Groził Gawkowskiemu. Wicepremier: zagrożenie realne
Wicepremier Krzysztof Gawkowski skomentował sprawę mężczyzny, który mu groził, a w swoim aucie miał broń i koktajle Mołotowa. - Poinformowano mnie o tym, że zagrożenie jest realne, no bo okazało się, że ma przy sobie coś, co mogło spowodować rzeczywisty uszczerbek na zdrowiu, życiu - mówił. Stwierdził, że to "eskalacja".
W styczniu na portalu X pod jednym z wpisów wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego pojawił się wpis o treści: "Osobiście spalę cię żywcem. Pozdrawiam gorąco".
W związku ze sprawą 19 stycznia funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali we Wrocławiu 50-letniego Krzysztofa K. W aucie mężczyzny funkcjonariusze znaleźli osiem koktajli Mołotowa oraz pistolet Beretta z amunicją. Mężczyzna został aresztowany.
- O samych groźbach zostałem poinformowany w weekend. I to trudny zawsze jest czas, bo pojawia się informacja, że jest realne zagrożenie. Nic więcej nie wiedziałem, tylko, że jest realne zagrożenie - mówił w rozmowie z TVN24 wicepremier Gawkowski.
Jak opisują, w pierwszej kolejności został poinformowany przez służby o takiej sytuacji i dopiero w kolejnych dniach poznawał szczegóły. Zapewnił, że służby "znakomicie się zachowały".
Dodał, że najtrudniejszą rzeczą było przekazanie wiadomości w domu. - Ja mam bardzo wyrozumiałą i gotową do poświęceń żonę, która przez wiele lat masę rzeczy akceptowała i też rozumie, Więc mamy świetną relację, która pozwala o tym rozmawiać, ale to na pewno nie jest łatwe, bo nagle okazuje się, że musisz zarządzić problemem, który jest wokół ciebie, ale też dotyka mentalnie rodzinę, czyli dzieci i żony, i bliskich, bo siostra, szwagier, szwagierka, teściowie - mówił.
"Zagrożenie jest realne"
- Poinformowano mnie o tych koktajlach, poinformowano mnie o tym, że zagrożenie jest realne, no bo okazało się, że ma przy sobie coś, co mogło spowodować rzeczywisty uszczerbek na zdrowiu, życiu. Pisał, że chce spalić i miał koktajl Mołotowa. W Polsce nikt nie ma koktajl Mołotowa - mówił.
- Sytuacja wyglądała tak, że mamy do czynienia z kimś, kto w niestandardowy sposób groził, niestandardowy sposób miał rzeczy i pistolety nielegalne. No i jakiś plan w głowie pewnie był, co było? Nie wiem - powiedział.
Stwierdził, że to "eskalacja". - Jeszcze później, z tego co donosiły media, mówił na przesłuchaniach, że on nie wiedział, że w Polsce jest broń nielegalna - mówił.
Podkreślił, że to kolejny raz, gdy są kierowane wobec niego groźby. - Miałem taką sytuację w święta wielkanocne 2024, że ktoś oblał mojego taty grób farbą. Po prostu przyszedł w święta wielkanocne i wylał farbę na grób. I też była policja, też były służby, więc ja nie jestem pierwszy raz w takiej sytuacji - mówił.
Dodał, że w związku z wcześniejszymi groźbami zgodził się na "pewne elementy ochrony" w domu.
- Ja chciałbym, żeby ta sprawa była do końca wyjaśniona i zaapelować o jedną rzecz: polityka ma swoje granice. Czy jesteś z Platformy PiS-u, Lewicy, Hołowni, Konfederacji, wszystkim należy się szacunek. Nie można podchodzić do takich spraw je lekceważąc. Polityka to jest gra sporów, walka idei. To jest budowanie swojej narracji, żeby zmienić Polskę. Ale jak przekroczymy granicę, że będziemy przymykali oczy i mówili, że ideologia idzie w parze z tym, że zamach na kogoś zaplanujesz albo krzywdę komuś zrobisz, to się zawsze źle skończy - mówił.
Źródło: TVN24