Jednak kroniki z lat 1406-80 musiały zostać odtworzone z kopii, i to naukowcy musieli zdecydować, które są najbliższe prawdzie historycznej i intencjom autora. Mieli na to przyzwolenie kronikarza. Długosz, o czym przypomniał prof. Krzysztof Ożóg z UJ, miał świadomość niedostatków swojej pracy i wręcz prosił potomnych o jej poprawianie.
Długosz był świadkiem niektórych opisywanych zdarzeń, ale inne poznał z przekazów. Towarzyszący wydaniu kronik komentarz krytyczny wymagał zbadania wiarygodności dziejopisa. Należało też dokładnie sprawdzić daty, nazwiska, nazwy miast. To była niezwykle żmudna, czasochłonna praca- wyznał prof. Ożóg. Pojawił się jeszcze jeden kłopot. Niektóre z początkowych polskojęzycznych tomów reedycji poddane zostały ostrej krytyce. Okazało się, że - czasem z powodu ponagleń wydawcy - polskie tłumaczenie ukazywało się jeszcze przed przygotowaniem łacińskiego materiału Jana Długosza, co przeczyło spójności.
To było szczególnie kłopotliwe w przypadku kronik pisanych po 1405 roku, gdy nie dysponowaliśmy autografem- dodaje prof. Wyrozumski. Wydanie dzieła Jana Długosza stało się dobrym powodem do piątkowo-sobotniego spotkania ludzi nauki zajmujących się jego spuścizną, przedstawicieli miast i ośrodków długoszowskich, którzy podpisali deklarację o współpracy kulturalno-edukacyjnej, a także do złożenia Długoszowi hołdu na Skałce, gdzie został pochowany.
Małgorzata Iskra