Iran w ogniu. 500 protestujących nie żyje
Ulice irańskich miast zostały ogarnięte przez falę antyrządowych manifestacji. Protesty nie ustają pomimo brutalnych działań irańskich służb porządkowych. Zginęło już ponad 500 osób, a do przejęcia władzy szykuje się syn byłego szacha.
Najważniejsze informacje:
- W Iranie trwają masowe protesty przeciwko władzy najwyższego przywódcy.
- Podczas demonstracji zginęło co najmniej 490 protestujących i 48 funkcjonariuszy policji, a aresztowanych zostało ponad 10 tys. osób.
- Wysocy rangą urzędnicy ubiegają się o wizy dla swoich rodzin, a nadzieję na przejęcie władzy ma syn byłego szacha Iranu Cyrus Reza Pahlawi.
Nad Bliskim Wschodem wisi widmo kolejnej rewolucji. Ajatollah Ali Chamenei, najwyższy przywódca Iranu, zmaga się z olbrzymią falą antyrządowych protestów. Irańczycy są wściekli i domagają się zmiany władzy. W kraju panuje coraz cięższa sytuacja gospodarcza, a autorytarna pętla na wolności obywateli nie wspomaga popularności rządzących.
W przeciągu zaledwie dwóch tygodni manifestacje objęły ponad 185 miast. Protesty nie ustają pomimo brutalnych działań irańskich służb porządkowych. Wcześniej informowaliśmy, że na ulicach Iranu zginęło 116 osób, teraz wiemy, że liczba ta jest bliższa połowie tysiąca.
Według danych przekazanych przez agencję Reuters, podczas demonstracji zginęło co najmniej 490 protestujących i 48 funkcjonariuszy policji. Aresztowanych zostało już ponad 10 tys. osób. Władze zaostrzają swoje podejście do uczestników.
"Wrogowie Boga". Kara śmierci za udział w protestach
Protesty trwają już ponad dwa tygodnie, a rządzący coraz bardziej obawiają się o kontrolę nad krajem. W sobotę 10 stycznia Mohammad Movahedi Azad, prokurator generalny Iranu, ogłosił, że demonstranci będą uważani za "wrogów Boga". Władze przekazały, że za udział w protestach grozi kara śmierci. Rządzący odcięli dostęp do internetu w kraju i próbują zatrzymać protestujących, którzy domagają się rewolucji.
Londyński "Times", opierając się na źródłach w brytyjskim wywiadzie, sugeruje, że najwyższy przywódca polityczny i duchowy Iranu 86-letni Ali Chamenei planuje szybką ucieczkę do Moskwy wraz ze swoją rodziną i olbrzymią fortuną. Inne doniesienia wskazują, że wysocy rangą irańscy urzędnicy od kilku dni ubiegają się o francuskie wizy dla swoich rodzin. Jeśli w Iranie wybuchałaby kolejna rewolucja, religijny przywódca musiałby uciekać z kraju. Niektórzy protestujący domagają się, aby jego następcą został syn byłego szacha Iranu.
Historia zatacza krąg. Kto mógłby przejąć władzę w Iranie?
Cyrus Reza Pahlawi, najstarszy syn ostatniego szacha Iranu Mohammada Reza Pahlawiego, zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z "pilną prośbą" o działanie. Przebywający za granicą opozycjonista chce, aby Trump pomógł w obaleniu irańskiej władzy. Nie byłby to pierwszy raz w historii, kiedy Stany Zjednoczone angażują się w politykę Iranu.
Ojciec Cyrusa doszedł do władzy podczas zamachu stanu wspieranego przez amerykańskie CIA. Obalono wtedy demokratycznie wybranego premiera Mohammada Mosaddegha. Reżim Mohammada Reza Pahlawiego okazał się autorytarny, a w latach 70. doszło do rewolucji, która ostatecznie doprowadziła do przejęcia władzy przez religijnych ajatollahów.
Dziś syn obalonego 50 lat temu szacha naciska na stanowcze działania prezydenta USA. "Ali Chamenei, obawiając się końca swojego zbrodniczego reżimu z rąk ludu i dzięki Pańskiej potężnej obietnicy wsparcia protestujących, zagroził ludziom brutalnymi represjami. Chce wykorzystać tę blokadę, aby zamordować młodych bohaterów" – ostrzegał w swoim wpisie, apelując do prezydenta Trumpa.
W obliczu amerykańskiej interwencji w Wenezueli oraz gróźb Trumpa wobec Kuby, Kolumbii i Grenlandii, Pahlawi ma nadzieję na kolejną operację amerykańskich służb. "Czas ma kluczowe znaczenie. Ludzie ponownie wyjdą na ulice za godzinę. Proszę Pana o pomoc. Proszę być gotowym do interwencji, aby pomóc mieszkańcom Iranu" – pisał. Jeśli w Iranie doszłoby do rewolucji, Pahlawi mógłby znaleźć się na krótkiej liście kandydatów do przejęcia władzy, a historia zatoczyłaby pełny krąg.
Źródło: WP / Reuters