Kolejne informacje o kierowcy. Znaleźli go w zaroślach, dziś wyniki badań
Już zapadła decyzja ws. zarzutów dla 33-latka podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Pomorzu. Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty: spowodowania wypadku drogowego, nieudzielenie pomocy medycznej ofiarom oraz kierowanie pod wpływem alkoholu i środków odurzających. Policja ujawniła nowe szczegóły nt. zatrzymania pirata bez prawa jazdy, którego odnaleziono w sąsiednim powiecie kilka godzin po zdarzeniu.
Śledczy zakończyli przesłuchiwanie mężczyzny w piątek po południu. Jak przekazała dziennikarzom prokurator Iwona Wojciechowska-Kazub z wejcherowskiej prokuratury, mężczyzna usłyszał trzy zarzuty: spowodowania wypadku drogowego, nieudzielenie pomocy medycznej ofiarom oraz kierowanie pod wpływem alkoholu i środków odurzających.
- Przyznał się do spowodowania wypadku drogowego oraz nieudzielenia pomocy. W pozostałym zakresie nie przyznał się, zasłaniając się częściowo szokiem i niepamięcią - relacjonowała Wojciechowska-Kazub.
Pytana o to, w jaki sposób mężczyzna po spowodowaniu wypadku i porzuceniu rozbitego samochodu dostał się do kolejnej miejscowości, prokurator powiedziała, że 33-latek "odjechał taksówką".
- Na pewno to człowiek nieodpowiedzialny, bez choćby odrobiny jakiejś empatii, przyzwoitości - oceniła, pytana, czy przesłuchiwany mężczyzna wyraził skruchę.
W wypadku zginął 10-letni chłopiec. Trzech nastolatków, którzy również padli ofiarą wtorkowego dramatu, nadal pozostaje w szpitalu.
14-latek jechał na hulajnodze. Miał 0,6 promila alkoholu
Jak dodała, śledczy przeglądają monitoringi i próbują odtworzyć przebieg zdarzenia. 33-latek po tragedii uciekł z miejsca wypadku, podjechał rozbitym autem pod sklep we wsi i tam go porzucił. Potem ukrywał się przed policją w zaroślach na terenie małej miejscowości w powiecie kościerskim, gdy przyjechał po niego patrol. Podejrzewany mieszkał we wsi nieopodal. Kiedy funkcjonariusze go zatrzymywali był agresywny, wulgarny i wyzywał policjantów.
Funkcjonariusze opublikowali zdjęcia z wypadku oraz odnalezionego rozbitego samochodu.
Śmiertelny wypadek w Łebieńskiej Hucie
Do śmiertelnego wypadku doszło na wiejskiej drodze, poza terenem zabudowanym w Łebieńskiej Hucie. Samochód wjechał w grupę czterech chłopców w wieku od 10 do 16 lat. Najmłodszy z nich, Igor zginął na miejscu, a pozostali zostali przewiezieni do szpitala z poważnymi obrażeniami. Jednemu z rannych chłopców trzeba było amputować nogę. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia.
Po kilku godzinach policja poinformowała, że zatrzymano 33-latka. Mężczyzna odmówił poddania się badaniu alkomatem i narkotestem. Pobrano krew do jego badań. Okazało się również, że uprawnienia do kierowania samochodem stracił w kwietniu po tym, jak kierował autem pod wpływem alkoholu.
Czytaj też:
Koszmarny wypadek, 10-latek nie żyje. Mamy wstrząsające fakty o kierowcy