Interesy USA i Izraela właśnie się rozjechały. Dlaczego zginął jeden z umiarkowanych liderów Iranu?
Śmierć irańskiego polityka Alego Laridżaniego może sprawić, że przywództwo w kraju trafi w ręce bardziej radykalnych polityków, a społeczeństwo jeszcze silniej skupi się wokół władzy. To gra Izraela na kontynuowanie wojny - ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską dr Wojciech Szewko, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Iran planuje odwet i nic nie wskazuje, że władza w tym kraju się posypie.
O śmierci Alego Laridżaniego jako pierwsze poinformowały we wtorek izraelskie władze. W nalotach zginęli także Golamreza Solejmani, przywódca paramilitarnej organizacji Basidż, oraz jego zastępca Said Kariszi. W środę na irańskich kontach w mediach społecznościowych pojawiło się oficjalne potwierdzenie śmierci Laridżaniego wraz z sentencją: "Sługa Boga powrócił do Boga".
Co to oznacza dla irańskiej struktury władzy? Laridżaniego nie było widać w schronach. Wręcz przeciwnie - jak zauważa wielu komentatorów - irański polityk pokazywał się publicznie, jakby demonstracyjnie ignorując zagrożenie. W połowie marca w sieci pojawiło się nagranie, na którym spokojnie idzie chodnikiem w jednym z irańskich miast.
Miała to być odpowiedź na słowa amerykańskiego sekretarza wojny Pete Hegsetha, który sugerował, że irańscy przywódcy tchórzliwie zeszli do podziemia. Laridżani zdawał się pokazywać coś odwrotnego.
- To nie jest zaskakujące. W przypadku najwyższych przywódców religijnych męczeństwo bywa wręcz zwieńczeniem drogi. Natomiast Laridżani, choć miał zaplecze duchowne i filozoficzne, pełnił przede wszystkim funkcje świeckie - komentuje w rozmowie z WP dr Wojciech Szewko, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i wykładowca Collegium Civitas.
Ekspert podkreśla, że samo zabójstwo tego polityka nie zachwieje systemem władzy w Iranie.
- Ten system jest silny. Można zabić jedną osobę, ale zaraz pojawi się kolejna. Niewykluczone, że jego miejsce zajmie ktoś bardziej radykalny, jak Mohammad Bagher Ghalibaf, obecny przewodniczący parlamentu i były kandydat na prezydenta. To polityk o znacznie twardszych poglądach, więc zasadniczo niewiele się tu zmieni - ocenia analityk.
W ocenie dra Szewki szczególnie istotny jest jednak wątek ofiary. - To kolejny przypadek eliminowania polityka postrzeganego jako bardziej ugodowy i pragmatyczny. Tacy ludzie są naturalnymi partnerami do rozmów, choćby z Amerykanami. Ich usunięcie nie musi być przypadkowe.
Zaatakowali Iran, ale teraz cele są już rozbieżne
Nasz rozmówca stawia tezę, że po trzech tygodniach wojny widać, jak cele administracji USA i Izraela wyraźnie się rozmijają.
- Sądzę, że Amerykanie nie są zainteresowani eliminowaniem kolejnych tego typu polityków, bo muszą mieć z kim rozmawiać i ktoś musi być w stanie podpisać ewentualne porozumienie z administracją prezydenta Trumpa. Może się przecież okazać, że po drugiej stronie pojawią się ludzie, którzy nie będą chcieli niczego podpisywać. Trump chce jak najszybciej zakończyć konflikt i wyjść z tej sytuacji, bo rośnie presja wewnętrzna w kraju, choćby związana z kosztami i cenami paliw w Stanach Zjednoczonych - dodaje.
- W wyniku zmiany władzy mogłoby się okazać, że Iran stałby się państwem szerzej akceptowanym na arenie międzynarodowej, a jednocześnie nadal domagałby się rozliczeń za zbrodnie wojenne. Celem Izraela wyraźnie jest doprowadzenie kraju do roli państwa upadłego, zniszczonego jako struktura zdolna do samodzielnego funkcjonowania i odbudowy gospodarki, pogrążonego w anarchii - właśnie taki scenariusz leży w interesie Izraela - ocenia dr Szewko.
Zdaniem eksperta pojawienie się bardziej radykalnych następców może wydłużyć konflikt.
- Jeśli władzę przejmą twardogłowi politycy, mniej skłonni do kompromisu, wojna będzie mogła trwać dalej. A to wpisuje się w logikę działań Izraela - ocenia.
Wojna w Iranie. Reżim nie upadnie
Pytany o wpływ zabójstwa na wewnętrzną sytuację Iranu, ekspert podkreśla, że nie należy spodziewać się szybkiej destabilizacji. - To system, który raczej się konsoliduje w obliczu zagrożenia. Scenariusz rewolucji jest mało realny, chyba że doszłoby do całkowitego rozpadu struktur państwowych - podsumowuje dr Szewko.
Według portalu Iran International Laridżani jeszcze jesienią 2025 r. był postrzegany na Zachodzie i w Izraelu jako jeden z kandydatów na przejściowego lidera, gdy reżim upadnie. Kilka miesięcy później stał się celem ataku m.in. przez bardziej konfrontacyjne stanowisko wobec USA i Izraela oraz rolę w działaniach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
"Laridżani należał do wąskiego grona zdolnego spajać rozproszone struktury władzy. Jego śmierć może pogłębić chaos decyzyjny i osłabić koordynację, choć sam system pozostaje odporny" - czytamy w komentarzu Shahrama Kholdi'ego.
Mimo poniesionych strat, Iran wciąż dysponuje rozproszoną infrastrukturą militarną: podziemnymi bazami rakietowymi, flotą szybkich jednostek morskich oraz siecią milicji działających regionalnie. To tak zwana mozaikowa obrona, gdzie każdy region prowadzi osobną wojnę obronną z Izraelem i USA.
"Mozaika" to rozproszony system bezpieczeństwa, w którym różne jednostki: wojska regularne, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i milicje regionalne działają równolegle i częściowo niezależnie. Każda z tych struktur odpowiada za określony obszar lub typ zagrożenia, co utrudnia przeciwnikowi jednoznaczne uderzenie w centralne dowództwo. Dzięki takiemu "mozaikowemu" układowi państwo pozostaje odporne na ataki, nawet jeśli poszczególni dowódcy zostaną eliminowani.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski