Kontrowersje wokół księdza i WOŚP. "Nikogo nie przegoniłem"
- Ja nikogo nie przegoniłem. Mamy taki obyczaj, że jeśli ktoś nie ma pozwolenia, żeby być przy samym kościele, to prosimy, żeby wyszedł ze zbiórką poza jego obręb. Powiedziałem: słuchajcie, zbierajcie przy bramie, proszę bardzo - twierdzi ks. kanonik Jacek Lewicki, proboszcz parafii pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Chełmie.
W niedzielę w Wirtualnej Polsce przedstawiliśmy relację matki 10-letniej dziewczynki będącej wolontariuszką Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kobieta twierdziła, że grupka małoletnich wolontariuszy została przegoniona z terenu kościoła przy pl. dra E. Łuczkowskiego w Chełmie.
- Ludzie wychodzili po mszy świętej i wrzucali pieniądze do puszki. Upominali się nawet o naklejki. Wraz z ostatnimi wiernymi z kościoła wyszedł proboszcz parafii i zaczął wyganiać wolontariuszy – relacjonowała.
Według jej słów, "ksiądz miał krzyczeć do kwestujących dzieci i młodzieży, że 'mają się wynosić, bo nie szanują katolików'". Kobieta zaznaczyła, że "nikt nie spodziewał się takiej reakcji, a dzieci pouciekały". Przed publikacją artykułu jego autorka próbowała skontaktować się z wspomnianym księdzem, ale nie odbierał telefonu.
Wersja proboszcza
W poniedziałek rano porozmawialiśmy z proboszczem. Ks. kanonik zaprzeczył, że doszło do opisywanej sytuacji i przedstawił swoją wersję.
- Ja jestem pierwszy, który chce pomagać. Ja nikogo nie przegoniłem - zadeklarował w rozmowie z Wirtualną Polską ks. kanonik Jacek Lewicki.
- Mamy taki obyczaj, że jeśli ktoś nie ma pozwolenia, żeby być przy samym kościele, to prosimy, żeby wyszedł ze zbiórką poza jego obręb. Po prostu, żeby nie było jarmarku przy samych drzwiach kościoła, bo co kilka niedziel ktoś się pojawia, że chce prowadzić zbiórkę. […] W związku z tym mamy taką zasadę, że: chcecie zbierać - dobrze, my o tym wiemy - ale zbierajcie sobie przed bramą główną kościoła - wyjaśnił proboszcz parafii w Chełmie.
- Przecież nikt nie chce zrobić krzywdy. Jednej pani się wydawało, że ja dzieci obrażałem. Ja tylko powiedziałem: zbierajcie sobie przy bramie, proszę bardzo. Możecie sobie tam zbierać. Mi nawet ludzie mówili: proszę księdza, dobrze byłoby, żeby oni sobie zbierali tam przy bramie, bo tam ludzie chodzą chodnikiem na plac Łuczkowskiego, nie wszyscy przychodzą do kościoła. […] Może nawet więcej osób im da - dodał.
- Jeszcze raz powtarzam, że nie było tak, że przegoniłem kogokolwiek. Ja to mam nagrane na kamerach. Nawet o tym nie pomyślałem, żeby kogoś przeganiać, krzyczeć – podsumował.
Pytany jednak, czy udostępni nam nagrania z monitoringu, odmówił.
Mateusz Dolak, dziennikarz Wirtualnej Polski