Rada Pokoju Trumpa. Kto już na pokładzie?
Prezydent USA Donald Trump zapowiada własną alternatywę dla ONZ. Według Białego Domu, w Radzie Pokoju potwierdziło już udział około 35 przywódców. Zaproszenie przyjęły m.in. Izrael, Arabia Saudyjska, Turcja, Białoruś i Węgry.
Najważniejsze informacje:
- Donald Trump tworzy Radę Pokoju jako konkurencję dla ONZ. Przewodniczącym ma być bezterminowo on sam.
- Około 35 państw przyjęło zaproszenie do Rady Pokoju. Wśród nich m.in. Izrael i trzy byłe republiki ZSRR.
- Europa w większości wstrzymuje się z decyzją. Francja, Norwegia i Szwecja odrzucają inicjatywę.
Donald Trump przedstawił plan powołania Rady Pokoju, do której zaprosił ponad 60 światowych liderów. Początkowo pomysł jego zięcia miał dotyczyć wojny w Strefie Gazy, ale w kilka tygodni urósł do projektu obejmującego "wszystkie konflikty". Trump chce być dożywotnim prezesem z szerokimi uprawnieniami, w tym prawem weta i wyborem członków.
Kto wchodzi do Rady Pokoju?
Biały Dom przekazał, że do Rady Pokoju dołącza już około 35 zaproszonych przywódców. Izraelski premier Benjamin Netanjahu, od lat krytyczny wobec ONZ, szybko przyjął ofertę. W grupie państw, które potwierdziły udział, oprócz Izraela, są też inni sojusznicy z Bliskiego Wschodu: Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Jordania, Katar i Egipt.
Do inicjatywy przystępują trzej przywódcy byłych republik radzieckich: Kazachstanu, Uzbekistanu i Białorusi, a także: Argentyna, Turcja, Węgry, Maroko, Pakistan, Indonezja, Kosowo, Paragwaj, Wietnam, Armenia i Azerbejdżan.
Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Trump ogłosił, że przywódca Rosji przyjął zaproszenie do Rady. Władimir Putin podkreślił jednak, że dopiero polecił analizę tej propozycji przez MSZ Rosji.
Kto odmawia i kto czeka z decyzją?
"Financial Times" zauważa, że Trump reklamuje projekt jako prestiżową platformę, ale udział części liderów wiąże się z ryzykiem prawnym i politycznym. Netanjahu jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny pod zarzutami zbrodni wojennych, co utrudnia mu podróże (ryzykował, biorąc udział w szczycie w Davos w Szwajcarii).
Część sojuszników USA obawia się też presji gospodarczej - odmowa może, jak sugerują rozmówcy "FT", skończyć się groźbą ceł odwetowych. Przykładem jest Francja, wobec której USA grożą 200-proc. cłami na francuskie wina.
Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania i Słowenia odrzuciły zaproszenie. Kanada zaś "w zasadzie" sygnalizuje zgodę, ale negocjuje szczegóły. Włochy i Japonia nie zajęły ostatecznego stanowiska.
Finlandia, której prezydent Alexander Stubb jest uważany za polityka szanowanego przez Trumpa, nie zadeklarowała w jasny sposób, czy wejdzie do Rady Pokoju.
Rzecznik rządu Niemiec przekazał, że kanclerz Friedrich Merz nie pojawi się na czwartkowej ceremonii w Davos. "Rząd Niemiec sprzeciwia się udziałowi w tym przedsięwzięciu, gdyż grozi ono osłabieniem ONZ" - informował "Der Spiegel", powołując się na dokument MSZ.
Ukraina analizuje zaproszenie, choć prezydent Wołodymyr Zełenski mówi, że trudno mu wyobrazić sobie wspólne gremium z Rosją po czterech latach wojny.
Chiny nie odrzuciły zaproszenia, ale nie wykazują też entuzjazmu.
Źródło: "Financial Times", Reuters, WP