Liderzy chrześcijańscy apelują do Trumpa o opamiętanie [OPINIA]
Papież, kardynałowie, ale także Światowa Rada Kościołów i liderzy wielu wyznań chrześcijańskich jednym głosem apelują do chrześcijan o sprzeciw wobec polityki USA. A Donalda Trumpa proszą o opamiętanie. Tego głosu nie należy - choć Kościoły nie mają swoich dywizji - lekceważyć - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.
Gdyby Donald Trump przejmował się tym, co myślą o nim inni, miałby powód do zmartwienia. Jego polityka zagraniczna i migracyjna zjednoczyła w sprzeciwie sporą część historycznych wyznań chrześcijańskich. Papież Amerykanin, amerykańscy kardynałowie, sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów, najważniejszej organizacji ekumenicznej jednoczącej ogromną większość chrześcijan świata, wprost potępiają jego politykę. I choć wciąż jego myślenie cieszy się poparciem ogromnej większości ewangelikalnych amerykańskich chrześcijan, a także mniej więcej połowy - głównie anglosaskich - regularnie praktykujących katolików czy wiernych historycznych wyznań protestanckich, to tego rodzaju krytyka z pewnością będzie miała znaczenie dla części ludzi wierzących.
Szczególnie dla katolików, którzy staną przed fundamentalnym pytaniem, czy autorytetem w dziedzinie etyki społecznej będzie dla nich papież (zresztą Amerykanin) czy podkreślający, że nie liczy się z żadnymi zasadami poza własnymi poglądami, i prowadzący życie dalekie od chrześcijańskiego ideału, prezydent USA.
Papież przeciw Trumpowi
Leon XIV inaczej niż Franciszek, który w polemikach z nielubianym przez siebie Trumpem używał języka niezmiernie ostrego, swoje myśli formułuje ostrożniej. To jednak wcale nie oznacza, że ma mniej zastrzeżeń do kierunku, jaki przyjęła amerykańska polityka. Ostatnie długie wystąpienie papieskie skierowane do dyplomatów w Watykanie, choć ubrane było w formę wykładu na temat "O państwie Bożym" św. Augustyna, zawierało ostrą krytykę polityki Trumpa.
Leon XIV potępił w nim wszelkie próby budowania polityki wyłącznie na sile, kwestionowanie prawa międzynarodowego czy prawa narodów do samostanowienia. "W dzisiejszych czasach słabość multilateralizmu jest szczególnym powodem do niepokoju na arenie międzynarodowej. Dyplomacja promująca dialog i poszukująca konsensusu między wszystkimi stronami jest zastępowana dyplomacją opartą na sile, stosowanej przez pojedyncze osoby lub grupy sojuszników" - mówił papież. I dodawał: "ustanowiona po II wojnie światowej zasada, zabraniająca narodom stosowania siły w celu naruszania granic innych, została podważona".
I choć w słowach tych nie ma odniesienia ani do Wenezueli, ani do Grenlandii, to uważny czytelnik czy analityk sytuacji międzynarodowej ma świadomość, o czym mówił papież. Trudno też nie zrozumieć, że w innym miejscu tego samego wystąpienia papież potępia politykę migracyjną Donalda Trumpa. "Nie można na przykład pominąć faktu, że każdy migrant jest osobą i jako taka ma niezbywalne prawa, które muszą być respektowane w każdej sytuacji. Nie wszyscy migranci przemieszczają się z własnego wyboru, ale wielu z nich jest zmuszonych do ucieczki z powodu przemocy, prześladowań, konfliktów, a nawet skutków zmian klimatycznych, jak ma to miejsce w różnych częściach Afryki i Azji" - wskazywał Leon XIV.
Amerykańscy kardynałowie kontra amerykański prezydent
Wystąpienie papieskie to jednak tylko jeden z sygnałów, jaki płynie do Donalda Trumpa ze strony Kościoła katolickiego. Innym, nie mniej znaczącym, jest oświadczenie trzech amerykańskich kardynałów, którzy nawiązując do wypowiedzi papieskiej jasno odcięli się od polityki amerykańskiej. Mowa o kardynałach Blase Cupichu z Chicago, Robercie McElroy’u z Waszyngtonu i Josephie Tobinie z Newark, którzy w specjalnym oświadczeniu zapowiedzieli sprzeciw wobec polityki zagranicznej swojego państwa.
"Moralna rola naszego kraju w przeciwstawianiu się złu na świecie, ochronie prawa do życia i godności ludzkiej oraz wspieraniu wolności religijnej jest kwestionowana" – czytamy w oświadczeniu. "Budowa sprawiedliwego i trwałego pokoju, tak kluczowego dla dobrobytu ludzkości teraz i w przyszłości, jest sprowadzana do kategorii partyjnych, które sprzyjają polaryzacji i destrukcyjnej polityce" - uzupełniali. "Dążymy do polityki zagranicznej, która szanuje i promuje prawo do życia, wolność religijną i wzmacnia godność ludzką na całym świecie, zwłaszcza poprzez pomoc gospodarczą" - napisali kardynałowie.
Oczywiście głos trzech - raczej uchodzących za progresywnych, bo związanych z opcją Franciszka - kardynałów to nie jest głos całego Kościoła amerykańskiego. Tu sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo do niedawna większość regularnie praktykujących katolików głosowała na Trumpa (choć jeśli analizować same deklaracje wiary, to katolicy dzielili się pół na pół między Demokratów a Republikanów). I to się jednak zmienia, bo Latynosi - w sporej części katoliccy - zaczynają się od Trumpa odwracać, a także konserwatywni amerykańscy katolicy mają poważny problem z polityką migracyjną prezydenta, która jest nie do pogodzenia także z ich standardami. Uczciwie trzeba też powiedzieć, że ta polityka jest nie do zaakceptowania także dla hierarchów, którzy mają świadomość, że to właśnie migracja jest siłą katolicyzmu w USA.
Obrona Grenlandii i Renee Good
Amerykańskiej polityce sprzeciwiają się jednak także inne organizacje chrześcijańskie i Kościoły. Największa z organizacji ekumenicznych Światowa Rada Kościołów jasno potępia postulat przejęcia Grenlandii przez USA. "Deklarowana determinacja rządu USA, by posiadać i kontrolować Grenlandię, stoi w całkowitej sprzeczności z pragnieniami mieszkańców Grenlandii i ich politycznym dążeniem do niepodległości. Jest to równoznaczne z neokolonializmem" - napisał sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów Jerry Pillay. Światowa Rada Kościołów wyraziła także "rosnące zaniepokojenie skutkami niedawnych działań administracji USA, podważających poszanowanie zasad suwerenności państwowej i samostanowienia, zagrażających stabilności całej społeczności międzynarodowej" i wezwała "rząd USA do ponownego rozważenia obecnego kierunku działań w stosunkach międzynarodowych i jego wpływu na pozycję Stanów Zjednoczonych we wspólnocie narodów".
To jednak nie jest jedyny sygnał płynący od innych wyznań. Swoje oświadczenie potępiające politykę wobec Grenlandii wydała także Światowa Federacja Luterańska, a także Ewangelicko-Luterański Kościół Ameryki. Wszystkie te organizacje i wspólnoty jasno sygnalizują, że polityka Donalda Trumpa jest nie do pogodzenia ze stanowiskiem tradycyjnych wyznań chrześcijańskich. Ale to nie wszystko, bo Kościół Prezbiteriański (USA) wydał także oświadczenie, w którym nie tylko potępił zabójstwo Renee Nicole Good (która była członkinią tego wyznania) przez agenta ICE, ale także wpisał ją w długą historię chrześcijańskich męczenników.
"Jej historia jest świadectwem siły misji prezbiteriańskiej i wyzwaniem dla naszego sumienia" - napisali amerykańscy prezbiterianie. "Musimy pamiętać jej imię: Renee Nicole Good. Pamiętamy ją jako świadectwo nauki Jezusa, że Bóg nie zmienia świata przemocą, ale wierną obecnością pośród zmagań, i że miłość nie porzuca dzieła akceptacji, sprawiedliwości i współczucia" - wskazali. A na koniec podkreślili: "Stajemy po stronie tych, którzy zostali zatrzymani lub zabici przez ICE, traktowani niesprawiedliwie i zniesławieni, a których Bóg broni jako nosicieli obrazu Bożego".
Wszystkie te oświadczenia i stanowiska jednoznacznie wskazują, że - nawet jeśli pewna część chrześcijan - stoi po stronie Trumpa, to inna - i to ta z większą tradycją historyczną - sprzeciwia się jego polityce. I nawet jeśli wyznania chrześcijańskie - tak jak papież, by nawiązać do słynnej wypowiedzi Stalina - nie mają swoich dywizji, to jednak ich głos ma znaczenie i jest ważnym apelem do sumień.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował "Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła", a wcześniej m.in. "Czy konserwatyzm ma przyszłość?", "Koniec Kościoła, jaki znacie" i "Jasna Góra. Biografia".