Rada Pokoju powołana. Co zrobi polski rząd i parlament? Nowe przesłuchy
Rząd nie zamierza się spieszyć z ewentualnym procesem ratyfikacji przystąpienia do nowego gremium powołanego przez Trumpa. Wręcz jest ciche oczekiwanie, że sprawa rozejdzie się po kościach i Sejm nie będzie miał nad czym głosować. Z kolei Pałac rozważa, czy Karol Nawrocki mógłby brać udział w spotkaniach Rady np. w charakterze obserwatora. Decydujące będzie jednak to, czy Donald Trump będzie go wciąż zapraszać i czy poczeka na decyzję polskiego rządu.
W czwartek w Davos amerykański prezydent, wraz z kilkunastoma innymi przywódcami, powołał do życia Radę Pokoju. Na scenie obok amerykańskiego przywódcy pojawiło się 19 przywódców różnych krajów, którzy podpisali się pod dokumentem.
Gremium pod przywództwem prezydenta USA budzi skrajne emocje - począwszy od tego, czym ma się zajmować (pierwotnie chodziło o Strefę Gazy, dziś mówi się o próbie zastąpienia ONZ), w jaki sposób ma funkcjonować (dożywotnia kadencja dla Trumpa jako przewodniczącego, kluczowe funkcje dla jego współpracowników i członków rodziny, miliard dolarów "wpisowego" dla stałych członków) oraz kto tam ma zasiadać (m.in. Władimir Putin czy Aleksandr Łukaszenka).
- W rządzie były obawy, co zrobi Nawrocki, czy czasem jednak nie podpisze umowy z Trumpem, uznając, że zaproszenie do Rady było imienne. Ale napięcie opadło, gdy Kancelaria Prezydenta wystąpiła do MSZ z prośbą o wydanie opinii w tej sprawie. Wtedy stało się jasne, że prezydent nic bez wyraźnej zgody rządu nie zrobi - mówi nasz rozmówca zbliżony do koalicji rządzącej.
Ulgę odczuł najwyraźniej także Donald Tusk, który na platformie X skomentował, że wydarzenia w Davos potoczyły się "zgodnie z rządową rekomendacją". "Nasz stały osobisty kontakt w ostatnich dniach przyniósł dobre efekty" - napisał szef rządu, nawiązując do jego ostatnich rozmów z prezydentem Nawrockim.
Wygląda na to, że obie strony - rząd i Pałac - zgodnie uznają, że przy ewentualnym podejmowaniu decyzji o przystąpieniu bądź nie do Rady Pokoju konieczna będzie tzw. duża ratyfikacja, przewidziana w art. 89 ust. 1 Konstytucji. Według niej wymagana jest zgoda Sejmu i Senatu w formie ustawy.
- Ale impuls musi wyjść ze strony rządu. To tam wpierw powinna zapaść kierunkowa decyzja, co robimy i jeśli uznamy, że idziemy dalej w ten proces, wówczas rząd powinien wynegocjować projekt umowy, a następnie powinien powstać projekt ustawy, w ramach którego parlament wyraża lub nie wyraża zgody na przystąpienie do organizacji międzynarodowej - wskazuje rozmówca z Koalicji Obywatelskiej.
Gra na zwłokę
I tu pojawia się kluczowe pytanie - czy parlament w ogóle będzie miał nad czym się pochylić, jeśli chodzi o decyzje w sprawie udziału Polski w Radzie Pokoju?
Paweł Kowal, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, podchodzi do sprawy z dystansem. - Przede wszystkim trzeba ustalić, czego dotyczy Rada Pokoju i jaki jest jej mandat. Czy to chodzi o Radę, która powstawała na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, czy ma jakiś inny mandat. Trzeba podchodzić do tego spokojnie, bez ekscytacji, zgodnie z polską konstytucją - ocenia.
Tak czy inaczej piłeczka jest po stronie rządu. Nasz rozmówca z otoczenia premiera przyznaje, że wciąż niewiele wiadomo o szczegółach tego, jak ma funkcjonować Rada i czym się zajmować, a za koordynację procesu draftowania umowy odpowiedzialny jest MSZ. A tam, jak słyszymy w samym resorcie, na razie nikt się nie spieszy z negocjacjami.
Nasi rozmówcy z koalicji zgodnie jednak uważają, że będzie próba gry na zwłokę.
- Najlepszy scenariusz to taki, w którym sprawa umiera śmiercią naturalną, a rząd nie musi zajmować stanowiska. Może sam Trump dojdzie do wniosku, że jego nowa zabawka już mu się znudziła - słyszymy od rozmówcy z obozu rządzącego.
Z perspektywy dalszych decyzji rządu istotne na ten moment są co najmniej dwie kwestie. Po pierwsze, kto zdążył już powiedzieć Trumpowi "nie" lub wyraża wątpliwości. A to jednak poważni międzynarodowi gracze, mowa bowiem o krajach takich jak: Francja, Niemcy, Norwegia, Słowenia, Szwecja i Wielka Brytania. Kalkulacja jest taka, że jeśli front sprzeciwu wobec inicjatywy amerykańskiego prezydenta będzie szeroki, to Polska nie będzie się wyłamywać.
W czwartek wieczorem Donald Tusk brał udział w nieformalnym szczycie Rady Europejskiej. Nasi rozmówcy z rządu podkreślają, że premier stara się apelować do przywódców o większą asertywność względem zapędów Trumpa i sondować nastroje - Podczas szczytu w Davos Trump jednak dostał prztyczka w nos od kilku ważnych przywódców, a inauguracja Rady i jej składu pokazała, że jest dużo rezerwy wobec tego pomysłu - komentuje z kolei polityk KO.
Czy będzie sejmowa większość
Zresztą nawet jeśli rząd przedstawi parlamentowi draft umowy i poprosi o wyrażenie ustawą zgody na jej ratyfikację, na dziś nie ma pewności, czy Sejm wyrazi zgodę, bo w samej koalicji może zabraknąć większości.
W KO słyszymy opinie, że to próba zastąpienia ONZ i że jeśli jest możliwość wypisania się z niej bez narażania się na gniew Amerykanów, to należy z niej skorzystać. - Wiem, że PiS i Pałac Prezydenta argumentują, że przecież taka Rosja zasiada w ONZ i tam nam to nie przeszkadza. Po pierwsze, przeszkadza, a po drugie, zasiadają tam jednak przedstawiciele rządów, w Radzie Pokoju zasiadać mają liderzy państw, w tym Putin. Nie wiem, czy Karol Nawrocki miałby ochotę na to, by ktoś zrobił mu zdjęcie, jak podaje rękę rosyjskiemu dyktatorowi - mówi polityk KO.
Podobnie sprawę postrzega Lewica. - Uważamy, że wskazana jest wstrzemięźliwość i w tej sprawie stworzenie jednego bloku z partnerami UE. Czekamy, ale póki co, jesteśmy bardzo sceptyczni - przyznaje Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.
Ludowcy twierdzą, że jeszcze nie wypracowali stanowiska klubu w tej sprawie, choć wcześniej np. wicemarszałek Piotr Zgorzelski w RMF twierdził, że Karol Nawrocki powinien przyjąć zaproszenie do Rady Pokoju. Rozmówca z otoczenia szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza uważa jednak, że tu również panuje spory sceptycyzm co do angażowania się Polski w prace Rady i że najlepiej będzie poczekać na dalszy rozwój wypadków.
Najbardziej przekonany do uczestnictwa polskiego prezydenta w tym gremium międzynarodowym jest PiS. - Małostkowość Tuska spowoduje, że będą mówić o nas bez nas - przekonuje polityk tej partii.
Rozterki Pałacu
Sam Pałac Prezydenta - po tym, jak Karol Nawrocki poinformował Trumpa, że jest zainteresowany jego Radą Pokoju, ale na ten moment nie jest w stanie przekazać wiążących deklaracji - przyjmuje postawę wyczekującą.
- Prezydent nic już więcej w tej sprawie nie może zrobić, nie ma możliwości np. złożenia inicjatywy ustawodawczej w tej sprawie, co najwyżej może podpisać list intencyjny, że jeśli rząd się zgodzi, to on weźmie udział w tym procesie ratyfikacyjnym - przyznaje nasz rozmówca z Pałacu. Jego zdaniem problemem nie jest "wpisowe" w postaci miliarda dolarów, lecz to, że mówimy o de facto nowej, ustrukturyzowanej organizacji międzynarodowej. - To nie format typu Grupa Wyszehradzka, Trójkąt Weimarski czy Trójmorze, tylko przynależność do organizacji. Nie mogliśmy im nic więcej zadeklarować ponad to, co już padło, ale Amerykanie przyjęli to ze zrozumieniem - zapewnia rozmówca.
Odwlekanie decyzji przez rząd i większość sejmową nie są na rękę Pałacowi. W otoczeniu prezydenta Nawrockiego pojawiają się już rozterki, jak zachować się w sytuacji, gdyby mimo braku decyzji rządu, ze strony Trumpa wpłynęłoby zaproszenie dla Karola Nawrockiego na kolejne posiedzenia Rady. - Prezydent może pojechać na Radę, ale nie jako jej członek, tylko np. obserwator. Pytanie tylko, czy Trump pozwoli na takie wpuszczanie ludzi "bokiem", bo wtedy inni sobie pomyślą, że w takim razie po było tam wchodzić oficjalnie i płacić. Kluczowe jest więc to, czy prezydent Nawrocki będzie dalej otrzymywać zaproszenia - tłumaczy osoba z otoczenia prezydenta.
Tomasz Żółciak, dziennikarz wp.pl i money.pl