"Żadna ustawa już nie pomoże". Tusk ostrzega
Premier Donald Tusk ocenił w TVN24, że jeśli w 2027 r. wybory wygrają siły antyeuropejskie, to doprowadzą do wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Podkreślił, że obecność w UE warunkuje niepodległość, bezpieczeństwo i wolność.
Najważniejsze informacje:
- Tusk: jeśli w 2027 r. wygrają siły antyeuropejskie, doprowadzą do wyjścia Polski z UE.
- Premier podkreślił, że kluczowe jest utrzymanie proeuropejskiego nastroju, nie sama ustawa czy referendum.
- Przywołał doświadczenie brexitu jako przestrogę przed debatą, która może wymknąć się spod kontroli.
Premier Donald Tusk w rozmowie na antenie TVN24 odniósł się do sejmowego projektu, który miałby utrudnić formalnie ewentualne wyjście Polski z Unii Europejskiej.
Zaznaczył, że obecność w UE to fundament polskiej suwerenności i bezpieczeństwa. - Jestem absolutnie przekonany, że nasza obecność w UE to jeden z bezwzględnych warunków utrzymania niepodległości, bezpieczeństwa i wolności Polaków. Dzisiaj jestem o tym bardziej przekonany niż kiedykolwiek wcześniej - powiedział premier w TVN24.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Polska na drodze do polexitu? Były minister w rządzie PiS ostrzega
Czy prawo wystarczy, by powstrzymać polexit?
Tusk wskazał, że sama regulacja prawna nie zatrzymałaby politycznej decyzji w przypadku zmiany władzy. - Jeżeli w 2027 roku siły jawnie i lekko skrycie antyeuropejskie wygrają wybory, to żadna ustawa już w niczym nie pomoże - ocenił. - Jeśli oddamy władzę w 2027 roku tym, którzy chcą wyjść z Unii Europejskiej, to oni do tego doprowadzą i wyjdą z Unii Europejskiej. Ja naprawdę to wiem - dodał. Według szefa rządu kluczowe jest utrzymanie poparcia społecznego dla integracji europejskiej.
Premier przestrzegł też przed uruchamianiem dyskusji, która może przerodzić się w spór o samo referendum. Zwrócił uwagę, że debata o ustawie referendalnej może niechcący otworzyć drogę do rozważań o głosowaniu ws. członkostwa.
Czego uczy brexit? Przestroga z Wielkiej Brytanii
Tusk przypomniał brytyjskie doświadczenie. Na pół roku przed referendum większość społeczeństwa chciała pozostania w UE, co skłoniło ówczesnego premiera do decyzji o głosowaniu.
- W Wielkiej Brytanii na pół roku przed referendum blisko 70 proc. Brytyjczyków deklarowało, że chce pozostać w UE. Dlatego premier David Cameron zdecydował się na przeprowadzenie tego referendum. Dzisiaj kilka lat po brexicie - ponownie 70 proc. chciałoby powrotu Wielkiej Brytanii do Unii - wskazał. Ocenił, że głosowanie odbyło się w niekorzystnym dla zwolenników integracji momencie.
Szef rządu wezwał zwolenników UE do konsekwentnej obrony proeuropejskiego kierunku. - Wszyscy ci, którzy chcemy pozostać w UE, powinniśmy zrobić wszystko, żeby ten nastrój w Polsce się nie zmienił. To jest kluczowe: nie konkretny przepis, ustawa czy referendum, ale to, by nie pozwolić na to, co stało się w Wielkiej Brytanii - mówił. - Żeby teorie konspiracyjne, jakieś wulgarne wersje nacjonalizmu - nie wzięły góry. Na pewno będę bardzo zdeterminowany dziś, jutro i pojutrze, żeby do tego nie dopuścić - dodał.