Inspiracją do powstania artykułu na ten temat była ujawniona ostatnio sprawa złamania ustawy antykorupcyjnej przez szefa gabinetu politycznego ministra spraw wewnętrznych, Janusza Ocipkę. "Rzeczpospolita" przypomina jednak, że z powodu skandali musieli wcześniej odejść dwaj inni szefowie gabinetów w rządzie Leszka Millera: szef gabinetu politycznego ministra zdrowia Waldemar Deszczyński i poprzednik Janusza Ocipki, Grzegorz Białoruski.
Gabinety polityczne formalnie zaczęły istnieć po przyjęciu ustawy o służbie cywilnej w 1996 roku. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Ludwik Dorn, który zajmował się teorią działania gabinetów politycznych, powiedział gazecie, że ludzie tam zatrudniani powinni być z jednej strony zaufanymi ministra, z drugiej - fachowcami, którzy potrafią rozmawiać z przedstawicielami komórek merytorycznych.
W polskiej praktyce jest często zupełnie inaczej - w gabinetach politycznych zatrudniani są ludzie przypadkowi, których jedynym wyróżnikiem jest lojalność polityczna. Bywa, że są to polityczni koledzy, którym nie można powierzyć stanowisk merytorycznych, bo się na niczym nie znają.