Azyl polityczny Ziobry. Krytyczna ocena politolożki
Zbigniew Ziobro poinformował, że otrzymał azyl na Węgrzech i zamierza "walczyć o sprawiedliwość" z zagranicy. Tłumaczenia byłego ministra nie przekonują jednak prof. Anny Pacześniak. Politolożka w programie "Newsroom" WP zwraca uwagę na specyficzny kierunek wyjazdu polityka i brak konsekwencji w jego narracji. - Gdyby uzyskał azyl w innym kraju UE, mówienie o prześladowaniach byłoby bardziej spójne - ocenia ekspertka.
Informację o przyznaniu azylu Zbigniewowi Ziobrze przekazał jego mecenas, Bartosz Lewandowski. Były minister sprawiedliwości utrzymuje, że jest ofiarą politycznej zemsty ze strony rządu Donalda Tuska. W programie "Newsroom" WP prof. Anna Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego odniosła się do tej retoryki, przypominając jego dawne, ostre wypowiedzi pod adresem oponentów, w tym słynne słowa o "miękiszonach".
Zdaniem ekspertki, historia zatoczyła koło, a dawne określenia używane przez Ziobrę są teraz wykorzystywane przeciwko niemu przez obecną koalicję rządzącą. - Rzeczywiście, określeń dostarczył nam sam minister (...) wtedy, kiedy jeszcze "przezywał" w ten sposób swoich konkurentów politycznych. Trudno się dziwić, że one są wyciągane z taką sporą satysfakcją przez obecnie rządzących - zauważa prof. Pacześniak.
Kluczowym wątkiem rozmowy stał się wybór kraju, w którym schronił się były minister. Zdaniem politolożki, wyjazd do Budapesztu, rządzonego przez sprzyjającego Ziobrze Viktora Orbana, osłabia narrację o obiektywnych prześladowaniach w Polsce.
- Dlaczego nie starał się o azyl polityczny w innym kraju Unii Europejskiej? Gdyby uzyskał taki azyl, myślę, że to mogłoby być bardziej spójne mówienie o tym, że jest prześladowany przez reżim Donalda Tuska - ocenia ekspertka w rozmowie z WP.
W tle sprawy pojawia się również wątek rodziny byłego ministra. Ziobro sugeruje, że zagrożona jest także jego żona, a on sam nie chce, by dzieci wychowywały się bez matki. Politolożka podchodzi do tych argumentów z dużym dystansem.
- To próba pokazania, że nie tylko on miałby być prześladowany, ale również jego żona, której przecież prokuratura nie chce stawiać żadnych zarzutów - prostuje prof. Pacześniak.
- Mówienie o tym, że nie chce, żeby jego dzieci były wychowywane bez rodziców, jest już zupełnie na wyrost. Myślę, że mało kto przyjmuje tego rodzaju tłumaczenia - podsumowuje ekspertka w "Newsroomie".