Parlamentarzystka, która nie jest blondynką, złożyła oficjalny protest. Zażądała ukarania tych, którzy dopuścili się brutalnego łamania praw kobiet. Podkreśliła, że tego typu reklama narzuca społeczeństwu image blondynek jako beznadziejnych idiotek, zrównuje człowieka z rzeczą i kwestionuje hierarchię wartości, każąc wybierać między podmiotową kobietą a przedmiotową książką.
Rzecznik prasowy firmy telefonii komórkowej odrzucił oskarżenia. Wyjaśnił, że billboardowe pytanie ma żartobliwy charakter, a rzeczownik "blondynka" nie oznacza żadnej konkretnej osoby, lecz fikcyjną postać z dowcipów, będącą alegorią lekkomyślności i głupkowatości.
Spór rozstrzygnie rządowy urząd do spraw równouprawnienia płci, do którego trafiła skarga posłanki. (kar)