Według dziennika, za ten stan rzeczy mieszkańcy Bornego Sulinowa obwiniają Gospodarstwo Rybackie z Czaplinka, które prowadzi gospodarkę rybacką na tym akwenie. "To nie może tak być, żeby organizacja powołana do prowadzenia planowej gospodarki stosowała metody rabunkowe" - mówi Andrzej Majchrzak, mieszkaniec Bornego Sulinowa. "Rybacy z gospodarstwa rażą ryby prądem. Latem można u nich kupić małe wędzone węgorze. To przecież kłusownictwo" - denerwuje się A. Majchrzak.
"To jakaś totalna bzdura" - odpiera zarzuty kierownik Gospodarstwa Rybackiego w Czaplinku Jerzy Gospodarek. "Od kilku lat nie używamy agregatów do połowu ryb. Na jeziorze, podobnie jak na czterdziestu innych, prowadzimy planową gospodarkę. Zarybiamy sielawą i szczupakiem, mamy na to dokumenty. Naszą pracę nadzoruje Agencja Nieruchomości Rolnych" - mówi "Kurierowi Szczecińskiemu". Do mieszkańców te argumenty nie trafiają. Spór trwa, a sielawy coraz mniej - czytamy w dzienniku.(PAP)