Chciał pojeździć po lodzie. Lód załamał się pod ciężarem samochodu
Mężczyzna wjechał samochodem na zamarzniętą taflę jeziora Żywieckiego i załamał się pod nim lód. Ryzykowna zabawa zakończyła się interwencją służb i policyjnym dochodzeniem.
Około godziny 2:30 w nocy z soboty na niedzielę do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Żywcu w województwie śląskim wpłynęła informacja o mężczyźnie, który wjechał samochodem marki Suzuki na zamarzniętą taflę jeziora Żywieckiego i potrzebuje pomocy. Lód nie wytrzymał ciężaru i załamał się pod pojazdem. Auto utknęło w wodzie na głębokości około 1 metra.
Wjechał nocą na zamarznięte jezioro. Auto wpadło do wody
Gdy na miejsce dotarli mundurowi, kierowca znajdował się na brzegu; nie wymagał pomocy medycznej. Policjanci ściągnęli do pomocy strażaków, którzy wyciągnęli z wody pojazd. Akcja trwała godzinę.
O dalszych konsekwencjach prawnych wobec kierującego, który wjechał na zamarznięty zbiornik wodny, jak podaje komenda w Żywcu, zdecyduje sąd. Straży mówią o "nieodpowiedzialnym kierowcy" i apelują o rozwagę, by pod żadnym pozorem nie wchodzić i nie wjeżdżać na zamarznięte zbiorniki.
"Zamarznięte zbiorniki wodne to śmiertelna pułapka. Lód na jeziorze Żywieckim ma nierówną grubość – miejscami tylko kilka centymetrów. Nie wchodźcie na taflę pieszo, a tym bardziej nie wjeżdżajcie pojazdami" - apelują na Facebooku strażacy z komendy w Żywcu. Powołując się na opinię ekspertów, podkreślają, że "bezpieczna grubość lodu do poruszania się pieszo to co najmniej 10-15 cm, a dla pojazdów nawet 30-40 cm, ale zawsze lepiej unikać ryzyka".
Źródło: Policja, PSP w Żywcu