Hołownia o Cienkowskiej. Skomentował doniesienia z Polski 2050
- Ja, w przeciwieństwie do niektórych, nie mam w zwyczaju komentowania prywatnej korespondencji - stwierdził w piątek w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie Szymon Hołownia. - Uważam, że w rozmowach prywatnych każdy ma prawo do zachowania trochę większej swobody niż w wystąpieniach publicznych - dodał wicemarszałek Sejmu, nawiązując do słów Marty Cienkowskiej, które miały paść na prywatnym czacie polityków Polski 2050.
Zgodnie z medialnymi doniesieniami grupa polityków Polski 2050 jeszcze przed wyborami na przewodniczącego ugrupowania dyskutowała o przewrocie w partii i przesunięciu wyborów.
Grupa "2026" miała powstać na jednym z internetowych komunikatorów, zaproszono do niej kilkunastu najbardziej zaufanych i lojalnych wobec Szymona Hołowni posłów i ministrów Polski 2050, uczestniczył w niej też sam lider ugrupowania. W grupie tej nie było nikogo ze startujących kandydatów.
Z korespondencji z zamkniętego czatu wynika, że ze strony ministry kultury Marty Cienkowskiej padły m.in. pytania: "Nie da się przesunąć tych wyborów na świętego nigdy? Albo wywalić tych wszystkich cudownych walczących ze sobą kandydatów na zbity pisk?". Na czacie miał być również omawiany dokładny "plan działania" ws. wyborów.
Hołownia o Cienkowskiej: Współczuję, że padła ofiarą tak podłego gestu
Szymon Hołownia, pytany o te doniesienia w piątek w Sejmie przekazał, że "on, w przeciwieństwie do niektórych, nie ma w zwyczaju komentowania prywatnej korespondencji, a jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to znaczy, że reprezentuje standardy inne od tych, które on stara się w swoim życiu stosować".
Na pytania o to, czy odpowiadają mu "standardy ministry kultury i jej język", stwierdził: - Uważam, że w rozmowach prywatnych każdy ma prawo do zachowania trochę większej swobody niż w wystąpieniach publicznych. Marta Cienkowska jest bardzo dobrym ministrem kultury, walczy o bardzo ważne rzeczy. Wspieram ją z całego serca i współczuję jej, że padła ofiarą tak podłego gestu ze strony w swoich partyjnych, politycznych kolegów. To nigdy nie powinno mieć miejsca - podsumował.
- W rozmowach prywatnych - jak mówię - możemy czasami stosować zupełnie inny język. Gdyby pani Cienkowska w ten sposób wyrażała się na forum publicznym, to mielibyśmy kłopot - kontynuował Hołownia.
Dodał, że uważa, iż "znaczna część dzisiejszych krytyków po prostu cechuje się dość dużą hipokryzją". - Sami w prywatnych wiadomościach zakładam, że również w dość swobodny sposób mogą się czasami wyrażać - mówił.
"To pokazuje, do czego doprowadziła nas kampania wyborcza"
- Problemem nie jest tu to, co napisała pani minister Cienkowska, tylko to, że ktoś z naszego ugrupowania uznał za stosowne walczyć w sposób obrzydliwy dla mnie -ujawnianiem prywatnej korespondencji po to, żeby komuś drugiemu przyłożyć - powiedział wicemarszałek Sejmu.
Podkreślił, że "to pokazuje, do czego doprowadziła nas kampania wyborcza, do czego doprowadziło to, że zdecydował się ustąpić z szefa ruchu". - Bo ta kampania wyborcza podzieliła tę partię, obudziła demony, doprowadziła do tego, że ludzie się nienawidzą, że mają miejsce sytuacje, które nigdy nie powinny mieć miejsca w partii politycznej - wzajemne okładanie się donosami, screenami - przekazał.
Tymczasem PAP podaje, powołując się na źródło zbliżone do frakcji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, że Szymon Hołownia zaprosił na spotkanie obie kandydatki, które dostały się do drugiej tury wyborów na nowego szefa partii - Pełczyńską-Nałęcz i Paulinę Hennig-Kloskę. Jednym z tematów ma być współprzewodniczenie w partii.
Rozmówca PAP podaje, że obie kandydatki były "wstępnie dogadane" już kilka miesięcy temu - jeszcze przed wyborami - by omówić temat współprzewodniczenia w partii. Natomiast rozmowy zostały wstrzymane przez obecnego lidera ugrupowania.
- Hołownia, który miał wtedy dużo silniejszą pozycję niż ma dzisiaj, wyszedł i powiedział, że czuje, że ktoś mu próbuje ukraść partię. Rozumiem, że musiało się wiele zdarzyć, żeby wrócić do tego samego momentu - oceniło źródło.
Źródło: WP Wiadomości, PAP