomysłów na moją rolę. Poza tym wiązało się to z taką niezbyt przyjemną łatką. Ludzie często myślą, że jak Tomasz Stockinger gra w „Klanie” lekarza, to naprawdę jest lekarzem. Mnie posądzano o homoseksualizm. Ktoś nawet nazwał mnie pedałem, ale nie chcę do tego wracać.

To prawda, że potrafi Pan odebrać poród?

– Tak, nawet cesarskie cięcie zrobię. Mam na koncie kilkadziesiąt udanych porodów. Z wykształcenia jestem weterynarzem położnikiem. Przez blisko dwa lata pracowałem w zawodzie.

Sam Pan też urodził się w dosyć oryginalny sposób.

– Na kanapie, w naszym domu w Inowrocławiu. Mama nie chciała iść do szpitala. Bała się, że mnie ukradną albo podmienią.

Czy to ona zaraziła Pana muzyką?

– To nie jest wirus. To się po prostu ma w sobie albo nie. Ja zawsze miałem. Ale to mama oswoiła mnie ze sceną. Prowadziła amatorskie teatry, organizowała konkursy piosenki, zabierała na artystyczne przeglądy. Mieszkaliśmy w maleńkim Sochaczewie, wokół panowała komuna, marazm, bieda, a my bawiliśmy się w teatr. •Wtedy sprawdził się Pan w roli cyborga. – To była moja pierwsza ważna rola. Występowałem w szkolnym teatrze, w kartonie na głowie. Podobno nieźle wypadłem.

Mógł Pan też zostać pianistą, ale zakochał się Pan w futbolu.

– To była wielka, niczym nieokiełznana miłość. Zostało mi to do dzisiaj. W podstawówce chodziłem do klasy fortepianu. Nawet to lubiłem, ale pod koniec szkoły, w 1974 roku były akurat mistrzostwa w piłce nożnej w Niemczech. Grali Lato, Deyna, Szarmach... Była transmisja meczu w telewizji, kiedy musiałem iść na ważny szkolny koncert, tuż przed dyplomem. Do dziś pamiętam, jak dyrektor na mnie wrzeszczał. A ja powtarzałem: „Nie mogę! Przecież nasi grają!”. Pogniewaliśmy się na siebie i nie skończyłem szkoły muzycznej. Byłem zbuntowany, ambitny, nie wiedziałem, co chcę w życiu robić. Grać Chopina czy rock. I w końcu wylądowałem na weterynarii.

Wcześniej jednak podszywał się Pan pod niejakiego Iwanowa. To brzmi jak pseudonim agenta.

– (Śmiech) To prawda. Iwanowem zostałem na festiwalu piosenki radzieckiej. Zwyczaj był taki, że w konkursie trzeba było śpiewać utwory znanych autorów, najlepiej z jury. Ja wykonałem swoje autorskie kompozycje i podpisałem się jako Iwanow. Podobałem się, bo doszedłem aż do finału. Jury zorientowało się dopiero pod koniec i przyznało mi nagrodę indywidualną. Nie udało się natomiast z jury w szkole aktorskiej. Dlaczego?

– Byłem już po weterynarii, miałem 26 lat i czułem, że chcę występować na scenie, a nie odbierać porody krów. Niestety, rektor Andrzej Łapicki próbował wybić mi to z głowy. „Jesteś za stary – powiedział. – Masz dobry zawód, więc się go trzymaj”. Nie dałem się przekonać. Potem wygrałem casting do musicalu Janusza Józefowicza „Metro”, staliśmy się znani w całej Polsce, nawet wystąpiliśmy na Broadwayu. No i posypały się ciekawe oferty. A dyplom w PWST zrobiłem eksternistycznie.

Ważną postacią w Pana karierze był Jonasz Kofta. Czy to prawda, że kazał Panu śpiewać artykuły o rybołówstwie?

– Miałem 23 lata, śpiewałem w zespole rockowym. Mieliśmy próby w kanciapie na Ursynowie, robiliśmy sporo hałasu. Jonasz wpadał do pobliskiej knajpki na wódeczkę. Pewnego razu przyszedł nas posłuchać. Coś go nagle olśniło. Gdzieś leżała gazeta, podał mi ją i poprosił, żebym zaśpiewał pierwszy z brzegu artykuł. Trafiłem akurat na ryby.

I powstał z tego „Kompot”...

– No właśnie, całkiem niezły. Polubiliśmy się. Jonasz zaczął przynosić mi teksty i tak powstał musical „Kompot”. Opowiadał o autentycznej grupie narkomanów z Gdańska. Brali kompot, czyli polską heroinę i, niestety, wszyscy umarli. Musical się podobał, ale cenzura położyła na nim łapę. W tamtych czasach nie mówiło się o dragach.

Jest Pan poetą, aktorem, piosenkarzem. Po co Panu jeszcze pedagogika?

– Lada chwila obronię dyplom na tym wydziale. Zdradzę tylko, że to wiąże się z moją filozofią życia. Może kiedyś założę szkołę.

Robert Janowski Aktor, piosenkarz, poeta, kompozytor. Urodził się w 1961 r. w Inowrocławiu. Debiutował na scenie w wieku 13 lat w teatrach amatorskich. Śpiewał w zespołach rockowych: Oddział Zamknięty, Exodus, ZOO. Największe uznanie i rozgłos przyniósł mu występ w musicalu „Metro”. Janowski ma na koncie role w filmach („Pora na czarownice” czy „Nocne Graffiti”) i w serialach („Na dobre i na złe”, „Na wspólnej”). Od 1997 r. prowadzi w telewizji teleturniej „Jaka to melodia?”.

Mariola Szczyrba

Wybrane dla Ciebie
Światowi przywódcy o ataku na Wenezuelę. "Dyktatorzy nie są wieczni"
Światowi przywódcy o ataku na Wenezuelę. "Dyktatorzy nie są wieczni"
Tragiczny pożar w Szwajcarii. Kontrowersje wokół właściciela lokalu
Tragiczny pożar w Szwajcarii. Kontrowersje wokół właściciela lokalu
Atak zimy na Pomorzu. Nawet 70 cm śniegu i silny wiatr
Atak zimy na Pomorzu. Nawet 70 cm śniegu i silny wiatr
Kolumbia rozmieściła wojsko przy granicy z Wenezuelą. Hiszpania gotowa na mediacje
Kolumbia rozmieściła wojsko przy granicy z Wenezuelą. Hiszpania gotowa na mediacje
"Niebezpieczna analogia". Polscy politycy o ataku na Wenezuelę
"Niebezpieczna analogia". Polscy politycy o ataku na Wenezuelę
Najnowsze informacje o Maduro. Jest oskarżony
Najnowsze informacje o Maduro. Jest oskarżony
Maduro gościł chińską delegację. Ostatnie nagranie przed pojmaniem
Maduro gościł chińską delegację. Ostatnie nagranie przed pojmaniem
Sikorski reaguje na atak USA na Wenezuelę. Wbił szpilę innemu krajowi
Sikorski reaguje na atak USA na Wenezuelę. Wbił szpilę innemu krajowi
"Mamy powrót do stref wpływów". Ekspert ocenia atak USA na Wenezuelę
"Mamy powrót do stref wpływów". Ekspert ocenia atak USA na Wenezuelę
Brutalne morderstwo taksówkarza. 37-latek nie przyznaje się do winy
Brutalne morderstwo taksówkarza. 37-latek nie przyznaje się do winy
Atak i pojmanie Maduro. Jest reakcja Rosji
Atak i pojmanie Maduro. Jest reakcja Rosji
"Odpowie za swoje zbrodnie". Głos z USA ws. Maduro
"Odpowie za swoje zbrodnie". Głos z USA ws. Maduro