Carney oburzył Trumpa, jest odwet. "Pierwszy raz poczuli się dumni, że są Kanadyjczykami"
Wystąpienie premiera Kanady na szczycie w Davos zebrało owacje, ale tak rozeźliło Donalda Trumpa, że wycofał zaproszenie dla Marka Carneya do swojej Rady Pokoju. Jednak zdaniem eksperta, dzięki twardej postawie premier Carney zdobywa coraz większą popularność. - Kanada nie ma wyboru, bo jest pod presją USA przez ostatnich 12 miesięcy - komentuje dr hab. Marcin Gabryś.
W poniedziałek w Davos premier Kanady przedstawił publicznie założenia polityki swojego kraju w nowej rzeczywistości. Opisując to wystąpienie, kanadyjskie media ogłosiły entuzjastycznie nową "doktrynę Carneya". A to dlatego, że premier Kanady nie owijając w bawełnę ogłosił, że dawny porządek świata oparty na wartościach się załamał. Nie wspomniał przy tym wprost o Donaldzie Trumpie i jego działaniach, ale ostrze krytyki było skierowane właśnie w jego stronę.
- Wiedzieliśmy, że historia o międzynarodowym porządku opartym na zasadach była częściowo fałszywa. Że najsilniejsi zwalniali się z obowiązku przestrzegania prawa, gdy było to dla nich dogodne. Że zasady handlu były egzekwowane asymetrycznie. I że prawo międzynarodowe stosowało się z różną surowością w zależności od tożsamości oskarżonego lub ofiary. Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia w szczególności przyczyniła się do zapewnienia dóbr publicznych: otwartych szlaków morskich, stabilnego systemu finansowego, bezpieczeństwa zbiorowego i wsparcia dla ram rozwiązywania sporów - mówił Mark Carney.
- Ta umowa już nie obowiązuje - stanowczo stwierdził i zarzucił, że "w ostatnich czasach mocarstwa zaczęły wykorzystywać integrację gospodarczą jako broń", a "cła jako dźwignię". - Nie możesz "żyć w kłamstwie" o wzajemnych korzyściach płynących z integracji, skoro integracja staje się źródłem twojego podporządkowania - powiedział Carney.
Wskazał równocześnie, że średniej wielkości światowe potęgi takie jak Kanada, wcale nie są bezsilne. Stwierdził, że jego kraj zawiera różne porozumienia i wchodzi w różne relacje z innymi państwami. Wymienił wprost, że Kanada wspiera Danię i Grenlandię i Ukrainę. W kwestiach handlowych mówił m.in. o zawartych w ostatnich dniach porozumieniach z Chinami i Katarem. - Aby pomóc w rozwiązywaniu globalnych problemów, stosujemy zmienną geometrię - różne koalicje dla różnych problemów, oparte na wartościach i interesach - zaznaczył Mark Carney.
Dr hab. Marcin Gabryś: Tylko on miał odwagę powiedzieć to głośno
Zdaniem politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr hab. Marcina Gabrysia, premier Kanady w Davos powiedział to, co właściwie większość liderów państw stojących pomiędzy Chinami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi myśli od momentu, kiedy Donald Trump został ponownie prezydentem.
- Ale to wystąpienie było wyjątkowe z tego powodu, że tylko on miał odwagę, żeby powiedzieć to głośno. Wprawdzie nie wymienił w swoim przemówieniu Donalda Trumpa, ale oczywiście był to jego główny punkt odniesienia - komentuje w rozmowie z WP ekspert ds. polityki kanadyjskiej dr hab. Marcin Gabryś z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ekspert podkreśla, że w słowach Marka Carneya wybrzmiało wezwanie do współdziałania skierowane do innych państw o podobnej sile jak Kanada.
- On mówi, że możemy być silni, jeżeli nie będziemy podzieleni, jeżeli nie będziemy klientami na kolanach negocjującymi z hegemonami i nie będziemy dawać rozgrywać się między sobą, tylko się zjednoczymy. To się wydaje prawdą oczywistą, ale teraz trzeba to przekuć w jakieś działania. Trzeba mieć na tyle odwagi, żeby stanąć w prawdzie. To było tym powodem, dla którego przemówienie dostało brawa na stojąco. Oczywiście Mark Carney jest też osobowością, która w Davos znaczy wiele. To jest przecież osoba publiczna znana od lat w najważniejszych środowiskach ekonomicznych i politycznych na świecie. On sprawnie przekłada to, co myśli na słowa. Zresztą sam, jak donoszą dziennikarze, napisał sobie to przemówienie, nie czytał go z kartki, tylko z głowy, to dodatkowo zrobiło duże wrażenie - wskazuje dr hab. Marcin Gabryś.
Politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego zaznacza, że z punktu widzenia Kanady, inna postawa niż ta, jaką reprezentuje Mark Carney, byłaby niewłaściwa.
- Kanada nie ma wyboru, bo jest pod presją przez ostatnich 12 miesięcy. Taką presją, której w relacjach kanadyjsko-amerykańskich nie było wcześniej. Nie było wprost wykorzystywania narzędzi presji ekonomicznej, czyli uzależnienia państw mniejszych od większych - wskazuje dr hab. Marcin Gabryś.
Jak zaznacza, zanim Donald Trump wymierzył swe ostrze w Kanadę, oba kraje miały bardzo zintegrowane gospodarki.
- A tutaj przychodzi prezydent, który działa na zasadzie autorytarnego przywódcy, który ma w nosie te zasady i stawia pod presją ponad 40 milionów osób w Kanadzie, które muszą nagle dokonać zmiany kursu gospodarczego, które to państwo miało od co najmniej końca lat 80-tych XX wieku. Polegało to na tym, co zresztą Carney sam powtarza, że "wszystkie jajka mamy w jednym koszyku". I nagle okazuje się, że to jest bardzo duże zagrożenie. Kanada znalazła się właśnie w takiej sytuacji. Ona negocjuje ze Stanami Zjednoczonymi, inne państwa też negocjują te bilateralne porozumienia gospodarcze i jedno rozgrywa przeciwko drugiemu relację z USA. Mniejsze państwa same sobie szkodzą, a Donald Trump siedzi i jest z tego zadowolony. Carneyowi chodzi o to, żeby zmienić to podejście, pokazać, że Stany Zjednoczone nie są największym rynkiem na świecie, z którym można handlować. Te pozostałe państwa stanowią ogromną przestrzeń i wygrają, gdy tylko razem będą się w stanie porozumieć - uważa dr hab. Marcin Gabryś.
Oburzony Trump grozi Kanadzie. Carney się nie cofa
Słowa Marka Carneya w Davos musiały bardzo zaboleć Donalda Trumpa, bo poświęcił im nawet fragment swego przemówienia w tym samym miejscu.
- Kanada dostaje od nas wiele rzeczy gratis. Powinni być wdzięczni, ale nie są. Oglądałem wczoraj waszego premiera - stwierdził Donald Trump. - Kanada żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, kiedy następnym razem będziesz wygłaszać swoje oświadczenia - dodał.
Carney odpowiedział Trumpowi już w czwartek.
- Kanada i Stany Zjednoczone zbudowały niezwykłe partnerstwo. W gospodarce, bezpieczeństwie i bogatej wymianie kulturalnej. Ale Kanada nie żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Kanada rozwija się, bo jesteśmy Kanadyjczykami - stwierdził Mark Carney.
Trump wycofuje zaproszenia dla Carneya. "Działa jak obrażone dziecko"
Kilka godzin później Donald Trump wrzucił wpis na swoje konto w Truth Social. Wycofał w nim skierowane wcześniej zaproszenie dla premiera Kanady do udziału w Radzie Pokoju pod jego kierownictwem.
"Szanowny panie premierze Carney: niniejszym informuję, że Rada Pokoju wycofuje skierowane do pana zaproszenie dotyczące przystąpienia Kanady do najbardziej prestiżowej Rady Liderów, która kiedykolwiek powstała. Dziękuję za uwagę!" - napisał Donald Trump.
- To trzeba oczywiście odczytywać na poziomie psychologii. Ewidentnie przemówienie Carneya bardzo nie spodobało się Trumpowi. To było widać po jego reakcjach i komentarzach o tym, że Kanada istnieje tylko dzięki Stanom Zjednoczonym, to jest najniższy już poziom reakcji na poziomie dyplomatycznym, jaki można rozpatrywać. Trump działa jak obrażone dziecko, które daje temu wyraz - ocenia dr hab. Marcin Gabryś.
Przypomina, że Kanada wielokrotnie wcześniej była atakowana przez Trumpa właśnie w mediach społecznościowych.
- Ja jestem sceptykiem co do tego, że w ogóle ta Rada Pokoju będzie jakimś ciałem, które będzie cokolwiek znaczyło. Przywódca Stanów Zjednoczonych tyle razy różne projekty proponował i nie były wprowadzone, że nie wiem, czy angażowanie się w to w ogóle ma sens, jeszcze finansowe, zwłaszcza że nie wiemy do końca, gdzie te pieniądze miałyby trafić. Ta reakcja jest po prostu taka jak Donald Trump. On na tym swoim koncie w mediach społecznościowych wypisuje przeciwko Kanadzie bardzo różne rzeczy. Pokazuje np. mapy Ameryki Północnej z flagą Stanów Zjednoczonych na terytorium Kanady. To się dzieje od miesięcy, więc reakcja Donalda Trumpa mnie specjalnie nie dziwi, ale też nie wiem, czy ona będzie miała aż tak duże znaczenie - zastanawia się politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Carney się stawia i wzmacnia w Kanadzie
Paradoksalnie, co zdarza się już kolejny raz, otwarty opór wobec Donalda Trumpa wzmacnia pozycję wewnętrzną Marka Carneya. Kierowanym przez niego liberałom udało się utrzymać władzę po słabo ocenianych rządach Justina Trudeau właśnie dlatego. Ostatnie przemówienie wymierzone w Stany Zjednoczone również może mu przynieść korzyści w kraju.
- Są już znaki tego, że poparcie dla Carneya znowu rośnie. Słyszałem opinię separatystów z Quebecu, którzy wprost powiedzieli, że dzień w którym Mark Carney wygłosił swoje przemówienie, to był dzień kiedy pierwszy raz poczuli się dumni z tego, że są Kanadyjczykami. Zatem to rezonuje wewnątrz Kanady. Carney wydaje mi się, że ma taki sposób, który na Kanadyjczyków działa. Jest liberałem i faktycznie było ważne dla wygranej w wyborach to, że Kanadyjczycy czuli się zagrożeni i on im zaoferował wizję taką, że się nie damy Amerykanom. Na tle poprzedniego premiera Justina Trudeau, Mark Carney jest człowiekiem, który bardziej idzie w stronę centrum, a jednocześnie nie rezygnuje z bycia progresywnym. Łączy takie dwie cechy, które zdaje się, że Kanadyjczycy bardzo cenią - mówi dr hab. Marcin Gabryś.
Ale równocześnie kanadysta z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ zwraca uwagę, że przed Kanadą może się rysować trudniejsza perspektywa. Chodzi o umowę o wolnym handlu. Jego zdaniem Kanada na pewno musi być przygotowana na jakieś twarde decyzje Stanów Zjednoczonych.
- Jak się patrzy na wyniki gospodarcze z ostatnich 12 miesięcy, to Kanada wbrew temu, co ekonomiści mówili w styczniu 2025 roku, nie wpadła w recesję, nie ma skokowego wzrostu bezrobocia. Powodem jest to, że tak naprawdę dużo z tych decyzji Donalda Trumpa w zakresie ceł okazało się nieskutecznych, dlatego że wciąż jest umowa o wolnym handlu między tymi dwoma krajami. Producenci i eksporterzy korzystają z tych specjalnych zapisów pozwalających zakwalifikować ich produkty do handlu bez cła. Natomiast pytanie otwarte pozostaje, czy w 2026 roku to się nie zmieni, czy ta umowa nie zostanie przez Stany Zjednoczone wypowiedziana, a wtedy to będzie oznaczało naprawdę poważne kłopoty gospodarcze. Wydaje mi się, że Mark Carney na to już Kanadyjczyków przygotowuje, właśnie dając im takie przemówienia, które podkreślają to, że siła jednak tkwi w ramach tych mniejszych państw. Jednocześnie być może trzeba będzie zacisnąć pasa, ale będzie to tego warte - podsumowuje dr hab. Marcin Gabryś.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski