Żałoba w Szwajcarii. Właściciel baru zabrał głos
Właściciel baru Le Constellation w kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii zabrał głos w sprawie tragicznych wydarzeń sylwestrowej nocy. Podczas pożaru, w lokalu zginęło co najmniej 47 osób.
Najważniejsze informacje:
- Pożar w miejscowym barze w Crans-Montanie w Szwajcarii spowodował śmierć co najmniej 47 osób.
- Właścicielami baru jest małżeństwo z Francji.
- Współwłaściciel baru podkreślał, że w ostatnich dziesięciu latach obiekt był kontrolowany trzy razy i zapewnił, że "wszystko zostało wykonane zgodnie z przepisami".
W szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana doszło do tragedii. W noc sylwestrową doszło do pożaru w lokalnym barze. Zginęło co najmniej 47 osób, a według wczesnych danych rannych zostało 115 osób, z czego ponad 80 z nich jest w stanie krytycznym i wymaga intensywnej opieki lekarskiej.
Właścicielami baru, w którym doszło do tragedii, jest małżeństwo - dwoje obywateli Francji, Jacques i Jessica Moretti. W rozmowie z portalem "20 Minuten" Jacques Moretti poinformował, że w ostatnich dziesięciu latach obiekt był kontrolowany trzy razy i zapewnił, że "wszystko zostało wykonane zgodnie z przepisami".
Jego żona, a zarazem współwłaścicielka lokalu, była na miejscu podczas pożaru i doznała oparzeń. – Nie możemy spać ani jeść, wszyscy czujemy się bardzo źle – mówił jej mąż podczas wywiadu.
Polak jednym z poszkodowanych. Trafił do szpitala
Ministerstwo Spraw Zagranicznych oficjalnie podało, że jednym z rannych po pożarze w Szwajcarii był obywatel Polski. – Jeśli będzie konieczność jakiegokolwiek wsparcia ze strony naszej placówki, oczywiście jesteśmy gotowi do pełnej pomocy konsularnej – zadeklarował rzecznik resortu Maciej Wewiór. Polak znajduj się obecnie w szpitalu.
"Mamy potwierdzenie, że obywatel RP jest hospitalizowany" – poinformował rzecznik MSZ we wpisie na platformie X.
Na razie MSZ nie podaje szczegółów na temat rannego Polaka, w tym stanu jego zdrowia. "Jest pod opieką rodziny. Nasza placówka w Szwajcarii pozostaje w kontakcie z lokalnymi służbami i jest gotowa do udzielenia wszelkiego możliwego wsparcia konsularnego" – poinformował Wewiór.
Żałoba trwa. Osobiste wspomnienia jednego z ocalałych
Na miejsce tragedii wciąż przybywają zarówno mieszkańcy, jak i turyści z różnych krajów. Wielu z nich w milczeniu zbliża się do terenu, gdzie doszło do pożaru, by oddać hołd ofiarom. Część osób składa kwiaty, inni stoją w zadumie lub płaczą na miejscu zdarzenia. Andrea, mieszkaniec Mediolanu, który w ostatniej chwili zrezygnował z wejścia do baru, wspomina historię tej nocy.
– Trochę czuję się tak, jakbym zyskał nowe życie – mówi. – Postanowiliśmy z kolegami z uniwersytetu powitać tu Nowy Rok. W końcu to tylko nieco ponad trzy godziny jazdy samochodem z naszego miasta. Już na miejscu dowiedzieliśmy się, że dużo młodzieży idzie do baru w centrum, gdzie będzie impreza. Poszliśmy tam i my w czwórkę. Ale przed lokalem zobaczyliśmy sporą grupę czekających w nadziei na wejście. Byli wśród nich też Włosi. Zastanawiali się głośno, czy będą dla nich miejsca, bo była to spora grupa – opowiada młody mężczyzna. – My odeszliśmy, bo nie chcieliśmy czekać. A ja zastanawiam się teraz, czy oni weszli. Nie daje mi to spokoju – dodał ze łzami w oczach.
W mieście ogłoszono stan wyjątkowy, aby usprawnić działania ratowników. Jak podają lokalne władze, placówki służby zdrowia zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Lekarze nieustannie walczą o życie tych, którzy odnieśli najcięższe obrażenia wskutek pożaru. – Jesteśmy w żałobie. Nie wiem, kiedy się z tego podniesiemy – mówi starsza mieszkanka Crans-Montany. Do miejscowości przyjeżdżają zrozpaczeni członkowie rodzin osób zaginionych po pożarze. Wszędzie widać wozy policji i żandarmerii. W mieście panuje cisza.
Źródło: Onet / WP