Atak na bazę USA. Na nagraniach widać eksplozję
Amerykańska baza wojskowa w Irbilu, na terenie irackiego Kurdystanu, padła w niedzielę celem ataku z użyciem dronów oraz pocisków balistycznych. Jak informuje "The Wall Street Journal", nikt nie został ranny, a obiekt nie został zniszczony. Odpowiedzialność za uderzenie wzięła na siebie sprzymierzona z Iranem szyicka organizacja.
Najważniejsze informacje:
- Baza USA i przyległe lotnisko w Irbilu zostały zaatakowane dronami i rakietami.
- Systemy obrony powietrznej przechwyciły część celów. Jeden pocisk lub dron trafił w bazę.
- Szyicka proirańska organizacja wzięła odpowiedzialność za atak.
Atak miał miejsce w niedzielę i objął zarówno amerykańską instalację wojskową, jak i międzynarodowe lotnisko w Irbilu. Według doniesień "CNN" i "Wall Street Journal", w użyciu były drony oraz rakiety balistyczne. Obrona przeciwlotnicza zdołała zbić część nadlatujących celów, ale co najmniej jeden ładunek dosięgnął bazy.
Dwa cele operacji. Nie chodzi tylko o bombę atomową
Przedstawiciel władz USA, na którego powołuje się "WSJ", stwierdził, iż baza została zaatakowana, jednak nie została zniszczona i nie odnotowano ofiar. Materiały wideo z miejsca zdarzenia, opublikowane m.in. przez kurdyjską stację Rudaw, pokazały potężną eksplozję, po której nastąpiły kolejne wybuchy.
Baza w Irbilu jest jedną z największych placówek wojskowych USA w tym rejonie i już wcześniej była wielokrotnie celem ostrzałów ze strony szyickich ugrupowań zbrojnych.
Szyicka organizacja przyznała się do ataku
Sprzymierzona z Iranem grupa Saraja Aulija al-Dam (SAD) przyznała się w poniedziałek rano do przeprowadzenia ataku dronowego na bazę. W opublikowanym komunikacie podkreśliła, że operacja stanowi "odwet za zabitego przywódcę Alego Chameneia" oraz dowód "wsparcia" dla Teheranu.
Saraja Aulija al-Dam to niewielkie ugrupowanie powiązane z rozbudowaną strukturą Sił Mobilizacji Ludowej (PMU), skupiającą szyickie milicje w Iraku wspierane przez Iran. Formacja ta była już wcześniej odpowiedzialna za ataki na amerykańskie transporty zaopatrzeniowe.
Do eskalacji napięcia doszło zaledwie dobę po informacjach o śmierci najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu. Już w niedzielę w stolicy Iraku wybuchły gwałtowne protesty. Setki demonstrantów zgromadziły się przy wjeździe do silnie strzeżonej tzw. Zielonej Strefy, domagając się usunięcia amerykańskiej placówki dyplomatycznej.