Kosmetyczny techno-bełkot


Używając na ulotkach kosmetyków skomplikowanych nazw prostych składników ich producenci robią kobietom pranie mózgu, aby przekonać do ich zakupu.

Zaawansowane technologicznie formuły i regulatory – to nie, jak by się mogło wydwać, nazwy urządzeń, ale zwroty stosowane w opisach kosmetyków. - To jest taka wata słowna stosowana po to, by stworzyć wrażenie innego świata, przekonać kupujących, że stworzenie kremu czy maseczki poprzedziła długa praca sztabu naukowców – twierdzi polonista Tomasz Łysakowski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Kobiety kupujące kosmetyki nie raz czytały na ulotkach o delikatnych składnikach kondycjonujących, wzbogaconych formułach, które dogłębnie nawilżają oraz maseczkach niezawodnych w każdej sytuacji. Na ulotkach kosmetyków można także przeczytać o „energetycznym kompleksie z naturalnym składnikiem skóry”. Zdaniem Tomasza Łysakowskiego jest to absurdalne sformułowanie. – Jak ktoś mówi o składnikach skóry, to zaczynam się zastanawiać o czyją skórę chodzi i jak oni to zrobili, że wyjęli jakiś składnik ze skóry i włożyli go do kremu – mówi Łysakowski.

Najczęściej kosmetyki zawierają formuły, które są lekkie albo zaawansowane technologicznie. – Jest to techno-bełkot. Słowa te nie wnoszą żadnych nowych treści do opisu produktu. Chodzi tylko o to, by oszołomić odbiorcę bezsensownym potokiem atrakcyjnych wyrażeń– twierdzi Łysakowski.

Sami producenci przyznają, że w części są to chwyty reklamowe. Na przykład w jednym z kosmetyków firmy Soraya znajduje się, jak można dowiedzieć się z ulotki, „inteligentny czynnik“. - Jest to czysty zwrot marketingowy, ale oddaje proces, który zachodzi w skórze. Nazwaliśmy ten czynnik inteligentym dlatego, że zabija tylko bakterie szkodliwe dla skóry, a nie te, które są skórze potrzebne– twierdzi Agnieszka Jacniacka, kierownik marketingu w firmie Soraya. Jej zdaniem stwierdzenie „maseczka niezawdona w każdej sytuacji“ oznacza po prostu, że jest dobra dla każdego rodzaju skóry, zarówno dla kobiety 20, jak i 40 letniej. - Czasem może to brzmi jak z bajki, ale mamy na to naukowe potwierdzenia. Dlatego stosuje się takie słowa, żeby nie wymieniać chemicznych nazw, które przeciętnej kobiecie nic nie powiedzą – dodaje Agnieszka Jacniacka.

Zdaniem Tomasza Łysakowskiego w ulotkach reklamujących kosmetyki często stosuje się takie opisy po to, żeby kremy i inne specyfiki były kupowane. Zamiast łoju czy tłuszczu pojawiają się więc lipidy albo liposomy. – Gdyby ktoś przeczytał, że krem jest zrobiony na bazie łoju, to by go nie kupił. Mimo, że kremy są robione z naturalnych składników, to nikt nie napisze, że jest w nich wyciąg z kurzej wątroby, żeby nie straszyć ludzi. Chodzi o to, żeby wszystko brzmiało ładnie – uważa Tomasz Łysakowski. Jego zdaniem producenci kosmetyków nie kłamią, jest to po prostu kwestia używania odpowiednich sformułowań.

- Mnie tak naprawdę nie interesuje, co znajduje się w kremie, jak są nazywane te składniki i czy kosmetyk jest ładnie opakowny. Jak jest dobry, to po prostu go kupuję – przekonuje nasza Czytelniczka Ania.

W kosmetykach są też najróżniejsze kompleksy, np. w kremach dr Ireny Eris znajduje się kompleks Maxilift. - Składniki kosmetyków są dobierane na podstawie wyników długotrwałych badań przeprowadzanych w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris – wyjaśnia Anna Jakubowska z działu public relation firmy. - Najpierw są to badania in vitro na wyizolowanych komórkach skóry, po opracowaniu składu kosmetyku do badań zapraszamy współpracujące z nami probantki. Kiedy już wiadomo, jakie składniki powinny znaleźć się w kremie, kompleksom składników nadawana jest nazwa, która sugeruje działanie lub skład takiego kompleksu. W tym przypadku nie ma miejsca na improwizacje. Terminy, które mogą się wydać często skomplikowane, są określeniem rzeczywistych procesów zachodzących w komórkach – dodaje Anna Jakubowska.

Tymczasem zdaniem Tomasza Łysakowskiego Polacy są przyzwyczajeni do tego, by to, co zachodnie, uważać za lepsze i na tym bazują ludzie pakujący do nazw i opisów angielskie, francuskie czy niemieckie sformułowania. - W zależności od charakteru produktu - angielski konotuje zaawansowanie technologiczne, francuski wykwint i elegancję, niemiecki – solidną jakość – uważa Łysakowski.

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję