Zamknięta granica z Białorusią. 130 pociągów z Chin czeka za Bugiem
Decyzja polskiego rządu o zamknięciu granicy z Białorusią, związana z ćwiczeniami Zapad, wywołała konsekwencje dla międzynarodowego handlu. Według szacunków, na wjazd do Polski po białoruskiej stronie granicy czekaj już około 130 pociągów towarowych z Chin.
Granicę z Białorusią Polska zamknęła 12 września. Przejścia nie zostały na razie otwarte, mimo że manewry Zapad zakończyły się 16 września. Według zapowiedzi premiera Donalda Tuska, otwarcie granic ma nastąpić w nocy ze środy na czwartek.
Według białoruskiego, niezależnego serwisu Nexta, od tego czasu po stronie białoruskiej przed granicą stanęło już około 130 składów towarowych z Chin.
Pociągi stoją też na terminalach wzdłuż trasy z Chin do przejścia z Polską.
Przez terminal w Małaszewiczach realizowanych jest 90 proc. przewozów kolejowych między Chinami a Unią Europejską. Obecnie szlak ten odpowiada za 3,7 proc. całego handlu między UE a Chinami, a w zeszłym roku wynosił 2,1 proc.
Według Nexty firmy już poszukują alternatywnych tras do Europy. Brane są pod uwagę m.in. trasy wiodące przez rosyjski Sankt Petersburg lub Kazachstan, Kaukaz i Turcję, jak również trasy morskie.
Amerykanie są zadowoleni?
Jak przypomniało Politico, na niedawnym spotkaniu w Warszawie szefów dyplomacji Polski i Chin, Radosława Sikorskiego i Wanga Yi, podkreślono, że obecnie kwestie handlu ustępują "logice bezpieczeństwa". Według portalu przed spotkaniem Chiny liczyły, że Polska podejmie działania w celu "zapewnienia bezpiecznego i sprawnego" funkcjonowania połączenia kolejowego na granicy z Białorusią oraz "stabilności międzynarodowych łańcuchów przemysłowych i dostaw". Podkreślały, że China-Europe Railway Express jest "sztandarowym projektem" współpracy Chin zarówno z Polską, jak i UE.
Chiny nie są jedynymi zainteresowanymi kwestią polskiej granicy z Białorusią - zwróciło uwagę Politico, cytując byłego szefa Agencji Wywiadu Piotra Krawczyka, który zauważył, że "są jeszcze Stany Zjednoczone". Wyraził przekonanie, że Waszyngton jest bardzo zadowolony z zamknięcia tych szlaków przynajmniej tymczasowo, "ponieważ naciska na Unię Europejską, aby wprowadziła dodatkowe cła na Chiny w związku z eksportem rosyjskiej ropy i gazu do Chin". Ocenił, że Amerykanie "cieszą się, że zamiast ceł główna droga lądowa dla chińskich towarów jest teraz na jakiś czas zablokowana".
Zobacz też: spór o ambasadorów. "Sikorski używa systemu PiS"
Europa nie reaguje
Krawczyk jest pewien, że "Amerykanie (…) wspierają polski rząd, który nie spieszy się z jej ponownym otwarciem, przynajmniej nie w najbliższym czasie". Jego zdaniem w tym wszystkim uczestniczy też Europa. Jak zauważył, nie widział "żadnej reakcji ze strony żadnego kraju, ani ze strony Komisji, ani ze strony stolic, więc być może Europa również nie jest niezadowolona z zablokowania głównego szlaku".
Jego zdaniem może to zmusić Chiny do wybrania innych tras - w tym powietrznych czy morskich - a porty w Rotterdamie czy Hamburgu "z wielką chęcią przyjmą towary, które nie mogą już przekraczać granicy polsko-białoruskiej".
Cytowany przez Politico Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich zaznaczył z kolei, że dla Chin kwoty wchodzące w grę przy transporcie przez polską granicę z Białorusią są znaczące, ale nie przełomowe. Jak podsumował, "najważniejsze pytanie brzmi, czy zamknięcie granic stanowi problem na tyle poważny - nie tylko dla Białorusi i Rosji, ale być może również dla Chin - aby wymusić jakąkolwiek szerszą reakcję".
Źródło: Nexta/Politico/WP Wiadomości