Ich koledzy nie przeżyli. Oni musieli jeszcze raz zobaczyć te nagrania

- Niech mi pan wytłumaczy: wsiadacie do samochodu w 10 osób, łącznie z kierującym, trzy do bagażnika. Wszyscy pod wpływem alkoholu - za wyjątkiem pana. I to nie było ryzykowne? - dziwił się sędzia Marek Woliński. Podczas rozprawy w sądzie w Lublinie każdy z uczestników tragicznie zakończonej przejażdżki musiał odpowiadać na trudne pytania. W wypadku zginęło dwóch nastolatków.

Uczestnicy imprezy Uczestnicy wypadku 29 marca 2025 roku w Chełmie. Zanim sąd włączył nagrania, kazał chłopcom wstać
Źródło zdjęć: © WP | Paweł Buczkowski
Paweł Buczkowski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

- Na tej rozprawie powinna się pojawić w charakterze publiczności młodzież ze starszych klas szkół średnich. To byłaby dla nich dobra lekcja - usłyszałem w kuluarach sądu od jednego z uczestników sprawy.

Była przerwa po przesłuchaniu pierwszych świadków, młodych chłopaków w wieku 17-20 lat. Na ławie oskarżonych siedział tylko ich kolega, a żaden z zeznających nie usłyszał zarzutów. Ale w czwartek każdy z nich musiał poczuć, że za to, co wydarzyło się 29 marca 2025 roku, również po części odpowiada.

Trudno uwierzyć, że się zmieścili, ale w samochodzie tej nocy byli aż w dziesięciu. W czwartek w sali rozpraw Sądu Okręgowego w Lublinie nie było dwóch z ich kolegów, z którymi wówczas bawili się na 17. urodzinach Bartka. Mateusz i Filip zginęli na ich oczach, po wypadnięciu z bagażnika samochodu kierowanego przez 20-letniego dziś Szymona C. Oskarżony przez blisko sześć godzin w ciszy przysłuchiwał się temu, co mówili jego koledzy.

Szymon C. podczas czwartkowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Lubl
Szymon C. podczas czwartkowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Lublinie © WP | Paweł Buczkowski

Urodziny jak to urodziny. Rodzice Bartka wyszli z domu, tata na odchodne jeszcze powiedział, że jak skończy się piwo, to mogą sobie wziąć to, co było w domu. Niektórzy koledzy przynieśli też wódkę. Żadnych narkotyków i dopalaczy nie było.

- W okolicach godziny 2 powiedziałem chłopakom, czy nie możemy wyjść na dwór, czy na garaż do Eryka, bo nie chcę mieć problemów w domu z sąsiadami i policji, żeby nie wzywali - relacjonował potem solenizant Bartek.

Tragiczny wypadek w Chełmie. Nagranie z samochodu

Igor nie chce kierować. Przesiada się na fotel pasażera

Na imprezie pili prawie wszyscy. Igor nie. Po opuszczeniu mieszkania Bartka grupa się podzieliła. Część wałęsała się pieszo. Trzeźwy Igor odwiózł do domu jednego z kolegów samochodem Szymona C., a właściwie jego mamy. Z częścią chłopaków pompował koło w Toyocie, bo ktoś usłyszał głośne syczenie. Kiedy po jakimś czasie cała dziesiątka znowu się spotkała, padła propozycja, żeby razem gdzieś pojechać. Wtedy Igor stwierdził, że przy takiej liczbie pasażerów on już kierował nie będzie.

- Pier...lę, nie jadę - miał stanowczo oświadczyć Igor. W sądzie sam przyznał, że chodziło o to, żeby nie stracić prawa jazdy za przewożenie tak dużej liczby osób.

I tylko dlatego Igor dziś nie siedzi na ławie oskarżonych, a jest świadkiem i osobą poszkodowaną. Ale zarówno Igor, jak i pozostała ósemka chłopaków nie miała żadnych wątpliwości, żeby tego wieczoru wsiąść do auta z pijanym Szymonem za kierownicą. Igor usiadł nawet z przodu, obok Szymona. Zajął prawe siedzenie pasażera razem z Erykiem.

- Dlaczego pan zostawił kluczyki w stacyjce i pozwolił osobie pod wpływem alkoholu kierować pojazdem ze zbyt dużą liczbą osób? - pytał Igora sędzia Marek Woliński.

- Ponieważ był to jego samochód. Nie miałem prawa do odmowy - odpowiedział.

- A z czego pan to wnioskuje? - dociekał sędzia, sugerując, że obywatelska postawa w takiej sytuacji polega na zabraniu kluczyków osobie pijanej. - Pan zostawił kluczyki w samochodzie i pozwolił, będąc jedyną trzeźwą osobą, żeby osoba pod wpływem alkoholu prowadziła pojazd. Co więcej, pan do tego samochodu wsiadł jako pasażer i panu ten fakt w ogóle nie przeszkadzał. Ma pan szansę wytłumaczyć się - zachęcał.

- Nie pamiętam, co miałem wtedy w głowie - odparł Igor.

Sędzia Marek Woliński podczas przesłuchania Igora
Sędzia Marek Woliński podczas przesłuchania Igora © WP | Paweł Buczkowski

To samo pytanie zadała mama Filipa, który jechał w bagażniku i nie przeżył. W sądzie jest oskarżycielem posiłkowym.

- Dlaczego pozwoliłeś na to, żeby osoba nietrzeźwa kierowała tym samochodem? Czy ty się nie czułeś zagrożony? Dlaczego nie zatrzymałeś tego samochodu? To jest jedno pytanie, które cały czas mi ciąży. Może jakbyś zatrzymał ten samochód, to wszyscy by przeżyli - mówiła, płacząc mama Filipa.

Igor twierdził, że w trakcie przejazdu Szymon w pewnym momencie zaczął jechać szybciej i ryzykowniej. Wtedy miały się pojawić głosy, aby się zatrzymał.

- Niech mi pan wytłumaczy: wsiadacie do samochodu w 10 osób, łącznie z kierującym, trzy do bagażnika. Wszyscy pod wpływem alkoholu - za wyjątkiem pana. I to nie było ryzykowne? - dziwił się sędzia Marek Woliński.

- Czy po tym zdarzeniu ma pan jakieś wyrzuty sumienia, że pan pozwolił panu C. prowadzić ten samochód? - pytał sędzia Marek Woliński.

- Nie - odparł Igor.

Po pewnym czasie chłopak się zreflektował.

- Chciałbym panią przeprosić. Nie chodziło mi o to, że nie żałuję tego, że nie zrobiłem niczego w stronę tego, żeby uratować chłopaków, tylko że nie czułem się winny ich śmierci - powiedział po kilkudziesięciu minutach.

Sędzia: Dlaczego nie oddał pan iPhone'a?

Hubert musiał się tłumaczyć z czegoś innego.

- Czy ma pan ze sobą telefon? - spytał sędzia. - Jaki to jest telefon?

- iPhone - odpowiedział Hubert.

- Ma pan iPhone'a. A jaki telefon pan policjantom pokazał?

- Xiaomi.

- Dlaczego kiedy policja do pana przyjechała do domu nie wydał telefonu, który pan posiadał wówczas w samochodzie? - pytał sędzia.

- Był mi potrzebny do pracy - wyjaśnił Hubert. - Piszę strony internetowe.

- Proszę pana, policjanci przyjechali po przedmiot, który stanowi dowód rzeczowy w sprawie. Dobrze pan wiedział, że policjanci zabierają telefony kolegom z samochodu. Czego się pan obawiał? - dociekał sędzia.

Każdy kolejny chłopak również nie mógł liczyć na taryfę ulgową. To, co wydarzyło się tego dnia w sali sądowej, mogło przypominać rozmowę dyscyplinującą. I można się tylko domyślać, że taki właśnie był cel sędziego, który wytykał każdą nielogiczność w zeznaniach i każde niewłaściwe zachowanie, nawet takie, które nie miało bezpośredniego związku z tragedią.

- Dlaczego nagle wszyscy tracicie pamięć? Nie pamiętacie, czy pan C. spożywał alkohol. Byliście w tym samym mieszkaniu razem z nim. Pan jest kolejną osobą, która nie wie, czy pan C. spożywał alkohol. Skąd taka amnezja nagle? Nie wydajecie telefonów, nie pamiętacie, nie macie wyrzutów sumienia - wyliczał sędzia Woliński.

- Mam - odparł cicho Hubert.

- Strasznie żałuję tego, co się stało i tego, że wypiłem dużo. Jakbym nie był pijany, raczej bym do tego nie dopuścił - przekonywał później Eryk.

Sędzia: zobaczycie film przy wszystkich

W pewnym momencie sędzia spytał Huberta o akcję pod Biedronką. Chodziło o sytuację, kiedy część grupy nagrywała jakiegoś mężczyznę, który chwilę wcześniej ich zaczepił.

- Pan się nie śmieje, bo pan jest na tych filmach, pan dobrze wie, co pan robił - sędzia Woliński zwrócił się do jednego z chłopaków. - Na pewno jesteście z tego dumni. Kupą mości panowie, w grupie jesteśmy mocni wszyscy. To jest mental waszego pokolenia. Może ten człowiek był pijany, może był chory psychicznie? Ale trzeba było po Chełmie za nim chodzić, nagrywać i przedrzeźniać, prawda? Kolejny wasz wielki występ tego dnia. Też mam odtworzyć ten film, żeby wszyscy zobaczyli jak się zachowujecie? Żeby popatrzyli przyjaciele, koledzy czy rodzice wasi? - pytał sędzia.

Od samego początku sędzia zapowiadał też, że na koniec posiedzenia chłopcy będą musieli zobaczyć nagrania, które policja wyjęła z ich telefonów. Niektóre zresztą zaczęły krążyć wśród młodzieży z Chełma zaraz po wypadku. WP już w ub. roku dotarła do jednego z nich.

- Ten film zobaczycie tutaj przy wszystkich i zobaczycie, jak się zachowywaliście. Dobrze wiecie, jak się zachowywaliście - mówił sędzia Woliński.

Na nagraniach pada mnóstwo wulgaryzmów. Niektóre słowa na długo zapadają w pamięć. I doskonale pokazują, jaka atmosfera panowała w aucie.

- Daj kur... miodu! - tak krzyczał Hubert, co sam przyznał przed sądem.

Sędzia Woliński kilka razy próbował dowiedzieć się, co mogły oznaczać te słowa.

- Czy to znaczyło, żeby szybciej pan C. jechał? - pytał sędzia.

- Byłem pijany, więc nie wiem, co wtedy miałem na myśli - zasłaniał się Hubert.

- Chyba to jest dość jasne na tej sali - dociekał pełnomocnik oskarżonego. - Pan ma problem ze zrozumieniem własnych słów sprzed roku?

- Tak jak mówię, byłem wtedy pijany - bronił się Hubert.

- A na trzeźwo, to co pana zdaniem to znaczy? - pytał adwokat.

- Prawdopodobnie, żeby jechać szybciej - przyznał w końcu Hubert.

Kolejne okrzyki tylko dowodzą, że chłopcy doskonale się bawili i mimo że w sądzie tego nie pamiętali lub nie chcieli pamiętać. Raczej zachęcali Szymona, żeby jechał szybciej.

- Naj...any Szymon C. prowadzi samochód!

- Ej, mamy pakę, k....!

- Ogień!

 I znowu: - Daj ku... miodu!

- Czy ktokolwiek podjął próbę zaniechania dalszej jazdy, żeby jednak zrezygnować z tej wyprawy? - pytała prokurator Diana Wirtel-Mroczek.

- Nie pamiętam. Ja na pewno nie - odparł Eryk.

Michał stwierdził, że kierujący Szymon mógł być najbardziej pijany ze wszystkich. Mimo to przyznał, że nie przyszła mu do głowy refleksja, że najbardziej pijana osoba nie powinna prowadzić.

Chłopcy zgodnie relacjonowali, że na początku nie mieli większego problemu z tym, że prowadzi Szymon. Dopiero po jakimś czasie ktoś miał powiedzieć, żeby jednak się zatrzymać.

- Zginiemy - miał powiedzieć Gabriel, kiedy leżąc już na kolanach kolegów na tylnym siedzeniu uświadomił sobie, że kieruje właśnie Szymon, a nie Igor.

Wstrząsające relacje zaraz po wypadku

A potem samochód zderzył się z latarnią i dachował.

- Jak otworzyłem oczy, to nic nie było w samochodzie widać. Wisieliśmy do góry nogami. Wtedy ja i Eryk odpięliśmy się z pasów i upadliśmy na dół. Słyszałem, że Hubert krzyczy, żeby się wydostać. Wtedy ktoś jeszcze się odpiął i przygniótł mnie swoim ciałem. Hubert i Michał wyważali drzwi tylne prawe i się wydostaliśmy. Wszyscy oni pomogli nam wysiąść. Wtedy sprawdzałem co u reszty. Zebraliśmy się przy bramie posesji, która została zniszczona. Hubert i ja dzwoniliśmy po służby. Ja zacząłem szukać okularów, bo mam dużą wadę i nic nie widziałem. Jak poszedłem szukać okularów, to spotkałem Filipa wbitego głową w beton ogrodzenia. Sprawdziłem, że Filip nie oddycha, miał całą głowę rozwaloną. Zaczął do mnie krzyczeć Eryk, żebym mu pomógł, bo on resuscytuje Mateusza. On leżał na kolejnym podjeździe, dużo dalej, z przodu pojazdu. Jak ja podszedłem, to Mateusz już nie oddychał - zeznawał Igor.

- Wyglądało to potwornie. Ich chyba siła uderzenia wyrzuciła z tego bagażnika. Pamiętam, że wszędzie było bardzo dużo krwi - opowiadał Hubert.

- Nie pamiętam drogi. Pamiętam, że otwieram oczy i wszędzie jest dym. Każdy krzyczy, nikt nie wie, co się stało. Jak się wydostaliśmy z samochodu, to był straszny szok, że w sumie nikt nie wiedział, co ma robić. Hubert chyba zadzwonił pod 112. Widziałem też Eryka, który reanimował Mateusza. Bartek leżał na tym podjeździe domu i mówił, że strasznie boli go noga - mówił Gabriel.

W bagażniku byli Bartek, Filip i Mateusz. Żaden z zeznających w czwartek chłopców nie wiedział, czyim pomysłem było to, żeby wsiedli właśnie tam. Ale miało to być dobrowolne.

- Nie było miejsca nigdzie indziej w aucie - powiedział krótko Bartek, który jako jedyny przeżył.

- Nie przyszła panu taka refleksja, że skoro nie ma miejsca, to bagażnik nie jest najlepszym miejscem do podróżowania? - pytał sędzia Woliński.

- Nie przyszła - mówił Bartek.

- Pamiętam, że piliśmy wódkę w bagażniku, smakową. Pół litra chyba. Wziąłem z domu, bo to był prezent. Potem pamiętam tylko ślizg. Odzyskałem przytomność na kolanach już po wypadku. Eryk przyszedł, jak ja wtedy leżałem, to poprosił mnie, żebym przytrzymał głowę Mateuszowi, bo z tyłu na potylicy miał rozcięte. Ja trzymałem, Eryk udzielał pomocy Mateuszowi. Po czasie, jak nie dawał znaków życia Mateusz, uznaliśmy, że nie żyje - relacjonował Bartek.

Siedmiu zielonych, dwóch czarnych

Po chwili przyjechały karetki pogotowia. Ale na miejscu było tylko 9 osób.

- Podczas opatrywania przez załogę karetki od jednego z ratowników usłyszałem, że poszkodowanych jest siedmiu zielonych, a dwóch czarnych. Z tego wywnioskowałem, że brakuje jednej osoby - opowiadał jeden z chłopaków.

Zieloni to w nomenklaturze ratowników medycznych pacjenci z lekkimi obrażeniami. Czarni to pacjenci, u których już stwierdzono zgon lub ich stan jest beznadziejny, nierokujący przeżycia.

- Byłem w szoku, byłem pijany, prawdopodobnie to ja krzyknąłem do Szymona, żeby spie... - przyznał Eryk.

Potem Eryk zaczął prowadzić resuscytację Mateusza. Prosił też kolegów, żeby sprawdzili co z Filipem. Po pewnym czasie odebrał telefon od Szymona, którego nie było już na miejscu zdarzenia.

- Zadzwonił i pytał, jak wygląda sytuacja. Powiedziałem, że jest ciężko. Na to Szymon powiedział, że on przyjdzie. Powiedział: "stary, wiem, że odje..., muszę ponieść konsekwencje". Czyli wychodzi na to, że on stamtąd uciekł, ale potem postanowił wrócić - zeznawał Eryk.

Po Szymona poszedł ratownik medyczny i przyprowadził go na miejsce wypadku.

"Elegancka dyrekcja" bawiła się nie pierwszy raz

Z odczytanej z telefonów korespondencji między chłopakami wynika, że lubili w podobny sposób jeździć po Chełmie i okolicach.

- Są wiadomości na waszym forum, że to nie pierwsza taka akcja. Cały czas się tak bawiliście dobrze - mówił sędzia Woliński.

Zacytował jeden z wpisów z czata "Elegancka dyrekcja", na którym porozumiewali się koledzy.

- "Chłopaki, to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego robiliśmy. Prawda jest taka, że to nasza wspólna wina. Nikt też nie zaprotestował" - czytał sędzia Woliński.

Kolejny cytat z któregoś z chłopaków: "Wiedziałem, że ktoś tak kiedyś skończy z nas, ale nie wiedziałem, że tak szybko".

Chłopcy musieli się też tłumaczyć z innych wypowiedzi, które padły już po wypadku.

Piotr, znajomy Gabriela miał do niego napisać tak: "Pamiętaj, przypał na kierowcę wp...aj. Mów, że on nalegał, żeby jechać i namawiał cię". To jest cytat z rozmów jednego z was. To jaką wersję wydarzeń panowie dzisiaj przedstawiają? - pytał sędzia Woliński.

- On nie znał żadnych szczegółów, wiedział, że jadę na przesłuchanie, ale ja się go nie posłuchałem, tylko powiedziałem na zeznaniach, tak jak było - tłumaczył się Gabriel.

"Git i nie gadajcie, rzeczy typu nasza wina. Nawet na grupie, bo ktoś to potem przeczyta i odbierze, jakbyśmy mu kazali czy coś" - cytowała słowa kolejnego chłopaka prokurator Diana Wirtel-Mroczek.

On sam tłumaczył, że to nie było sugerowanie, żeby coś zataić, tylko żeby nie pisać głupot.

Sędzia Woliński pytał również o rozbieżność między zeznaniami Michała w sądzie oraz podczas przesłuchania na policji.

- Czy to wynika z tego, że pański stosunek do policji jest negatywny? - pytał sędzia. - Nie jest negatywny? Mam to przeczytać? Czy pan wie, co pan napisał wtedy, jak pan z koleżanką pisał, jak pan czekał na przesłuchanie, jak pan nazwał policjantów? Są na sali policjanci, więc nie wiem, czy wypada - wahał się sędzia.

- Wysoki sądzie, może warto z przyczyn wychowawczych jednak oczytać - zwróciła uwagę prokurator Wirtel-Mroczek.

- No to karta 967. "J...ne k...wy, jak ja ich nienawidzę" - to jest dokładny cytat tej rozmowy. - To jest to, jakim się językiem posługujecie. Tutaj: pełna kultura. A wyjdziecie z sali, pod sądem, już sobie będziecie mówić w tym języku. Każdy z was ma takie kwiatki w swoich wiadomościach - strofował chłopców sędzia Woliński.

Rok temu Szymon C. był uczniem klasy maturalnej II LO w Chełmie. Dziś za spowodowanie katastrofy lądowej, której skutkiem była śmierć dwóch osób i jazdę po pijanemu (około 2,4 promila), grozi mu do 15 lat więzienia.

Z zeznań wynika, że Szymon dorabiał sobie, rozwożąc jedzenie w jednej z aplikacji. Ale nie bardzo dbał o samochód, który należał do jego mamy. Toyota Avensis była niesprawna technicznie, miała uszkodzoną oponę, co zresztą mogło stać się bezpośrednią przyczyną wypadku.

Biegły badający wypadek stwierdził, że do utraty panowania nad autem doszło z powodu nagłej utraty ciśnienia w oponie. Tej samej nocy chłopcy dopompowywali ją nawet na stacji paliw, bo słyszeli, że syczy. Jak zeznał w czwartek jeden z nich, w aucie miały być także problemy z hamulcem ręcznym. Podczas przesłuchań obrońcy oskarżonego kilka razy dopytywali, czy w trakcie jazdy ktoś próbował go zaciągać.

- Widziałem, jak do szpitala przyjechała matka Szymona. Słyszałem, jak Szymon mówił do niej, że wolałby, żeby to on na miejscu zginął, a nie ktoś inny - relacjonował w sądzie jeden z chłopaków.

Na koniec kilkugodzinnych zeznań wszyscy obejrzeli nagrania ze swoich telefonów zrobione podczas szaleńczego rajdu. Zanim sąd włączył nagrania, kazał chłopcom wstać.

Kolejna rozprawa w procesie Szymona C. jest zaplanowana na 11 marca.

Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski

Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl

Wybrane dla Ciebie
E-3 Sentry stracony. Potężny cios w USA
E-3 Sentry stracony. Potężny cios w USA
Auto wjechało w ludzi na Wyspach. Świadek: absolutna masakra
Auto wjechało w ludzi na Wyspach. Świadek: absolutna masakra
"Plan pełen luk". Ujawniają, co poszło nie tak ws. Iranu
"Plan pełen luk". Ujawniają, co poszło nie tak ws. Iranu
Pałac odpowiada ws. wezwania generałów. "Szef MON nie zgłaszał zastrzeżeń"
Pałac odpowiada ws. wezwania generałów. "Szef MON nie zgłaszał zastrzeżeń"
Działo się w nocy. Miliony ludzi na ulicach USA, protesty przeciw Trumpowi
Działo się w nocy. Miliony ludzi na ulicach USA, protesty przeciw Trumpowi
Huti włączają się do wojny. Rakiety poleciały na Izrael
Huti włączają się do wojny. Rakiety poleciały na Izrael
Decyzja blisko? Pentagon szkicuje plany operacji lądowych w Iranie
Decyzja blisko? Pentagon szkicuje plany operacji lądowych w Iranie
Humbak uwolniony z mielizny. Bezpieczny będzie dopiero na Atlantyku
Humbak uwolniony z mielizny. Bezpieczny będzie dopiero na Atlantyku
W końcu u celu. Zaginione katamarany dotarły do Hawany
W końcu u celu. Zaginione katamarany dotarły do Hawany
Ultimatum dla USA. Iran wskazał kolejne cele
Ultimatum dla USA. Iran wskazał kolejne cele
Są różne wersje wypadku. Pięciu rannych, kilka godzin utrudnień
Są różne wersje wypadku. Pięciu rannych, kilka godzin utrudnień
Węgierski sąd przeciw Orbanowi. W tle nagranie z kampanii
Węgierski sąd przeciw Orbanowi. W tle nagranie z kampanii