Jak powstał KOR?

Atmosfera beznadziei w PRL po marcu'68 i grudniu'70 oraz wewnętrzna potrzeba zrobienia czegoś dobrego dla represjonowanych robotników - to w opinii większości współpracowników KOR główna motywacja ich przystąpienia do tego ruchu.

W sobotę, w 30. rocznicę powstania KOR, kilkuset byłych działaczy opozycyjnych spotkało się w dawnej Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego na konferencji poświęconej sytuacji robotników w PRL i działalności Komitetu Obrony Robotników.

Dlaczego ja? - takie pytanie o powody przystąpienia do KOR postawił uczestnikom dyskusji prowadzący ją prof. Andrzej Paczkowski. Sam odpowiedział, że miał wówczas propozycję współpracy z Komitetem, ale ostatecznie się tego nie podjął, bo - jak sam wyznał - bał się.

A dlaczego nie miałbym? - odpowiadał natomiast Mirosław Chojecki, prawie od początku w KOR. Czułam się w tamtym czasie na emigracji wewnętrznej i nagle, nie pamiętam skąd, wiadomość o powstaniu Komitetu, że można pomagać ludziom. Chwyciłam za telefon i weszłam w to - mówiła Anka Kowalska, która niemal od początku redagowała komunikaty KOR.

Przed konferencją na dziedzińcu BUW otwarto wystawę upamiętniającą inicjatywy Komitetu oraz jego najważniejszych członków. Prezentowane są na niej zdjęcia i biogramy członków i współpracowników KOR, a także historyczne dokumenty wydawane przez Komitet. Reprodukcje pochodzą ze zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej i ośrodka "Karta".

Skalę represji robotniczych przypomniał zebranym w BUW dr Paweł Sasanka z IPN. Mówił o odgórnym poleceniu zaostrzania sankcji karnych dla robotników z Radomia i Ursusa - gdy po czerwcu 1976 r. kolegia ds. wykroczeń skazywały ich na kary grzywny, wyższe instancje uchylały te orzeczenia i w ponownych procesach orzekano kary kilkumiesięcznego aresztu.

Dr Sasanka przypomniał, że do głównych, pokazowych procesów rzekomych prowodyrów robotniczych protestów, typowano ludzi z kryminalną przeszłością, by sprawa miała odpowiedni wydźwięk. Osoby te często nie miały nic wspólnego z zajściami poza tym, że przypadkiem znalazły się w ich okolicy.

W opinii historyka, osławione "ścieżki zdrowia", czyli przeganianie zatrzymywanych przed szpalerem milicjantów bijących pałkami, mogły być działaniem planowanym na wyższych szczeblach resortu spraw wewnętrznych. Zastanawia bowiem stosowanie tej metody i w Radomiu, i w Ursusie, i w niektórych warszawskich aresztach. To sami milicjanci mówili o tym "ścieżki zdrowia" - dodał dr Sasanka.

Kolejną częścią konferencji była dyskusja o obiegu informacji między KOR a światem zachodnim. Eugeniusz Smolar, w tamtym czasie pracujący dla BBC w Londynie podkreślał, że komunikaty od KOR były uznawane przez BBC za wiarygodne i niewymagające potwierdzenia w innym źródle, co świadczyło o ich rzetelności. Dodał, że z czasem zaczęły one kształtować świadomość zachodnich dziennikarzy i budować ich opinie o Polsce.

W tamtym czasie Eugeniusz Smolar w Londynie i jego brat w Paryżu byli "skrzynkami kontaktowymi" dla KOR-u z Polski - to do nich dzwoniono z Warszawy ze świeżymi komunikatami i oświadczeniami Komitetu. Ci zaś przesyłali je Radiu Wolna Europa, zachodnim mediom, Janowi Pawłowi II za pośrednictwem ks. Stanisława Dziwisza, rządowi londyńskiemu, międzynarodowemu Pen Clubowi, Amnesty International, Zbigniewowi Brzezińskiemu i intelektualistom.

Renate Marsch, która w latach 70. i 80. pracowała w Warszawie jako korespondentka mediów z RFN uznała natomiast, że z powodu cenzury praca korespondenta w Polsce była ciekawsza niż mogłaby być praca korespondenta w wolnym państwie.

Tutaj mieliśmy wprawdzie "Trybunę Ludu" i rządową telewizję, ale wiadomości musieliśmy tak naprawdę szukać sami i je weryfikować. Renate Marsch uważa, że w Polsce ludzie zawsze bali się najmniej ze wszystkich krajów komunistycznych. W Czechosłowacji, gdy jakiś opozycjonista poszedł do więzienia, a potem wychodził, otaczał go ostracyzm. A w Polsce się tym chwalili, gdy ktoś nie poszedł siedzieć, to się tak jakby trochę wstydził - żartowała Marsch.

Wyrazy prawdziwego uznania złożyła wszystkim, którzy podjęli odważną decyzję współpracy z KOR. My ryzykowaliśmy tylko tym, że odbiorą nam akredytację i każą wyjechać z Polski. Oni ryzykowali znacznie więcej - powiedziała niemiecka dziennikarka.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ultimatum dla Teheranu. Trump: To ja podejmuję decyzję
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Ambasador USA zlekceważył wezwanie. Francja zamyka dostęp do ministrów
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wałęsa ocenia Trumpa. "To bardzo rosyjska gra"
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 23.02.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Katastrofa śmigłowca w Peru. 15 osób nie żyje
Katastrofa śmigłowca w Peru. 15 osób nie żyje
Kim przygotowuje córkę do sukcesji. Mianował ją "dyrektorem ds. rakiet"
Kim przygotowuje córkę do sukcesji. Mianował ją "dyrektorem ds. rakiet"
Akcja aktywistów w Luwrze. Powiesili zdjęcie byłego księcia Andrzeja
Akcja aktywistów w Luwrze. Powiesili zdjęcie byłego księcia Andrzeja