Dwie tajemnice sukcesu Brauna. Bez Korony nie powstanie kolejny rząd w Polsce? [OPINIA]
Partia Grzegorza Brauna ma dziś w sondażach od 6 do nawet 10 procent poparcia. W najbardziej prawdopodobnym układzie – koalicji PiS i Konfederacji – to właśnie jego posłowie byliby potrzebni do większości. Jeśli ktoś nadal uważa, że to margines, nie zrozumiał, jak bardzo zmieniła się Polska.
Jeszcze kilka miesięcy temu wielu powtarzało, że wynik Brauna w wyborach prezydenckich to wypadek przy pracy demokracji. Zagłosowało na niego 1,2 mln osób, ale dziś jego Konfederacja Korony mogłaby liczyć na dwa miliony wyborców. Co najmniej, bo ten elektorat jest niedoszacowany w badaniach. To już czwarta siła polityczna w kraju, a jej wzrost w ostatnich miesiącach jest fenomenem.
Paradoks polega na tym, że mówimy o polityku, którego poglądy kogoś innego by skreśliły: zaprzeczającym istnieniu komór gazowych w Auschwitz, powielającym przekazy rosyjskich farm troll, obciążonym siedmioma zarzutami prokuratorskimi. Można oczywiście odhaczyć etykiety typu "szur", "foliarz", "antysemita". Ale taka reakcja niewiele wyjaśnia. Przykład Brauna mówi nam coś znacznie poważniejszego o Polsce roku 2025.
Zobaczyła, co robi mężczyzna. Skandaliczna reakcja. Pokazali nagranie
Braun jest politycznym dzieckiem dwóch wydarzeń, które głęboko przeorały świadomość społeczną, choć dziś rzadko się o tym rozmawia. Pierwsze to pandemia Covid-19, która stała się punktem zwrotnym i mitem założycielskim jego środowiska. Wcześniej Braun bywał obecny w przestrzeni publicznej, ale funkcjonował raczej jako egzotyczny folklor na poziomie "jednego procenta".
Pandemia wszystko zmieniła. Dla części społeczeństwa była traumą nie tylko zdrowotną, ale przede wszystkim egzystencjalną i polityczną: nagłą ingerencją państwa w najbardziej intymne obszary życia. Kwarantanny, lockdowny, zamknięte szkoły, przymusowe decyzje administracyjne – to wszystko złamało kruchą umowę społeczną. Lęk szybko zmienił się w gniew, a Braun potrafił go nazwać językiem buntu: przeciw państwu, Big Pharmie, mediom, "systemowi". Tak powstała emocjonalna tożsamość jego elektoratu, ludzi, którzy od pandemii nie ufają już nikomu poza jemu podobnymi.
Drugim momentem formacyjnym była wojna w Ukrainie, opisywana językiem solidarności, pomocy, jedności Zachodu, ale nie tak powszechnie, jakby się wydawało. Egzystencjalny lęk przed wybuchem "cudzej wojny" w Polsce i frustracja związana z napływem uchodźców dały Braunowi narracyjne paliwo. Przekazy o obciążeniu systemu socjalnego, kolejkach do specjalistów, rosnące ceny najmu mieszkań, pokazywanie pojedynczych przypadków, by kreować negatywny obraz całej społeczności – repertuar jest szeroki.
W tym kontekście nie dziwi, że naturalnym zapleczem tego gniewu i bastionem poparcia dla Brauna stała się Lubelszczyzna i generalnie ściana wschodnia, gdzie skutki wojny są najbardziej namacalne.
Tym bardziej że Brauna niosą algorytmy mediów społecznościowych. Konta jego i Korony generują gigantyczne zasięgi, grając na polaryzację i wzmagając poczucie "zakazanego przekazu". Ukraińcy są tutaj głównym paliwem. Według raportu Demagoga i IMM w okresie kwiecień-lipiec 2025 profil Brauna znalazł się wśród liderów antyukraińskiej propagandy w polskojęzycznym internecie.
Algorytmy będą mu służyć dalej, bo rośnie w siłę "trzeci obieg" – równoległy ekosystem informacyjny, w którym nie obowiązują już "kody wstydu" mainstreamu. To przestrzeń, w której antyszczepionkowy influencer może występować jako "ekspert", a profesor głoszący teorie o "trującej żywności" staje się bohaterem internetowej widowni. Afera wokół występu prof. Cichosz u Rymanowskiego jest tu emblematyczna. Nie zdziwię się, jeśli podobne postaci znajdą się na listach wyborczych Korony.
Jeśli ktoś dziś nadal twierdzi, że Braun i jego ludzie to margines, który można bezpiecznie zignorować, to znaczy, że nie zrozumiał, jak głęboko zmieniła się Polska po pandemii i wojnie. Braun wyrósł w lukach, których nikt inny nie zapełnił. I pozostaje pytanie: czy mamy na to odpowiedź, czy potrafimy usłyszeć, co mówią jego wyborcy, czy też "kordon sanitarny" znów tylko doda mu siły?
Michał Gąsior, dziennikarz Wirtualnej Polski