Zełenski rozgoryczony Trumpem. "Odważył się i zdecydował powiedzieć to otwarcie"
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie kryje rozgoryczenia postawą Donalda Trumpa. Jego zdaniem, to niesprawiedliwe, że publicznie wzywa Ukrainę, a nie Rosję do ustępstw. - Widać, że jednak znowu Trump przechyla się na drugą stronę. Trudno więc się dziwić Zełenskiemu - mówi Wirtualnej Polsce gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
- Inna sprawa, że odważył się i zdecydował powiedzieć to otwarcie i dosadnie. Wcześniej obrał strategię przymilania się i niedenerwowania Trumpa. Na zasadzie: "a niech amerykański prezydent myśli, że wszystko to, co robi w sprawie zakończenia wojny, jest ok". Jak widzimy, nie jest ok. To na pewno nowy element ze strony ukraińskiego prezydenta przy okazji negocjacji w Genewie - zauważa gen. Stanisław Koziej.
Przypomnijmy, w Genewie zakończyły się trójstronne negocjacji delegacji Ukrainy, USA i Rosji.
Przed rozmowami Donald Trump zwrócił się do władz w Kijowie.
- Wszystko będzie bardzo proste. Posłuchajcie, na razie Ukrainie lepiej jak najszybciej zasiąść do stołu negocjacyjnego, to wszystko, co wam powiem. Jesteśmy w takiej sytuacji, że chcemy, aby zasiedli do stołu negocjacyjnego - powiedział Trump. Tym samym prezydent USA zasugerował, jakoby to Ukraina utrudniała zakończenie wojny.
Z podobnym oświadczeniem wystąpił w piątek, 13 lutego w Białym Domu, mówiąc, że Rosja chce zawrzeć umowę, więc Zełenski "musi zacząć działać", w przeciwnym razie "straci świetną okazję".
W odpowiedzi prezydent Ukrainy na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa oświadczył, że Stany Zjednoczone "zbyt często" mówią o potrzebie ustępstw ze strony Ukrainy dla osiągnięcia pokoju, ale nie wspominają o ustępstwach, które mogłaby poczynić Rosja.
Podobne słowa wypowiedział we wtorkowym wywiadzie dla portalu Axios. Według Zełenskiego, to "nie jest sprawiedliwe", iż Trump publicznie wzywa Ukrainę, a nie Rosję do ustępstw. Zaznaczył też, że "danie zwycięstwa" Władimirowi Putinowi nie jest sposobem na ustanowienie długotrwałego pokoju. - Mam nadzieję, że to tylko jego taktyka, a nie decyzja - podkreślił Zełenski.
Zdaniem gen. Stanisława Kozieja, ukraiński prezydent mógł to powiedzieć otwarcie i dosadnie z kilku powodów.
- Po pierwsze, negocjacje wchodzą w decydującą fazę. Zełenski musi położyć na stole jakąś "twardą kartę" i wyznaczyć czerwone linie, które nie będą mogły być przekroczone przez Rosjan. Po drugie, Ukraina na froncie wojennym łapie inicjatywę na niektórych kierunkach. Co oznacza, że Rosja nie ma takich dużych możliwości, aby mogła rozwijać swoją operację - mówi były szef BBN.
Jak zauważa, Ukraina dość chytrze, korzystając z danych wywiadowczych, wykryła słabsze miejsca Rosjan na froncie.
- I tam postanowiła ruszyć trochę bardziej do przodu. I nie chodzi wcale o jakieś duże zdobycze terytorialne i operacyjne przełomy. Bardziej o sygnał dla świata, że nie jest tak, jak szepcze Putin do ucha Trumpa, że Ukraina przegrywa i za chwilę upadnie. Ostatnio Kreml tak komunikował, by Trumpa zniechęcić do pomocy Kijowowi - przypomina gen. Stanisław Koziej.
W jego ocenie mamy skoordynowane działania dyplomatyczno-wojskowe ze strony Ukrainy.
- Tak, żeby wywierać nadal presję na Trumpa, aby nie wymuszał na Ukrainie kapitulacyjnych warunków. Żeby spróbował, jeśli chce uzyskać sukces zakończenia wojny, w jakiś sposób bardziej naciskać na Putina - twierdzi były wojskowy w rozmowie z WP.
Według naszego rozmówcy jest jeszcze trzeci powód, który "pchnął" Zełenskiego do wbicia szpilki Trumpowi.
- Po ostatniej aferze z Grenlandią Europa jeszcze bardziej się skonsolidowała i stanowi coraz bardziej twarde oparcie dla Ukrainy, niezależnie od tego, jaka jest polityka amerykańska. Zełenski ma obecnie silne, mocne i skoordynowane wsparcie od większości państw europejskich. I czuje się trochę mocniej w tym "siodle" niż wcześniej, zwłaszcza na początku kadencji Trumpa, kiedy Stany Zjednoczone przerwały wspieranie Ukrainy. Słowa Zełenskiego w kontekście negocjacji mają więc swoje uzasadnienie, także szersze polityczno-strategiczne - ocenia gen. Stanisław Koziej.
Według portalu Axios, amerykańscy mediatorzy zaproponowali, aby siły ukraińskie wycofały się z części Donbasu, którą obecnie kontrolują (ok. 10 proc.) i umożliwiły utworzenie na tym obszarze zdemilitaryzowanej "wolnej strefy ekonomicznej".
Prezydent Ukrainy zadeklarował, że jest gotowy, by omówić wycofanie wojsk ukraińskich z Donbasu, lecz Rosjanie musieliby wycofać swoje siły na taką samą odległość. Odrzucił też rosyjskie roszczenia do suwerenności nad tym terytorium. I jak dodał, Ukraińcy zgodziliby się na umowę, która zamraża obecne linie frontu w Donbasie. Jednak - jak zauważył Axios - Rosja upiera się przy przejęciu całego Donbasu - czy to siłą, czy w ramach negocjacji.
- Gdyby ukraiński prezydent jeszcze miał z czegoś bezwarunkowo ustąpić, to znajdzie się pod ścianą. Gdyby jeszcze gwarancje bezpieczeństwa po zakończeniu wojny były twarde, jasne i zdecydowane. Ale nie są. A wokół nich i Donbasu toczy się zapewne główny spór negocjacyjny. To właśnie rozstrzygnięcie tych dwóch kwestii ostatecznie zdecyduje o "ewentualnym porozumieniu" - uważa gen. Stanisław Koziej.
Były szef BBN podkreśla, że Putin natomiast już z niczego nie ustąpi.
- Tak zapędził się w róg ze swoimi żądaniami, że w zasadzie ma bardzo małe pole manewru. Tak mocno Putin nagłośnił swoje oczekiwania, że teraz nie tyle, ile obawia się Ukrainy czy Zachodu, ale Rosjan. Zagrał z wysokiego C. Nie może teraz pokazać, że w czymś ustępuje. To by oznaczało, że jest słaby. A jak jest słaby, to trzeba go zmienić na Kremlu - komentuje były wojskowy.
I jak zauważa, to właśnie z tego powodu Rosja nie ma manewru ustępstw.
- Musi to "ewentualne porozumienie" czy traktat, tak czy inaczej, być "ubrany" w jakieś pozory rosyjskiego sukcesu, aby w ogóle mógł być podpisany przez Putina. To jest podobna sytuacja do Trumpa. Amerykańskiemu prezydentowi też trzeba coś dać, żeby "odtrąbił" sukces i być może coś od niego w zamian uzyskać - mówi gen. Stanisław Koziej.
- Tak samo jest z Putinem. Trzeba jemu coś dać, jeśli nie realnego i materialnego w postaci Donbasu, choć on chce przecież dużo więcej, to coś dodatkowego extra. Tak, żeby mógł Rosjanom powiedzieć: mamy, co chcieliśmy, ale jeszcze będziemy w dalszym ciągu o swoje później walczyć - puentuje były szef BBN.
Po zakończeniu negocjacji w Genewie Zełenski wskazał, że najtrudniejsze punkty dotyczą wschodnich terenów Ukrainy oraz Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. "Widzimy, że są pewne wypracowane rozwiązania, ale na razie stanowiska są różne, [...] negocjacje były trudne" - zaznaczył. Jednocześnie poinformował, że w kwestiach wojskowych odnotowano postęp, a w politycznych uzgodniono kontynuację rozmów.
"Współpracujemy z zespołem, aby przybliżyć prawdziwy pokój. Priorytetem są gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Przedstawiciele Ukrainy mają jasne wytyczne dotyczące każdego aspektu negocjacji. Z niecierpliwością oczekuję szczegółowego raportu z wyników wszystkich spotkań" - przekazał Zełenski na Telegramie.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski