Alarm bombowy na przedmieściu Sztokholmu
Po blisko sześciu godzinach od
ogłoszenia alarmu bombowego w dzielnicy Tensta w Sztokholmie
oddział saperów zdjął podejrzane pudełko z pasa mężczyzny
utrzymującego, iż był porwany i zmuszony do noszenia zdalnie
detonowanej bomby - poinformowały szwedzkie źródła
policyjne.
25.06.2006 | aktual.: 25.06.2006 22:19
Urządzenie zabrano z miejsca zdarzenia, by wysadzić je w bezpiecznej strefie - powiedziała Diana Sundin ze sztokholmskiej policji. Nie potrafiła jednak potwierdzić, czy rzeczywiście mężczyzna miał przy sobie bombę.
Kilka godzin wcześniej z okolicy ewakuowano około 100 mieszkańców i wstrzymano ruch. Jak podały szwedzkie media powołując się na świadków, mężczyzna od południa siedział na ziemi, dziwnie się zachowywał i płakał.
Według relacji Sundin, której udało się z nim porozmawiać, twierdził on, iż udało mu się uciec z pobliskiego mieszkania, gdzie przez trzy dni był przetrzymywany. Wówczas policjantka dostrzegła też przy pasie swego rozmówcy czarne pudełko z wystającymi z niego kablami.
Jak dla mnie, wyglądało realnie - powiedziała. Mężczyzna wyglądał na bardzo wystraszonego. Obficie się pocił - dodała. Według niej, pudełko nosił przy sobie od niedzieli rano. Potwierdziła też, że mężczyzna urodził się w Norwegii, ale musiał w Szwecji przebywać od dłuższego czasu, gdyż posługiwał się szwedzkim.
Policja poszukuje teraz porywaczy mężczyzny. Musi być jakiś powód, ludzie nie zakładają bomb na innych ludzi bez przyczyny - powiedziała Diana Sundin. Przeprowadzono również rewizję mieszkania, w którym miał być przetrzymywany Norweg.