Davos i misja prezydenta Nawrockiego [OPINIA]
Światowe Forum Ekonomiczne w Davos odbija się szerokim echem. Za sprawą Donalda Trumpa i jego – dyplomatycznie rzecz ujmując – dyskusyjnego stylu prowadzenia polityki szczyt ten mógł stać się kolejnym punktem zapalnym w polskiej polityce krajowej. Tak się jednak nie stało.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
W polityce międzynarodowej mamy czas gwałtownych zwrotów akcji. Donald Trump z determinacją zmienia dotychczasowy porządek światowy, co eksperci od spraw międzynarodowych podkreślają jednoznacznie. Zmiana ta wydaje się mieć charakter afektywny, zorientowany na krótkoterminowe cele i interesy USA, o wątpliwej zresztą dla nich samych wartości długoterminowej. Zamieszanie, które amerykański prezydent wprowadza w Europie, jest wybitnie na rękę Władimirowi Putinowi.
Ta dynamika, w obliczu wojny u granic Unii Europejskiej, rodzi szereg wyzwań nie tylko dla wspólnoty, ale i dla stabilności polityk wewnętrznych krajów członkowskich, w tym Polski.
Dyplomacja na dwa głosy
W Europie nie brakuje polityków, którzy – momentami wbrew długofalowej logice – kibicują Trumpowi, choć ostatnie działania i wypowiedzi prezydenta USA nie ułatwiają jego sympatykom życia. W Polsce panuje konsensus co do tego, że Stany Zjednoczone są naszym kluczowym partnerem strategicznym, jednak diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w podejściu do zarządzania tą relacją.
Zobacz także: Konsolidacja Koalicji przez kanibalizm? [OPINIA]
Prezydent Karol Nawrocki od początku swojej kadencji deklaruje poparcie dla Trumpa. Kolejnym testem tej sympatii stała się nowa idea Białego Domu – powołanie Rady Pokoju. To pomysł, z którym sojusznicy Waszyngtonu w istocie nie wiedzą, co zrobić. Kontrowersyjny dobór zaproszonych do tego grona polityków sprawia, że inicjatywa rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.
Na polskim podwórku propozycja ta mogła stać się silnym bodźcem konfliktogennym w i tak trudnych relacjach między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera. Davos stało się jednak okazją do sprawdzenia w praktyce zapowiedzi z początku roku o jednoczeniu sił w polityce międzynarodowej.
Dobry i zły policjant
Politycy ten egzamin zdali. Utrzymanie wspólnego stanowiska rządu i Pałacu pozwoliło osiągnąć konkretne cele taktyczne. Bieżące konsultacje z premierem pozwoliły Karolowi Nawrockiemu wyjść z twarzą wobec propozycji Trumpa, podtrzymać osobistą sympatię prezydenta USA – którą ten zresztą jednoznacznie względem polskiego prezydenta zadeklarował – bez konieczności składania wiążących deklaracji odnośnie do samej Rady Pokoju.
Czytaj również: Azyl Ziobry. Upadek wizerunku szeryfa [OPINIA]
Zastosowana strategia "dobrego i złego policjanta" dała Warszawie czas na niezbędne analizy potencjalnych konsekwencji oraz zagrożeń wynikających z amerykańskiego pomysłu. Strategiczny podział ról, w którym prezydent dba o relacje z Trumpem mimo generowanych przez niego problemów, wydaje się właściwym kierunkiem. Może brzmieć to infantylnie, ale dla amerykańskiego prezydenta, poza twardym bilansem w Excelu, kluczowe znaczenie mają aspekty afektywne: prosta kategoria tego, czy kogoś lubi, czy nie.
Pragmatyzm za kulisami
Mówiąc wprost: ważne jest, aby Donald Trump po prostu lubił Karola Nawrockiego. Kwestie merytoryczne i szczegółowe interesy państwa polskie ośrodki władzy muszą wypracowywać dyskretnie, za kulisami. W obecnej sytuacji geopolitycznej to jedyna słuszna droga.
Współpraca na linii prezydent–premier na polu międzynarodowym przynosi wizerunkowe profity obu stronom. Badania opinii publicznej wskazują jednoznacznie, że wyborcy oczekują od Karola Nawrockiego i rządu zgody oraz jedności przynajmniej na płaszczyźnie polityki zagranicznej. Davos pokazało, że polska dyplomacja potrafi wznieść się ponad wewnętrzne spory, gdy wymaga tego racja stanu.
Dla Wirtualnej Polski prof. UMK, dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska