Fekalia na lotniskowcu. Dlaczego takie awarie zdarzają się flotom świata?
Problemy z kanalizacją na USS "Gerald R. Ford" zna już cały świat i jedna jego połowa się śmieje z załogi, a druga jej współczuje. Tego typu awarie na okrętach nie są niczym dziwnym. Amerykanie jednak przejdą do historii dzięki skali problemu.
W ostatnich tygodniach pojawiły się w mediach społecznościowych filmy pokazujące pokłady lotniskowca USS "Gerald R. Ford" zalane nieczystościami, wydobywającymi się z zatkanych toalet i długie kolejki marynarzy czekających, aż zwolnią się nieliczne działające toalety.
Zastosowany na nim próżniowy system zbierania i transportu ścieków VCHT miał być nowocześniejszy, lżejszy i bardziej ekologiczny niż klasyczne instalacje CHT stosowane na starszych lotniskowcach. W teorii miał też ograniczać zużycie wody i ułatwiać kontrolę nad odpadami. W praktyce jednak okazał się rozwiązaniem bardzo wrażliwym na błędy i przeciążenia.
Na okręcie na co dzień przebywa ponad cztery i pół tysiąca ludzi, a w czasie intensywnych operacji lotniczych jeszcze więcej. Oznacza to tysiące użyć toalet dziennie, przy czym system próżniowy opiera się na wąskich przewodach i precyzyjnie dobranych zaworach. Każdy element, który nie powinien trafić do instalacji, nawet drobny, zwiększa ryzyko zatoru.
Lotniskowiec od początku zmagał się z problemami z niedopracowaniem dokumentacji technicznej oraz koniecznością modyfikacji już po wejściu do służby. Instalacja sanitarna nie była więc testowana w pełnym, długotrwałym cyklu operacyjnym przed rozpoczęciem regularnych rejsów. Dopiero intensywna eksploatacja ujawniła, że margines tolerancji systemu na przeciążenia i błędy jest zbyt mały jak na realia operacji.
"Gerald R Ford" opuścił Bazę Marynarki Wojennej w Norfolk 24 czerwca 2025 r. Od tego czasu okręt i cała 12. Lotniskowcowa Grupa Uderzeniowa nadal operują, wykonując powierzone im zadania. Sytuacja stała się jednak na tyle poważna, że biuro prasowe marynarki wydało długi komunikat, informujący o tym, że morale na okręcie jest wysokie, a problemy rozwiązywane na bieżąco.
"Nie jest źle"
W komunikacie biuro prasowe podkreśliło, że na okręcie od początku misji przeprowadzono ponad sześć milionów spłukań toalet. Dowództwo przy tym informuje, że przypadki zatorów są szybko usuwane przez przeszkolony personel ds. kontroli uszkodzeń, przy minimalnym przestoju.
- Na okręcie tej wielkości, z tak dużą liczbą marynarzy, zatory będą się zdarzać – powiedział dla Navy.mil, komandor David Skarosi, dowódca USS Gerald R. Ford. - Liczy się szybkość ich usunięcia. Nasze zespoły konserwacyjne reagują natychmiast, a system nadal działa zgodnie z przeznaczeniem, bez wpływu na gotowość operacyjną ani naszą zdolność do wypełniania misji. Codziennie zajmuję się wszelkimi sprawami dotyczącymi zdrowia, samopoczucia i morale załogi - mówił.
- W większości przypadków – dodał Skarosi – zatory są wynikiem spłukiwania przedmiotów, które nie powinny być wprowadzane do systemu. Kiedy marynarze przestrzegają odpowiednich procedur, system działa niezawodnie. Stale szkolimy nowych marynarzy i wzmacniamy te standardy wśród załogi.
Generalnie dowództwo podkreśla, że nie jest źle, choć zastanawiano się, czy okręt nie będzie musiał dłużej zatrzymać się w porcie. Na szczęście dla załogi największe problemy udało się wyeliminować podczas pobytu okrętu w bazie Suda na Krecie.
Awaria na lotniskowcu przejdzie do historii ze względu na jej spektakularność, ale to nie jest wyjątek na statkach i okrętach. Incydenty kałowe Pierwszym okrętem, który miał spłukiwaną toaletę, był monitor rzeczny SMS "Lejta"/"Leitha", który dziś przy odrobinie szczęścia można zwiedzać w Budapeszcie. O ile nie stoi w stoczni remontowej. Już nie ze względu na problem z toaletą, ale na wiek – został zwodowany w 1871 r. i wymaga troski, a Węgrom brakuje środków na jego utrzymanie. Jednak w początkach służby toaleta na nim sprawiała wiele problemów i marynarze woleli załatwiać się za burtę.
Podczas II wojny światowej z niewygód służby słynęły korwety typu Flower, których projekt powstał na podstawie trawlera rybackiego. Na nich problemem stał się gwałtowny wzrost liczebności załogi. Początkowo były obsługiwane przez 47 marynarzy. Pod koniec wojny zmodyfikowane wersje miały załogi liczące 90-100 marynarzy. Przy tym przybyły tylko dwie dodatkowe toalety. We wspomnieniach przewija się, że załogi wolały korzystać z wiader i opróżniać je - za burtę.
Chyba najbardziej ekstremalnym przykładem awarii systemu sanitarnego jest okręt podwodny U-1206, który zatonął 14 kwietnia 1945 r. Błędne uruchomienie zaworów doprowadziło do zalania wnętrza okrętu wodą zaburtową i przedostania się jej do przedziału akumulatorów. Skutkiem było wydzielenie się chloru, konieczność awaryjnego wynurzenia i w efekcie utrata jednostki, którą zauważyły alianckie jednostki. To przykład ekstremalny, ale dobrze pokazuje, że systemy sanitarne na okrętach bywają elementem krytycznym.
Podczas pierwszego dużego rejsu operacyjnego w 2011 r. USS "George H. W. Bush", czyli ostatni lotniskowiec typu Nimitz miał poważne problemy z próżniowym systemem sanitarnym CHT. W pewnym momencie awaria unieruchomiła jednocześnie kilkaset toalet na wielu pokładach. US Navy potwierdziła, że przyczyną były zatory powodowane przez odpady, które w normalnych warunkach nie powinny trafić do systemu, ale też zbyt mała tolerancja instalacji na intensywne użytkowanie przez załogę. Wówczas przez media również przelała się fala żartów z Amerykanów.
Takie problemy miała każda flota na świecie. Niezależnie od wielkości i stopnia zaawansowania. W marynarskich opowieściach przewijają się okręty niemieckie, rosyjskie, brytyjskie i również polskie. Chyba każdy w Marynarce Wojenne RP zna historię przygód z toaletami na okrętach podwodnych projektu projekt 641 Foxtrot. Odkąd na okrętach pojawiły się toalety ciśnieniowe, zawsze są z nimi problemy. Jest to jeden z najsłabszych elementów jednostek pływających.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski