Dziennikarz TVN24 musiał przerwać relację. Alarm w Izraelu
Do niecodziennej sytuacji doszło podczas wtorkowego wydania "Faktów" TVN. W trakcie wejścia Wojciecha Bojanowskiego na żywo z Tel Awiwu w mieście zaczęły wyć syreny. Dziennikarz nie mógł dokończyć swojej relacji i oznajmił, że razem z operatorem będą musieli się ewakuować. - Bardzo przepraszam, ale musimy udać się do schronu - przekazał.
Od kilku dni wszystkie serwisy informacyjne skupiają się na temacie eskalacji na Bliskim Wschodzie. Nie inaczej było we wtorek w "Faktach" TVN, których częścią było łączenie z korespondentami w Izraelu i Omanie.
Ostrzał tankowca na Zatoce Omańskiej. Potężny wybuch, mamy nagranie
Stacja wysłała swoich dziennikarzy na Bliski Wschód, by ci z samego serca konfliktu relacjonowali, co dzieje się na miejscu. Widzowie mieli przy okazji możliwość przekonania się, jak niebezpieczne jest to zajęcie.
Alarm na wizji. Korespondent "Faktów" musiał pójść do schronu
Do Tel Awiwu w Izraelu udał się dziennikarz TVN24 Wojciech Bojanowski, który opowiedzieć miał o nowym froncie wojny, czyli lądowych walkach Izraela z Hezbollahem na południu Libanu.
- Mamy ten pierwszy front, czyli wojnę z Iranem, co odczuwamy na własnej skórze. Słychać kolejne alarmy przeciwlotnicze. Dzisiaj trzy w sumie. Z Iranu poleciało w kierunku Izraela siedemset pocisków. Większość na szczęście została przechwycona przez systemy obrony przeciwlotniczej, ale naprawdę gorąco zaczyna się teraz robić na północy, gdzie Izrael już z pełną mocą, z pełną siłą zaczyna ofensywę przeciwko Hezbollahowi - relacjonował.
Korespondent "Faktów" opowiadał, że izraelska akcja rozpoczęła się od dużej serii nalotów, w której udział wzięło ponad 100 samolotów, a zginęło ponad 40 mieszkańców Libanu, w tym szef służb wywiadowczych Hezbollahu.
Kiedy Bojanowski był w trakcie połączenia ze studiem w Warszawie, zaczął się nerwowo rozglądać, po czym zbity z tropu przyznał, że słyszy syreny alarmowe i razem z operatorem kamery będą musieli udać się do schronu.
- Myślę, że będziemy musieli się chyba ewakuować i będziemy musieli się w tym momencie zawinąć. Także przepraszam bardzo, ale będziemy musieli się udać do schronu, chodź - rzucił, po czym rozmowa została przerwana.
Operacja lądowa Izraela w Libanie
Armia izraelska poinformowała we wtorek rano, że jej żołnierze prowadzą operację w południowym Libanie, kontynuując ataki na proirański Hezbollah.
Minister obrony Israel Kac oświadczył natomiast, że upoważnił wojsko do natarcia i przejęcia kontroli nad dodatkowymi pozycjami w Libanie po tym, gdy Hezbollah rozpoczął w niedzielę ostrzeliwanie Izraela rakietami. Od listopada 2024 r. siły izraelskie zajmowały pięć pozycji w południowym Libanie.
Poprzedniego dnia rzecznik izraelskiej armii Effie Defrin, pytany o możliwość natarcia lądowego na Hezbollah, oświadczył podczas konferencji prasowej, że "pod uwagę brane są wszystkie opcje", które doprowadzą do rozbrojenia tego ugrupowania.
Po niedzielnym ataku na Izrael Hezbollahu - organizacji terrorystycznej wspieranej i finansowanej przez Iran, rząd Libanu zakazał w poniedziałek prowadzenia przez nią działalności militarnej. Niespełna dobę później Hezbollah ostrzelał cele w Izraelu dronami i rakietami.
Źródło: "Fakty" TVN, PAP