Trwa ładowanie...
d2w1w7d

Ekspert: Pitera, Szejnfeld czy Sikorski szkodzą PO i powinni mieć zakaz występowania w telewizji

- Ostatnio, gdy pani premier anonsowała nowych ministrów, apelowała do nich o pokorę. Myślę jednak, że tę prośbę skierowała pod zły adres. To nie powinni być nowi ministrowie, a grupa posłów PO, która od lat jest przekonana o swojej nieomylności. - A swoim zachowaniem szkodzą własnej partii, która i tak boryka się z olbrzymimi problemami - mówi Wirtualnej Polsce specjalista ds. wizerunku Zbigniew Lazar. - Są tacy, jacy być muszą. Odgrywają role - tłumaczy Bartosz Czupryk, ekspert ds. marketingu politycznego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ekspert: Pitera, Szejnfeld czy Sikorski szkodzą PO i powinni mieć zakaz występowania w telewizji
(PAP, Fot: T.Gzell, R. Pietruszka, J. Kamiński, L. Szymański)
d2w1w7d

- Do tego, że poseł Niesiołowski wyraża się nieelegancko zdążyliśmy się przyzwyczaić. To uprzykrzony i przewidywalny folklor. Obok niego jest w PO grupa agresywnych, cynicznych posłów, których gesty, miny mówią więcej niż słowa. To przede wszystkim: Julia Pitera, Adam Szejnfeld, ale też młodzi Jakub Rutnicki i Marcin Kierwiński. I oczywiście Radosław Sikorski, który zachowuje się jak megaloman - wylicza Zbigniew Lazar. - Intonacja, pełne politowania grymasy pani Pitery wysyłane w kierunku swoich oponentów są bardzo niesportowe. Nawet przeciwnika należy szanować, a wyborców bezwzględnie. A tymczasem wyborca widzi w telewizji szyderczy uśmieszek, pogardliwe podniesienie kącika ust czy machnięcie ręką, które mówi: "ja nie muszę tego słuchać, nie muszę tu być, nie muszę się tłumaczyć". Wyborcy są teraz szczególnie wyczuleni na brak empatii. Platformę takie butne gesty mogą dużo kosztować - ocenia Zbigniew Lazar i punktuje też Adama Szejnfelda i Marcina Kierwińskiego, szefa gabinetu politycznego premier Kopacz.
Z wizerunkowego punktu widzenia kręcący się, w obecności kamer, wokół premier Michał Kamiński - zdaniem eksperta - także nie wpływa dobrze na jej postrzeganie.

"Dla własnego dobra PO powinna zmienić reprezentantów w mediach"

- Europoseł Szejnfeld to chyba pierwszy cynik polskiego życia politycznego. Fatalny język ciała to jedno, a sposób komunikacji to drugie. Zamiast rozmawiać, przemawia. A minister Kierwiński chyba się od posła Szejnfelda uczył. Ten młody przecież człowiek powinien czuć naturalny związek ze swoim pokoleniem. Zamiast tego idzie w ślady swojego guru. O ile cynizm 60-latka może być jakoś uzasadniony, o tyle 30-latek absolutnie nie powinien taki być - ocenia Lazar.

d2w1w7d

- Pani premier powinna czym prędzej zlecić analizę zachowań medialnych, którejkolwiek z wymienionych przeze mnie osób. Wnioski mogłyby być bardzo pouczające. Konsekwencją powinien być zakaz udziału tych polityków w programach telewizyjnych, bo swoim stylem komunikowania przynoszą partii więcej szkody niż pożytku. I, co gorsza, nie zdają sobie z tego sprawy. Pewne zachowania być może uchodzą na zamkniętych spotkaniach partii, ale nie w studiu na oczach milionów widzów - dodaje.

Ekspert przywołuje znaną zasadę, że nie jest ważne tylko co się mówi, ale i to, jak się wtedy wygląda. - Słowo jest mniej bolesne niż mimika, nonszalancki ton głosu i inne zachowania niewerbalne. A telewizja jest bezlitosna. Pokazuje wszystko - przypomina rozmówca WP i mówi z kogo kontrowersyjni działacze PO powinni brać przykład. Bez wahania wymienia wiceministra spraw zagranicznych Rafała Trzaskowskiego czy ministra Sprawiedliwości Borysa Budkę. - Ich aktywność medialna jest zawsze spokojna, wyważona, grzeczna. Odpowiadają na wszystkie pytania. I nie zbywają dziennikarza słowami "to nie jest temat konferencji" jak robił to np. ustępujący marszałek Sejmu i były szef MSZ Radosław Sikorski.

Sikorskiemu należy się odpoczynek od polityki

- Z jednej strony dbający o swój wizerunek dyplomata, a z drugiej zaciśnięte usta lub pogardliwy uśmiech i kompletny brak klasy. Przypomnę choćby słowa marszałka gdy powiedział, że za wino, które pił podczas słynnej rozmowy z Jackiem Rostowskim zapłaci, ale za ośmiorniczki już nie - wytyka Zbigniew Lazar. - To, że ktoś nauczył się wiązać krawat nie znaczy, że jest elegancki. A to, że ktoś pozuje na dyplomatę, nie znaczy, że jest dyplomatą. Dyplomata nigdy nie powiedziałby tego, co Sikorski opisał w wywiadzie dla amerykańskiego portalu Politico. Chodzi o rzekomą propozycję rozbioru Ukrainy. Dyplomata nigdy nie konsultowałby, nawet językowo, swoich przemówień z byłym ambasadorem obcego państwa. Od początku nie czuł wagi i niuansów dyplomacji - dodaje Lazar. Rozmówca Wirtualnej Polski nie przekreśla Radosława Sikorskiego, ale uważa, że co najmniej kilka lat musi odpocząć od polityki. - W międzyczasie powinien się uczyć i nadrobić wszystkie braki.
Zarówno komunikacyjne, jak i polityczne. Mógłby zaangażować się z jakąś działalność charytatywną czy społeczną. Wokół jego dworku na pewno jest mnóstwo biedy i ludzi potrzebujących wsparcia. Chociaż wątpię, by się na to zdobył. Raczej dalej będzie pozował na angielskiego lorda - ocenia Zbigniew Lazar.

d2w1w7d

"Platformy nie stać na utratę takiego polityka"

- Radosław Sikorski rzeczywiście musi usunąć się trochę w cień, ale Platformy nie stać na całkowitą utratę polityka tego formatu. Wciąż ma ogromny potencjał. W poprzednich wyborach zdobył prawie 92 tysiące głosów. Do tego dochodzi jego międzynarodowe doświadczenie, kompetencje i kontakty. Szkoda, że nie wykorzystał tego jako szef MSZ. Poniosła go "ułańska fantazja" w kontekście osobistego realizowania się na tym stanowisku, co w konsekwencji doprowadziło do jego degradacji - mówi Wirtualnej Polsce Bartosz Czupryk, specjalista ds. marketingu politycznego.

Przypomina, że po taśmach "Wprost" wyborca nie doczekał się wyrazistej skruchy ze strony Sikorskiego, ale to nie wszystko. - Po szeregu kolejnych wpadek popełniono błąd marketingowy robiąc z Sikorskiego marszałka sejmu. Powinien już wtedy zostać szeregowym posłem i na nowo budować swój wizerunek z poselskiej ławy. Byłoby to korzystne i dla niego i dla PO. - Wyrzucenie go z listy wyborczej byłoby, mimo wszystko, wielką stratą dla PO. To jedna z jej najbardziej rozpoznawalnych postaci. Powinien startować do Sejmu, ale do tego czasu musi pracować nad swoim wizerunkiem w lokalnym środowisku, z dala od Warszawy - komentuje Bartosz Czupryk i odnosi się także to innych, budzących kontrowersje twarzy PO.

Każda partia ma swojego Niesiołowskiego

d2w1w7d

- Nie jest dobre całkowite odcinanie się partii od ludzi, którzy są z nią kojarzeni, którzy kreowali jej dotychczasowy wizerunek, którzy są w partii zarówno gdy wygrywa, jak i przegrywa. Partia zamiast się ich pozbywać, powinna umiejętnie zarządzić ich potencjałem i wizerunkiem - zaleca ekspert. - Takie osoby jak Szejnfeld, Pitera czy Niesiołowski to barwne postaci, istotne dla Platformy z marketingowego punktu widzenia. Może ich retoryka jest ostra, ale te osoby mają konkretny cel lub zadanie do wykonania. Jasno przedstawiają i sprawnie argumentują poglądy swojej partii i określają plan jej działania. To politycy z krwi i kości, nieustępliwi, jadą trochę jak czołg, rzadko idą na kompromis, szczególnie podczas debat bronią swoich i partyjnych racji. Potrafią zdominować i "zagadać" przeciwnika politycznego. A czasem nawet go zdyskredytować czy dogryźć z uśmiechem na ustach. I tak ma być. W każdej partii są takie osoby - uważa Czupryk. - Oczywiście, że ich język zbyt cyniczny, zbyt zarozumiały, arogancki i
nazbyt pewny siebie, ale po części taki ma być odgrywać wyreżyserowaną rolę - tłumaczy specjalista i nie przewiduje, by zupełnie zniknęli z mediów.

- W przypadku PiS ukrycie Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza czy Krystyny Pawłowicz miało na celu nie tylko zdjęcie kontrowersyjnych osób z pierwszej linii "frontu". Tam chodziło też o to, by wykreować zupełnie nowych polityków. Nie wiem czy w PO są osoby, które teraz mogłyby być kreowane na liderów. Może tak, może nie. Po prostu brakuje twarzy z autorytetem i społecznym poparciem. Mimo rekonstrukcji składu rządu ten zabieg jest niewystarczający, bo to tylko drobny lifting partii, nie rządu. Dlatego nie sądzę, by kontrowersyjni politycy PO zostali całkowicie wycofani z mediów na czas kampanii parlamentarnej. Obstawiałbym raczej ich delikatne usunięcie w cień z jednoczesnym zmiękczaniem retoryki. Ich język musi być bardziej tolerancyjny, zrozumiały i przystępny dla zwykłego człowieka bez zajadłości i kąśliwych uwag - uważa Bartosz Czupryk.

Ekspert przypomina byłego posła Prawa i Sprawiedliwości Jacka Kurskiego. - Był pitbullem, często krytykowanym za zachowanie i język, ale skutecznie w kontekście założeń marketingu politycznego realizował strategię wyborczą swojej partii. To, że w PO są takie osoby nie jest zatem niczym nowym - podkreśla Bartosz Czupryk.

Zobacz też co Ewa Kopacz powiedziała o swoich nowych ministrach

d2w1w7d

Podziel się opinią

Share
d2w1w7d
d2w1w7d
Więcej tematów